Ukraina uderza w polski przemysł. Blokuje dostawy cennego surowca
Ukraina zablokowała eksport złomu do Polski. Oznacza to zauważalny wzrost cen stali na naszym rynku, a także przewagę konkurencyjną po stronie Ukrainy

Ukraina staje się coraz ważniejszym partnerem handlowym Polski. Poza korzyściami niesie to za sobą pewne ryzyko. Najlepszy przykładem jest ostatnia decyzja Kijowa o wstrzymaniu eksportu kluczowego surowca dla naszego przemysłu.
- Ukraina wstrzymała eksport złomu stalowego od 1 stycznia 2026 roku.
- Złom to surowiec krytyczny dla polskich pieców elektrycznych. W kosztach wytopu może stanowić do 70% kosztu produkcji stali.
- Oznacza to szok podażowy dla Polskich hut. Nagłe przerwanie łańcuchów dostaw, konieczność zrywania, renegocjowania kontraktów, wzrost zmienności cen i kosztów logistycznych.
- Po restrykcjach cena złomu na UA około 200 USD/t, w Polsce 330 USD/t. To przewaga kosztowa ukraińskich hut na rynkach zewnętrznych.
Kijów zatrzymuje cały eksport
Z początkiem tego roku władze Ukrainy postanowiły zamrozić eksport złomu stalowego. To surowiec krytyczny dla polskiego przemysłu ciężkiego i transformacji energetycznej hutnictwa. Kijów ostatniego dnia 2025 roku podał informację o zerowych kwotach eksportowych, co oznacza de facto zakaz wywozu. W komunikatach Kijów uzasadnia ruch interesem krajowego przetwórstwa. Eksport złomu, nawet obłożony cłem, miał rosnąć, często jako tranzyt do krajów trzecich, bez budowania wartości dodanej na Ukrainie. Zatrzymanie złomu ma wzmacniać miejsca pracy, wpływy podatkowe i dostępność materiału niezbędnego do obrony i odbudowy, a dodatkowo, przez większe wykorzystanie wsadu złomowego w metalurgii, ograniczać emisje dwutlenku węgla.
Zobacz także: Polska stała się największym partnerem handlowym Ukrainy
Z punktu widzenia polskich hut problemem nie jest sama idea ochrony zasobu, tylko sposób i moment wdrożenia. Rozporządzenie miało zostać wydane 23 grudnia 2025 roku, a zakaz zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2026 roku, co oznacza gwałtowne przerwanie łańcuchów dostaw i konieczność zrywania bądź renegocjowania kontraktów zawartych z ukraińskimi dostawcami. Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa zwraca uwagę, że dla zakładów nad Wisłą oznacza to większą zmienność cen i konieczność zastąpienia utraconych wolumenów zakupami z innych kierunków. Często droższych i obciążonymi kosztami logistycznymi. To z kolei natychmiast przekłada się na koszty surowcowe w sektorze, który i tak funkcjonuje pod presją marż, cen energii i rosnących wymogów środowiskowych.
Ukraina uderza w konkurencyjność polskiego przemysłu
Najmocniej spór uderza segment hutnictwa, który ma być fundamentem dekarbonizacji. Złom jest kluczowy dla pieców elektrycznych, a to właśnie one mają odgrywać coraz większą rolę w ograniczaniu emisyjności produkcji stali. Z perspektywy kosztów znaczenie surowca jest fundamentalne. Złom stalowy może stanowić do 70% kosztów wytwarzania stali w technologii EAF, więc każdy wzrost ceny złomu o tonę przekłada się wprost na analogiczny wzrost kosztu wytworzenia tony stali. W praktyce huty, chcąc utrzymać marże, przerzucają podwyżkę na odbiorców w cenach wyrobów, co w łańcuchu dostaw oznacza presję na branże korzystające ze stali, od budownictwa po produkcję maszyn.
Zobacz także: Harden ukończył magazyn w Głuchowie. Panattoni Park Poznań XIV gotowy
W danych i ocenach branżowych widać też element, który może szczególnie zainteresować polskich przedsiębiorców, a chodzi o różnicę cen między rynkami. Po wprowadzeniu ograniczeń po stronie ukraińskiej ceny złomu u naszego wschodniego sąsiada miały spaść do około 200 dolarów za tonę, podczas gdy w Polsce notowane są poziomy nawet około 330 dolarów za tonę. Jednocześnie wskazuje się, że wzrost cen w państwie nie wynika wyłącznie z ukraińskiej blokady, wpływają na niego również czynniki sezonowe, w tym spadki temperatur utrudniające bieżącą podaż. Różnica cen tworzy asymetrię konkurencyjną. Ukraińskie huty, mając dostęp do tańszego surowca mogą produkować stal przy niższym koszcie materiałowym, a następnie sprzedawać ją na rynkach zewnętrznych, także w Polsce, z przewagą cenową.
Ubiegłych latach wskazywano na duży import wyrobów stalowych z Ukrainy na polski rynek. Dodatkowo rósł import złomu z Ukrainy. Według danych Eurostatu w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 roku miał zwiększyć się o 42% co pokazuje istotność tego kanału dostaw. Roczny eksport złomu stalowego z Ukrainy do Polski szacowano na około 350 tys. ton, czyli około 5% polskiego rynku złomu stalowego wynoszącego około 6,8 mln ton. To nie jest wielkość, która sama w sobie trzyma rynek, ale wystarczy, by wywołać odczuwalne turbulencje w segmentach, które bazowały na tych dostawach i miały je wkomponowane w logistykę oraz kontrakty.
Złom staje się zasobem kluczowym w dekarbonizacji
Paradoks polega na tym, że Polska ma jednocześnie nadwyżkę generowanego złomu stalowego rzędu około 2 mln ton rocznie, która w dużej mierze jest eksportowana, przede wszystkim do Turcji i Niemiec. To oznacza, że problem nie sprowadza się do fizycznego braku surowca, lecz do tego, gdzie jest ulokowany popyt, jakie są umowy i jakie ceny oferują zagraniczni odbiorcy. Część branży uspokaja więc, że decyzja Ukrainy nie musi wywołać trwałego deficytu złomu w Polsce, ale nawet w tych ocenach powraca kluczowa teza, że w miarę postępu dekarbonizacji walka o złom będzie się zaostrzać. Dodatkowo w branżowych wypowiedziach pojawia się wskazanie, że UE od 2027 roku ma ograniczyć wywóz złomu do krajów spoza OECD.
Zobacz także: Polskie towary zalewają Ukrainę. Eksport prawie dwukrotnie większy niż przed wojną
Kijów przedstawia decyzję jako próbę zabezpieczenia potrzeb własnego przemysłu metalurgicznego, który ma zwiększać moce i inwestować w piece elektryczne. W polskich ocenach pobrzmiewa jednak zarzut jednostronności. Ukraina z jednej strony zwiększa eksport stali i zabiega w UE o preferencje, z drugiej sama zamyka rynek na eksport złomu, czyli surowca, który wpływa na konkurencyjność produkcji. W tle pojawia się również kwestia struktury własnościowej ukraińskiego sektora metalurgicznego i argument, że obniżenie cen złomu na rynku krajowym jest korzystne dla dużych graczy, takich jak Metinvest należący do Rinata Achmetowa.
Oznacza to, że taka decyzja uderza w konkurencyjność polskiej produkcji przemysłowej, jednocześnie poprawiając ją po stronie ukraińskiej. Można stwierdzić, że na tym polega polityka i należy walczyć o własne interesy i rozwój rynku. Z perspektywy Polski wydaje się to jednak upokarzające. Nasze państwo niejednokrotnie utrzymywało kroplówkę przed większym załamaniem ukraińskiej gospodarki (np. zamrożenie kursu hrywny przez NBP, eksport energii), zwłaszcza przy takiej dysproporcji rozwoju. Ukraina ma gospodarkę porównywalną do Warszawy.




