Komentarze I Analizy

Jak Państwo wyda 400 milionów za nieuzupełnienie jednej rubryki. Test z rozsądku [FELIETON PALUTKIEWICZA]

Istnieją takie historie, które trudno opowiedzieć bez uśmiechu niedowierzania. Ta którą opiszę nie jest anegdotą z podręcznika o absurdach administracji publicznej, lecz sprawą realną, która będzie kosztować podatników 400 milionów złotych. Mowa o przetargu na budowę kolejowego odcinka trasy Rail Baltica, inwestycji o strategicznym znaczeniu dla Polski. Oferty w przetargu otworzono. Różnica między nimi – ponad 400 mln zł. Wygrała tańsza? Nie. Tańszą wykluczono, bo oferent nie wpisał kwoty 15 tys. zł. w odpowiednią rubrykę.

Sprawa dotyczy postępowania prowadzonego przez PKP Polskie Linie Kolejowe, jednego z największych zamawiających publicznych w kraju. Najkorzystniejszą cenowo ofertę złożyła polska firma Mirbud. Została ona jednak wykluczona po wyroku Krajowej Izby Odwoławczej, ponieważ w dokumentach przetargowych nie wskazano kary w wysokości 15 tys. zł, którą w 2022 roku na Mirbud nałożył Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Na domiar wszystkiego, kara w momencie rozstrzygnięcia omawianego przetargu była przedawniona. Efekt? Wybór oferty droższej o 400 mln zł.

Znaj proporcjum, mocium panie

W prawie zamówień publicznych istnieje zasada, która powinna być kompasem dla wszystkich uczestników systemu – zasada proporcjonalności. Nie jest to wyłącznie techniczny przepis z ustawy. To fundament unijnego porządku prawnego, obecny również w polskiej konstytucji.

Proporcjonalność oznacza, że reakcja państwa musi być adekwatna do sytuacji, a sankcja współmierna do uchybienia. Celem postępowania przetargowego nie jest przecież pedagogiczne i ekonomiczne karanie przedsiębiorców za formalne niedopatrzenia, lecz wybór oferty najlepszej z punktu widzenia interesu publicznego.

W omawianej sprawie ta zasada została całkowicie pominięta. Czy pominięcie informacji o przedawnionej karze w wysokości 15 tys. zł powinno skutkować odrzuceniem oferty tańszej o 400 mln zł? Czy taki był cel ustawodawcy? Jeśli odpowiedzią jest „tak” – to system zamówień publicznych wymaga pilnej rewizji. Jeśli „nie” – to w przetargu mamy do czynienia z niebezpiecznym formalizmem, który nie służy interesowi publicznemu.

Czarna księga wydatkowania publicznego

W debacie publicznej operujemy wielkimi liczbami tak często, że przestają robić wrażenie. 400 mln zł to jednak nie księgowy detal. To równowartość budowy kilku szkół, kilkudziesięciu kilometrów dróg lokalnych, nowoczesnego sprzętu dla szpitali w regionie. To również pieniądze, które w całości pochodzą z kieszeni podatników. Publiczne pieniądze nie są niczyje. Są nasze.

Ta historia nie jest incydentem. W Warsaw Enterprise Institute od kilku lat opracowujemy „Czarną Księgę Wydatków Publicznych” w której dokumentujemy przykłady nieefektywności, marnotrawstwa i decyzji podejmowanych bez dostatecznej analizy kosztów i korzyści.

Nie chodzi w niej o proste wytykanie błędów czy budowanie sensacji. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o pokazanie, że problem nieefektywności ma charakter systemowy. Że państwo często przegrywa nie z powodu złej woli, lecz przez nadmierny formalizm, brak wyobraźni, czy pominięcie krytycznej analizy celów.

Sprawa Rail Baltica idealnie i niechlubnie wpisuje się w logikę takich przypadków. Mamy procedurę, mamy instytucję, mamy formalną poprawność. A gdzieś po drodze gubi się pytanie podstawowe czy decyzja urzędnicza jest racjonalna?

„Czarna Księga” powstała właśnie dlatego, że takich historii jest zbyt wiele. Od przepłaconych inwestycji, przez nieprzemyślane programy wsparcia, po projekty, które latami nie wychodzą poza fazę koncepcji, generując kolejne koszty.

Formalizm kontra zdrowy rozsądek

Na PKP Polskie Linie Kolejowe nie ciąży dziś bezwzględny nakaz natychmiastowego podpisania umowy z droższym wykonawcą. Decyzja może zostać wstrzymana do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd, tak jak w innych postępowaniach prowadzonych, chociażby przez Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Właśnie dlatego mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko sporem proceduralnym. To test z dojrzałości dla zamawiającego.

Wykluczanie wykonawców z przetargów nie jest niczym nadzwyczajnym. I dobrze. Każdego roku w setkach postępowań dochodzi do sporów, odwołań, anulowań. System zamówień publicznych z natury rzeczy jest sformalizowany. Ale formalizm nie może być celem samym w sobie.

Jeśli drobne uchybienie, niemające wpływu na zdolność realizacji kontraktu, niepodważające wiarygodności wykonawcy i dotyczące symbolicznej kwoty, skutkuje eliminacją oferty najkorzystniejszej ekonomicznie, to znaczy, że coś w mechanizmie zgrzyta. Prawo nie jest po to, by generować paradoksy. Jest po to, by rozwiązywać problemy i chronić interes publiczny. W przeciwnym razie staje się narzędziem biurokratycznej gry, w której liczy się perfekcja dokumentów, a nie efektywność wydatkowania miliardów.

W interesie publicznym nie jest marnotrawienie ponad 400 mln zł. W interesie publicznym jest zdrowy rozsądek. Bo państwo, które poświęca 400 milionów dla 0,015 miliona, prędzej czy później zapłaci znacznie wyższą cenę – utratę zaufania.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Piotr Palutkiewicz

Wiceprezes Warsaw Enterprise Institute. Ekonomista. Absolwent Grand Valley State University (dyplom MPA), Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Newcastle Business School. Uczestniczył w studiach doktoranckich w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Wcześniej Dyrektor ds. Dialogu Społecznego w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, a także z-ca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker