Afryka i Bliski Wschód

Iran: Kryzys który rzucił ludzi na barykady

Iran od dłuższego czasu zmaga się z licznymi napięciami. Ostatnie wstrząsy dotyczące handlu i siły nabywczej pochnęły ludzi do buntu

Zamieszki w Iranie to coś więcej niż chęć zwiększenia swobody. To sprzeciw wobec ciągłej niestabilności i braku perspektyw na lepsze życie mimo ciągle podejmowanej pracy. Napięcia odkładane latami potrzebują tylko wstrząsu, aby pchnąć ludzi na barykady.

  • Protesty ruszyły od zamknięć sklepów na Wielkim Bazarze w Teheranie.
  • Rial na rynku otwartym osłabł do ok. 1,36 mln–1,42 mln IRR za 1 USD gwałtowna dewaluacja przerzuca się na ceny importu.
  • Ceny żywności +72% r/r; ucieczka w dolary i złoto nakręca spiralę kursową.
  • Drastyczny spadek siły nabywczej. około 90% spadku w 8 lat, formalna praca nie gwarantuje utrzymania poziomu życia.
  • Co piąty młody bez pracy.
  • Doszło do blokady internetu, ograniczenia bankomatów, lotów i transakcji walutowych, co dało szok podażowy i spadek aktywności.
  • Skala strat przy zamrożeniu gospodarki: miesiąc działania na około 50% mocy to hipotetycznie około 10% PKB rocznie mniej.
  • Sankcje jako stały hamulec, ograniczony dostęp do finansowania/rozliczeń, drogi import, szara wymiana walut. 

Irańskie problemy społeczne to pokłosie niestabilności

Iran wszedł w 2026 rok z mieszanką kryzysów, które w gospodarce wzajemnie się nakręcają, gwałtowną dewaluacją waluty, skokiem cen dóbr podstawowych, paraliżem części usług i handlu oraz narastającą niepewnością polityczną. Wskazuje się, że to właśnie ekonomia była bezpośrednim zapalnikiem obecnych protestów. Te miały zacząć się w Teheranie od zamknięcia sklepów na Wielkim Bazarze, czyli dość symbolicznym miejscu, które w Iranie pełni rolę nie tylko centrum handlu, ale też czujnika nastrojów. W ciągu kolejnych tygodni protest kupców przekształcił się w masowe demonstracje wymierzone w duchownych przywódców państwa. Na ulicach pojawiły się spalone pojazdy i ślady starć, a później, już po fali zatrzymań i ofiar, mobilizacja społeczna wyraźnie przygasła. W relacjach przewija się jednak istotny wniosek, że protesty mogły ucichnąć, ale przyczyna, która je uruchomiła, nie zniknęła, a warunki gospodarcze w wielu punktach jeszcze się pogorszyły.

Eksperci wskazują, że jednym z rdzeniu kryzysu był rial i sytuacja z kursem dolara na rynku otwartym. Podkreśla się, że przed końcem roku waluta Iranu spadła do rekordowo słabego poziomu wobec dolara. W grudniu 2025 roku za 1 USD płacono około 1,36 mln rialów. Na początku stycznia, w kulminacji protestów, kurs miał sięgnąć 1,42 mln rialów za dolara. Dane pokazują bardzo dynamiczna dewaluacje w ciągu jednego roku, co przekłada się na mocno ograniczony dostęp do towarów importowanych. W gospodarce o ograniczonym dostępie do dewiz, w której import wielu towarów i komponentów jest kluczowy, osłabienie waluty szybko zamienia się w inflację kosztową. A gdy do tego dochodzi ucieczka w dolary i złoto, pojawia się typowa spirala, im szybciej rial traci wartość, tym bardziej ludzie chcą trzymać oszczędności w twardym pieniądzu, co dalej osłabia riala.

Zobacz także: Wojny mijają, fortuny zostają. O trwałości niemieckich elit [BADANIE]

Ceny żywności miały wzrosnąć średnio o 72% rok do roku, a siła nabywcza w ostatnich ośmiu latach spaść o ponad 90%. Te dane w praktyce oznaczają trwałe zubożenie. Nawet jeśli ktoś formalnie ma pracę, nie jest w stanie utrzymać dotychczasowego poziomu życia, a oczekiwania na poprawę stają się coraz bardziej nierealistyczne. Do tego dochodzi strukturalny problem rynku pracy, niemal co piąty młody człowiek ma pozostawać bez zatrudnienia. W takiej konfiguracji kryzys walutowy nie kończy się na drożyźnie, lecz przekłada się na frustrację generacji, która nie widzi perspektyw. Warto zaznaczyć, że to właśnie pokolenie w okolicach 20-30 roku życia jest najbardziej „rewolucjogenne”.

Warto zwrócić uwagę, dlaczego protest zaczął się akurat od bazaru. Eksperci opisują proces w dość prosty sposób. Sprzedawca, który sprzedaje towar dziś, jutro musi go odkupić, żeby uzupełnić zapasy. Jeśli kurs walutowy i ceny zmieniają się tak szybko, że kupiec nie jest pewien, czy odtworzy zapasy po cenie pozwalającej mu dalej funkcjonować, racjonalną reakcją jest wstrzymanie sprzedaży. To zabija obrót, a obrót jest krwią obiegu gospodarczego, zwłaszcza w państwie, gdzie wiele transakcji odbywa się poza dużymi sieciami i gdzie płynność bywa oparta bardziej na zaufaniu i rotacji gotówki niż na kredycie. Gdy bazar gaśnie, społeczeństwo odbiera to jak sygnał alarmowy. Skoro ci, którzy żyją z kalkulowania cen i ryzyka, zamykają sklepy, sytuacja musi być naprawdę zła.

Poza gospodarką także polityka

Do kryzysu walutowo-inflacyjnego dołożył się czynnik infrastrukturalno-administracyjny. Ograniczenie internetu i przejście na kontrolowany intranet. W relacjach wskazuje się, że bankomaty stały się niedostępne, loty i transakcje walutowe zostały ograniczone, a wiele usług znalazło się w stanie częściowego paraliżu. Przywołano przy tym szacunek, że jeśli przez miesiąc gospodarka działa na około 50% możliwości, to strata może sięgnąć rzędu jednej dziesiątej PKB w skali roku, a w dolarach, zależnie od kursu, mogłaby oznaczać od 20 do 90 mld USD. Nawet jeśli traktować te liczby ostrożnie, sama logika jest czytelna. W gospodarce, która i tak cierpi na niedobory dewiz i ograniczenia płatnicze, wyłączenie lub ograniczenie kanałów cyfrowych działa jak dodatkowy szok podażowy. Hamuje handel, logistykę, płatności, usługi i część produkcji, zwiększając koszty oraz wzmacniając poczucie chaosu.

Zobacz także: Brakuje kierowców ciężarówek. Chcą masowo sprowadzić ich z Turcji

W tle pozostaje systemowy ciężar sankcji od działań USA po rewolucji w 1979 roku, przez restrykcje dotyczące ropy, zamrożenie aktywów, zakazy inwestycji i handlu, po kolejne transze sankcji związane z programem nuklearnym, decyzje Rady Bezpieczeństwa ONZ od 2006 roku i działania UE. Był jednak także punkt zwrotny w 2015 roku gdy podpisano porozumienie nuklearne, jednak w 2018 roku USA wycofały się z układu i przywróciły sankcje. Do tego doszły sankcje wobec podmiotów powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej, a także ograniczenia w sektorach takich jak petrochemia czy metale. Ekonomiczny efekt tej architektury jest w dużej mierze stały. Ograniczenie dostępu do globalnego systemu finansowego, utrudnienia w rozliczeniach, spadek inwestycji, droższy import, mniejsza zdolność do stabilizowania kursu walutowego i większa podatność na szoki.

Szczególnie ważny jest wątek ropy naftowej, bo to tradycyjnie główny generator twardej waluty. W relacji pojawia się teza, że z powodu sankcji znaczna część dochodów z ropy pozostaje „zamrożona”, a eksport wymaga obchodzenia ograniczeń, m.in. poprzez tzw. flotę cieni. Jednocześnie wskazano, że Chiny kupują ponad 80 proc. irańskiej ropy, co pokazuje skalę uzależnienia od jednego kluczowego odbiorcy. To układ ryzykowny: gdy kraj jest odcięty od wielu rynków i kanałów finansowych, jego siła przetargowa spada, a każdy wstrząs polityczny lub logistyczny może szybko przełożyć się na dopływ walut. W takim środowisku rząd ma ograniczone narzędzia stabilizacji – nie może swobodnie finansować deficytu z zewnątrz, nie może łatwo bronić kursu, a próby administracyjnego „zatykania” rynku zwykle tylko wypychają handel walutą do szarej strefy.

Geopolityczne napięcie i problemy środowiskowe

Na to wszystko nałożyły się koszty bezpieczeństwa i konfliktów. Nie możemy zapominać o 12-dniowej wojnie z Izraelem w połowie 2025 roku, która dodatkowo podkopała zaufanie, a rywalizacja o dostęp do twardej waluty między sektorem publicznym a rynkiem miała przyspieszyć załamanie riala. Jeśli państwo w warunkach niedoboru dewiz musi jednocześnie utrzymywać import strategiczny, finansować obronność i stabilizować podstawowe dostawy, a jednocześnie traci kanały dochodów i jest pod presją sankcji, to rynek walutowy bardzo szybko staje się areną paniki i spekulacji.

Zobacz także: Warszawa w globalnej elicie bogactwa. Polski tygrys goni Dubaj i Singapur

Nie bez znaczenia są też czynniki środowiskowe. Chodzi o krytyczne niedobory wody, przerwy w dostawach prądu i paraliżujące zanieczyszczenie powietrza. To element często niedoceniany, a w praktyce działający jak stały podatek od produktywności. Niedobór wody uderza w rolnictwo i przemysł, przerwy w prądzie ograniczają produkcję i usługi, a zanieczyszczenie powietrza ma skutki zdrowotne i kosztowe. Gdy te czynniki pojawiają się jednocześnie z kryzysem walutowym i sankcjami, gospodarka nie ma buforów, które mogłyby wchłonąć szok.

W Iranie pojawiła się także stagflacja, czyli niski wzrost przy wysokiej inflacji. Szacunek MFW wskazuje, że wzrost gospodarczy jest na poziomie około 0,6% rok do roku, co przy niskim rozwoju gospodarczym, jest bardzo słabym wynikiem. W takim układzie nawet twarde stłumienie protestów nie rozwiązuje problemu. Jeśli fundamentem wybuchu był spadek realnych dochodów, rozpad wiary w walutę i brak perspektyw, to bez przywrócenia minimum stabilności ekonomicznej napięcie pozostaje w systemie i może wracać falami, za każdym razem przy kolejnym wstrząsie kursowym, kolejnym skoku cen lub kolejnym ograniczeniu dostępu do podstawowych usług.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Dawid Błaszkiewicz

Politolog, historyk oraz dziennikarz ekonomiczny. Członek Polskiej Sieci Ekonomii oraz Prezes Stowarzyszenia Racja. Głównym obszarem zainteresowań jest makroekonomia oraz historia gospodarcza.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker