Tinder zwiększa aktywność seksualną, ale nie pomaga w tworzeniu trwałych związków [BADANIE]

Z badania wynika, że Tinder zmienił sposób randkowania i nawiązywania relacji wśród młodych dorosłych. Wejście aplikacji na rynek w Stanach Zjednoczonych zwiększyło liczbę kontaktów seksualnych, ale nie przełożyło się na większą liczbę związków.
- Internet (w tym Tinder) przejął kluczową rolę w tworzeniu związków, ale jego konsekwencje długo były słabo zbadane.
- Wykorzystując większą ekspozycję członków bractw studenckich oraz stowarzyszeń żeńskich, badacze identyfikują przyczynowy wpływ Tindera na szereg zmiennych.
- Z wyliczeń wynika, że Tinder zwiększył liczbę partnerów i aktywność seksualną oraz odsetek studentów deklarujących bardzo dużą liczbę partnerów.
- Nie wpłynął ani na liczbę związków, ani na ich jakość, natomiast zwiększył liczbę zgłoszeń napaści seksualnych oraz zachorowalność na choroby weneryczne.
Kiedy znajomi, teraz Internet
Aplikacje randkowe, takie jak Tinder, oraz ogólnie sam Internet wyraźnie zmieniły sposób, w jaki dziś powstają związki. Pary utworzone w latach 90. w Stanach Zjednoczonych poznawały się głównie przez znajomych albo przypadkiem, w pracy, barze czy restauracji. Dziś zdecydowanie dominuje Internet. Wśród par powstałych w 2021 roku aż 40% poznało się online, podczas gdy druga w kolejności opcja, czyli bar lub restauracja, odpowiadała już tylko za około 15% par.

Zobacz także: Polacy zakochali się w Ukrainkach, Polki w Ukraińcach znacznie mniej. Małżeństwa międzynarodowe w Polsce
Tinder, bractwa, stowarzyszenia żeńskie oraz Stany Zjednoczone
Mimo wyraźnego wzrostu znaczenia nowych sposobów poznawania partnerów wiedza na temat konsekwencji tej zmiany pozostaje wciąż ograniczona. Lukę tę starali się wypełnić ekonomiści Berkeren Büyükeren, Alexey Makarin oraz Heyu Xiong w artykule „Wpływ aplikacji randkowych na młodych dorosłych. Studium przypadku Tindera”. W analizie wpływu aplikacji randkowych, a konkretne Tindera, na młodych dorosłych autorzy wykorzystali dane ankietowe z badania National College Health Assessment. Obejmowało ono około 1,1 mln studentów z blisko 500 amerykańskich uczelni, badanych w latach 2008–2019 w semestrach letnich i zimowych.
W celu zidentyfikowania wpływu pełnoskalowe wejście na rynek amerykański przez Tindera badacze postanowili wykorzystać specyficzną strukturę amerykańskich kampusów połączoną z kampanią marketingowa firmy. Na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych funkcjonują organizacje studenckie zrzeszające wyłącznie mężczyzn zwane bractwami oraz wyłącznie kobiety zwane stowarzyszeniami żeńskimi (w dalszej części tekstu, dla uproszczenia, obie grupy będą określane zbiorczo jako studenci z bractw). Są tam wspólnoty mające bardzo silny towarzyski charakter. Organizują imprezy, wydarzenia i akcje charytatywne oraz w ramach stowarzyszenia budują dużą sieć kontaktów, która może się potem w życiu mocno przydać.
Zobacz także: Breaking Bad to nie fikcja. Diagnoza raka prowadzi do wzrostu przestępczości [BADANIE]
Tinder w trakcie swojego pełna wejścia na rynek amerykański silnie koncentrował się na dotarciu do studenckich organizacji. Finansował organizowane przez nie wydarzenia, a spośród ich członków rekrutował swoich oficjalnych reprezentantów, ambasadorów marki. Organizacje te skupiają młodych, towarzyskich ludzi, a więc osoby, które mogą być szczególnie zainteresowane korzystaniem z Tindera. Przedsiębiorstwu zależało na wykorzystaniu efektów sieciowych. Pozyskanie użytkownika posiadającego rozbudowaną sieć kontaktów zwiększało prawdopodobieństwo, że aplikacja będzie dalej rozpowszechniana w jego otoczeniu. Z tego względu dotarcie do członków bractw, którzy wyróżniają się wysoką aktywnością towarzyską i wpływem społecznym, skutecznie realizowało ten cel.
Kampus jako laboratorium Tindera
Badacze wykorzystali koncentrację działań marketingowych Tindera na organizacjach studenckich w następujący sposób. Porównali oni studentów należących do bractw z pozostałymi studentami przed oraz po pełnoskalowym wejściu Tindera na rynek amerykański, opierając się na założeniu, że ci pierwsi byli wyraźnie bardziej narażeni na instalację i korzystanie z aplikacji. Choć członkowie organizacji studenckich różnią się od reszty studentów, różnice te nie podważają przyjętej strategii ustalenia efektu. Jeżeli Tinder nie wpływa na przykład na liczbę partnerów seksualnych, to po jego wejściu na rynek różnica w liczbie partnerów między obiema grupami powinna pozostać na niezmienionym poziomie. Jeżeli natomiast aplikacja wywiera taki wpływ, należałoby oczekiwać zmiany tej różnicy.
Zobacz także: Temu i Amazon dominują w e-commerce! Chińczycy zaraz przegonią Amerykanów
Aplikacje randkowe, czyli więcej seksu i tyle samo związków
Według ustaleń ekonomistów Tinder wyraźnie wpłynął zarówno na liczbę partnerów seksualnych, jak i na częstotliwość kontaktów seksualnych. Wejście aplikacji na rynek amerykański w przypadku studentów z bractw podniosło przeciętną liczbę partnerów o 0,22, a także zwiększyło prawdopodobieństwo uprawiania seksu w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 3,1 pkt proc.
Co ciekawe, zmiana dotyczyła nie tylko średniej liczby partnerów, lecz także ich rozkładu. Tinder zwiększył odsetek tzw. superstars, czyli osób mających relacje seksualne z dużą liczbą partnerów. Prawdopodobieństwo zadeklarowania ponad 10 partnerów wzrosło o 0,5 pkt proc. wśród mężczyzn oraz o 0,3 pkt proc. wśród kobiet. Na pierwszy rzut oka to niewiele, ale punkt wyjścia był bardzo niski. W badanej populacji jedynie 1,7% mężczyzn oraz 0,6% kobiet deklarowało ponad 10 partnerów seksualnych.
Zobacz także: Kto płaci na randce? Ciągle mężczyźni, ale widać zmiany
Mimo że Tinder wyraźnie ułatwił szukanie potencjalnych partnerów, nie przełożyło się to ani na liczbę związków, ani na ich jakość. Wejście aplikacji na rynek amerykański nie zmieniło prawdopodobieństwa pozostawania w związku wśród studentów należących do bractw ani ich skłonności do życia w konkubinacie. Co więcej, Tinder nie wpłynął na częstość deklarowania przez członków organizacji studenckich, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy znajdowali się w relacjach przemocowych lub szczególnie trudnych, ani na deklarowaną częstość występowania poważnych problemów w ich związkach.
Mroczna strona Tindera — przestępczość seksualna i choroby weneryczne
Tinder doprowadził też do wyraźnie negatywnych efektów, między innymi do wzrostu przestępczości seksualnej. Wejście aplikacji na rynek amerykański zwiększyło prawdopodobieństwo zgłoszenia napaści seksualnej wśród osób z organizacji studenckich o około 2 pkt proc. Trzeba przy tym mieć na uwadzę, że takie zgłoszenia są relatywnie rzadkie (8,7% w badanej próbie), więc jest to całkiem duża zmiana.
Negatywne skutki odnotowano też na płaszczyźnie zdrowia fizycznego. Wejście Tindera na amerykański rynek zwiększyło prawdopodobieństwo zdiagnozowania chlamydiozy (bakteryjnej choroby przenoszonej drogą płciową) u studenta z bractwa o 0,6 pkt proc., co przy średniej w próbie na poziomie 1,3% oznacza bardzo duży efekt. Warto jednak dodać, że ten wzrost wynika nie tylko z większej liczby zakażeń, ale także z częstszego testowania się. Wskazuje na to fakt, że na skutek wejścia aplikacji randkowej na amerykański rynek członkowie bractw częściej zaczęli wykonywać testy na HIV.




