PKB Indii rośnie jak na drożdżach, ale głównie na papierze [BADANIE]

Według ustaleń badaczy tempo wzrostu PKB Indii w ostatnich kilkunastu latach zostało znacząco zawyżone. W latach 2012–2024 gospodarka nie rozwijała się średnio w tempie 6,1%, jak wskazują oficjalne dane, lecz raczej w przedziale 4–4,5%.
- Po zmianie metodologii w 2015 roku PKB Indii zaczął zachowywać się nietypowo i często wręcz ignorował negatywne szoki, takie jak demonetyzacja w 2016 roku czy kryzys finansowy w 2019 roku.
- Wzrost PKB po 2012 roku wyraźnie „oderwał się” od innych wskaźników makroekonomicznych, a jego dynamika przestała iść w parze np. z eksportem.
- Z szacunków ekonomistów wynika, że rzeczywisty wzrost gospodarczy Indii mógł być niższy o ok. 2 pkt proc. rocznie względem danych oficjalnych.
- Kluczowe źródła zawyżenia to przeszacowanie rozmiaru szarej strefy oraz sposób korygowania PKB o inflację, oparty głównie na cenach kosztów zamiast cen dóbr finalnych.
Coś nie tak dzieje się z PKB Indii
Po wprowadzeniu w 2015 roku nowej metodologii liczenia PKB przez rząd Indii wskaźnik ten zaczął zachowywać się co najmniej nietypowo. Pierwsze sygnały, że coś tu nie gra, pojawiły się już rok później. W 2016 roku przeprowadzono likwidację banknotów o nominale 500 i 1000 rupii, które stanowiły aż 86% gotówki w obiegu. W kraju, w którym szara strefa odgrywa dużą rolę, taki ruch powinien wyraźnie uderzyć w gospodarkę. Tymczasem stało się coś odwrotnego, wzrost PKB nie tylko nie zwolnił, ale wręcz przyspieszył, z 8% w 2015 roku do 8,3% w 2016 roku.
Zobacz także: Polacy pracują tyle, co niewolnicy, czyli liczby, które kłamią
Podobne wątpliwości pojawiły się kilka lat później. W 2019 roku, mimo poważnego kryzysu finansowego, gospodarka spowolniła jedynie z 6,5% do 3,9%. Również najnowsze dane za 2025 rok budzą zdziwienie, przy słabym wzroście konsumpcji i zatrudnienia PKB Indii w ostatnim kwartale wyraźnie przyspieszył. Zaniepokojenie zaczęli wyrażać, nawet byli pracownicy indyjskiego urzędu statystycznego, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył ocenę stosowanej przez kraj metodzie liczenia PKB.
Wskaźniki makroekonomiczne żyją własnym życiem, a PKB Indii własnym
Sprawie tej bliżej przyjrzał się Arvind Subramanian, były główny doradca ekonomiczny rządu Indii, wraz ze współpracownikami w badaniu „20 lat błędnych szacunków PKB w Indiach: nowe dowody”. Autorzy rozpoczęli od analizy korelacji między tempem wzrostu PKB a zmiennymi, które standardowo uznaje się za silnie z nim powiązane. Porównano dwa okresy, lata 1995–2011 oraz 2012–2024 (choć nową metodologię wprowadzono dopiero w 2015 roku, Indie przeliczyły według niej również wcześniejsze dane). Wyniki tego prostego ćwiczenia są uderzające. W drugim z analizowanych okresów wzrost PKB oderwał się od swoich fundamentów. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie eksportu. W latach 1995–2011 jego wzrost był umiarkowanie dodatnio skorelowany z tempem wzrostu PKB, natomiast w latach 2012–2024 przeciętnie towarzyszył mu już niewielki spadek PKB!
Zobacz także: PKB Irlandii: cud gospodarczy, który istnieje tylko w Excelu [BADANIE]
Aby oszacować skalę zawyżenia wzrostu PKB Indii, badacze postanowili stworzyć prosty model. Wytrenowali go na danych z wielu krajów i „nauczyli”, jak na podstawie różnych wskaźników makroekonomicznych przewidywać tempo wzrostu gospodarczego. W większości przypadków model trafiał w punkt, przy czym Indie w latach 1995-2011 nie były tu żadnym wyjątkiem. Jak widać na zamieszczonym poniżej wykresie po lewej stronie, ich PKB zachowywał się tak, jak sugerowały inne dane. Problem pojawia się po 2012 roku. W latach 2012–2024 oficjalny wzrost gospodarczy wynosił średnio 6,1% rocznie, podczas gdy z makroekonomicznych wskaźników wynikało 4–4,5%. Innymi słowy, istnieje wyraźna luka, która sugeruje, że rzeczywiste tempo wzrostu mogło być zawyżane nawet o około 2 pkt proc. rocznie.

Gospodarka oficjalna przyspiesza, szara zostaje w tyle, a PKB rośnie na papierze
Jednym z głównych powodów, dla których indyjski urząd statystyczny zawyżył wzrost PKB, jest sposób szacowania rozmiaru szarej strefy. W ramach reformy z 2015 roku najpierw oszacowano jej wielkość dla roku 2010, korzystając z dostępnych danych. Następnie przyjęto proste założenie, że szara strefa rośnie w tempie zbliżonym do oficjalnej części gospodarki, i na tej podstawie „przeciągnięto” jej wielkość na kolejne lata. I co ważne, samo to założenie nie jest niczym absurdalnym. W wielu krajach także w Indiach w latach 2010–2015, oba sektory faktycznie rozwijały się w podobnym tempie. Dopóki nie ma wyraźnych przesłanek, że coś zaczęło je rozjeżdżać, takie podejście można uznać za całkiem rozsądne.
Zobacz także: Gabriel Zucman jest w błędzie. Produktywność w Europie jest niższa niż w USA [ANALIZA]
Jednakże w Indiach po 2015 roku doszło do szeregu szoków, które nieproporcjonalnie mocno uderzyły w szarą strefę. Po pierwsze, wcześniej wspomniana likwidacja banknotów w 2016 roku szczególnie dotknęła sektor, który w przeciwieństwie do gospodarki oficjalnej, w znacznie większej mierze opiera się na gotówce. W 2017 roku wprowadzono podatek od towarów i usług, zastępujący wcześniejsze podatki pośrednie, co utrudniło prowadzenie działalności poza oficjalnym obiegiem. Wreszcie w 2020 roku wybuchła pandemia, która również silniej uderzyła w szarą strefę, ponieważ przyspieszyła rozwój zakupów online i ograniczyła wykorzystanie gotówki. Rozdźwięk między sytuacja sektorów widać również w danych. Po 2012 roku sprzedaż w sektorze formalnym rosła w tempie 10%, podczas gdy w szarej strefie wzrost wyniósł już jedynie 6,8%.
Koszty kontra ceny
Drugim potencjalnie nawet ważniejszym problemem jest to, w jaki sposób koryguje się wzrost PKB Indii o inflację. W rozwiniętych gospodarkach do tego stosuje się zazwyczaj rozbudowane wskaźniki mierzące zmiany wszelakich cen dóbr konsumpcyjnych oraz produkcyjnych. W Indiach istnieje jedynie ten pierwszy zbiór. Problem ten postanowiono rozwiązać, wykorzystując wskaźnik cen hurtowych, który mierzy ceny nakładów, głównie surowców i energii. Ponownie sam pomysł z założenia nie jest zły. Jeżeli ceny wyprodukowanych dóbr z grubsza podążają za cenami nakładów, z których są produkowane, otrzymana wielkość PKB będzie jak najbardziej poprawna. Problem zaczyna się, wtedy dochodzi do rozdźwięku między dynamika tych cen.
Zobacz także: Francuzi wracają do biznesów z Kremlem? CMA CGM obsłuży trasę Rosja – Indie
Aby unaocznić problem, rozważmy prosty przykład liczbowy. Wyobraźmy sobie firmę, która w 2025 roku, wykorzystując 20 jednostek nakładu nabywanego za 20 zł, wytwarza 100 jednostek produktu sprzedawanych łącznie za 100 zł. W takiej sytuacji PKB tej firmy wynosi 80 zł. Załóżmy teraz, że w kolejnym roku cena nakładu wzrasta o 5% (do 21 zł), natomiast cena produktu o 10% (do 110 zł). Jednocześnie wielkość produkcji pozostaje niezmieniona, firma nadal zużywa 20 jednostek nakładu i wytwarza 100 jednostek produktu. Urząd statystyczny nie obserwuje bezpośrednio wolumenu produkcji, lecz opiera się na informacjach o zmianach cen, na podstawie których wnioskuje o zmianach realnej aktywności gospodarczej.
Jeżeli urząd dysponuje danymi zarówno o cenach nakładów, jak i produkcji, problem nie występuje. Po przeliczeniu wartości na ceny z 2025 roku okazuje się, że zarówno nakłady, jak i produkcja pozostają na poziomie odpowiednio 20 zł i 100 zł, co oznacza, że realne PKB w obu latach wynosi 80 zł, a więc nie ulega zmianie. Sytuacja komplikuje się, gdy urząd posiada wyłącznie informacje o cenach nakładów. W takim przypadku, dokonując deflacji jedynie po stronie kosztowej, oszacuje wartość produkcji w cenach stałych na 104,8 zł, przy niezmienionych nakładach równych 20 zł. W konsekwencji dojdzie do błędnego wniosku, że realne PKB wzrosło do 84,8 zł, czyli o niemal 6%, mimo że faktyczna wielkość produkcji nie uległa zmianie.
Zobacz także: Ranking światowych gospodarek pod względem PKB i PKB per capita w 2026 roku
Jeżeli ceny produktów rosną szybciej niż koszty ich wytworzenia, to szacowanie PKB wyłącznie na podstawie kosztów prowadzi do zawyżenia tempa wzrostu gospodarczego. Dane wskazują, że taka sytuacja miała miejsce w Indiach w latach 2012–2024. W tym okresie, przykładowo, wskaźnik cen dóbr i usług konsumpcyjnych (dóbr finalnych) rósł w znacznie wyższym tempie niż wskaźnik cen hurtowych.
Dlaczego same dane nie wystarczą
Podsumowując, przedstawione argumenty pokazują, że wzrost PKB Indii w latach 2012–2024 był zauważalnie zawyżony. Nie oznacza to jednak, że dane zostały celowo sfałszowane ani że należy podważać sam fakt szybkiego wzrostu gospodarczego dla zasady. Ta historia dobrze pokazuje, że same liczby to często za mało, żeby wyciągać mocne wnioski. Warto wiedzieć, jak powstają, na jakich założeniach się opierają i gdzie mogą się w nich pojawiać błędy. Bez tego dane, zamiast pomagać lepiej zrozumieć gospodarkę, mogą tworzyć złudne poczucie precyzji i w efekcie oddalać nas od prawdy.




