Afryka i Bliski WschódEuropaGospodarka

Cyfrowy skok czy pogłębiająca się przepaść? Dostęp do internetu w Afryce w 2025 roku

Dostęp do internetu najczęściej jest ograniczony z powodu braku dostępu do energii elektrycznej

Choć liczba internautów na kontynencie afrykańskim rośnie z każdym rokiem, uogólnione statystyki maskują bolesną prawdę. Brak podstawowej infrastruktury energetycznej dzieli Afrykę na kraje, które mają szeroki dostęp do internetu i te, które wciąż pozostają offline. W erze globalnej wioski i sztucznej inteligencji łatwo zapomnieć, że dla milionów ludzi na świecie wejście do sieci wciąż pozostaje luksusem.

  • Zgodnie z danymi ITU z 2025 roku, z internetu korzysta obecnie 36 proc. mieszkańców Afryki.
  • W Europie, Wspólnocie Niepodległych Państw oraz w obu Amerykach dostęp do internetu oscyluje w granicach od 88 proc. do aż 93 proc.
  • Państwa Afryki Północnej, charakteryzują się znakomitym poziomem cyfryzacji.
  • Brak dostępu do elektryczności jest jednym z głównych powodów wykluczenia cyfrowego.

Afryka na tle świata – rozwój, który wciąż goni czołówkę

Zgodnie z danymi ITU z 2025 roku, z internetu korzysta obecnie 36 proc. mieszkańców Afryki. Choć oznacza to wyraźny wzrost, bo o 11 punktów procentowych w stosunku do roku 2019 – wynik ten nadal pozycjonuje kontynent afrykański na szarym końcu globalnego zestawienia.

Zobacz także: Internet w samolotach LOT. Przewoźnik wreszcie zainstaluje Wi-Fi

Dla porównania, w Europie, Wspólnocie Niepodległych Państw oraz w obu Amerykach wskaźnik penetracji internetu oscyluje w granicach od 88 proc. do aż 93 proc. Nawet w regionach o bardziej zróżnicowanej gospodarce, takich jak Azja i Pacyfik czy Państwa Arabskie, odsetek ten wynosi odpowiednio 77 proc. i 70 proc. Liczby te pokazują, jak długa droga czeka jeszcze wiele afrykańskich państw, by zasypać globalną przepaść cyfrową.

Złudzenie średniej, czyli kontynent dwóch prędkości

Bliższe przyjrzenie się statystykom Polskiego Instytutu Ekonomicznego udowadnia, że traktowanie Afryki jako jednolitego rynku cyfrowego jest ogromnym błędem analitycznym. Kontynent ten jest zbiorem zupełnie odmiennych trajektorii rozwoju. Według ostatnich dostępnych danych krajowych ITU za 2023 rok, w państwach takich jak Botswana, Republika Południowej Afryki czy Gabon, dostęp do internetu ma odpowiednio 82 proc., 76 proc. i 72 proc. populacji.

Są to wskaźniki zbliżone do rynków rozwijających się w innych częściach świata. Z drugiej strony barykady stoją kraje Afryki Subsaharyjskiej i Centralnej, w których dostęp do sieci jest dobrem rzadkim. W Mozambiku z internetu korzysta jedynie 20 proc. obywateli, w Burkina Faso – 17 proc., a w Czadzie zaledwie 13 proc.

Zobacz także: Rumunia przestała się rozwijać. Rywal Polski w recesji

Warto w tym miejscu zauważyć pewien niuans metodologiczny w badaniach ITU, który może sztucznie zaniżać ogólny „afrykański” wskaźnik. Państwa Afryki Północnej, charakteryzujące się znakomitym poziomem cyfryzacji – takie jak Maroko (91 proc.), Libia (89 proc.), Algieria (77 proc.) czy Egipt (73 proc.) – zostały w raporcie zaklasyfikowane do regionu Państw Arabskich, a nie do Afryki. To wyraźnie pokazuje, że w debacie o postępach na kontynencie powinniśmy posługiwać się porównaniami subregionalnymi, a nie ogólną średnią.

Bez wtyczki nie ma sieci — elektryczność jako główna bariera

Kiedy zastanowimy się nad przyczynami wykluczenia cyfrowego, eksperci często wskazują na koszty smartfonów czy brak umiejętności cyfrowych. Jednak w przypadku wielu państw afrykańskich problem jest znacznie bardziej fundamentalny i jest nim brak prądu. Powszechność usług cyfrowych jest bezpośrednio skorelowana z infrastrukturą energetyczną.

Zestawiając dane telekomunikacyjne z raportami Banku Światowego za 2023 rok, widzimy wyraźną zależność. W państwach takich jak Egipt, Algieria czy Maroko 100 proc. populacji ma dostęp do elektryczności. W Botswanie, RPA czy Gabonie wskaźnik ten waha się od 76 proc. do 94 proc. Tam, gdzie jest prąd, jest też sieć. Dramatycznie inaczej sytuacja wygląda w krajach o najniższej penetracji internetu. W Mozambiku dostęp do prądu ma zaledwie 36 proc. mieszkańców, w Burkina Faso – 22 proc., a w Czadzie zaledwie 12 proc.

dostęp do internetu

Brak stabilnej sieci energetycznej rodzi również poważne konsekwencje dla samej infrastruktury telekomunikacyjnej. Operatorzy sieci komórkowych zmuszeni są do zasilania stacji bazowych (BTS) generatorami prądotwórczymi na olej napędowy. Jak wskazują analizy rynkowe, w tym inne raporty ITU oraz GSMA, powoduje to drastyczny wzrost kosztów utrzymania infrastruktury. Te koszty są następnie przerzucane na konsumentów, sprawiając, że pakiety danych w Afryce należą do najdroższych na świecie w stosunku do średnich zarobków.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Aleksander Piwowarski

Redaktor w redakcji Obserwator Gospodarczy. Student prawa i administracji oraz doradztwa politycznego i publicznego. Interesuję się ekonomią, polityką oraz marketingiem.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker