fbpx

Wczoraj obyła się ostatnia sesja giełdowa w tym roku. W złych nastrojach kończą rok 2020 akcjonariusze banków. Rosną obawy przed dalszymi obniżkami stóp procentowych. Brzmi to nieco absurdalnie, ponieważ w tym roku główna (referencyjna) stopa procentowa spadła z 1,5% do 0,1%. Determinuje ona rentowność operacji otwartego rynku między NBP a bankami komercyjnymi, a pośrednio wpływa na wysokość oprocentowania lokat (dziś niemal zero) oraz kredytów.

Co ważne, stopa referencyjna ma bezpośredni wpływ na maksymalne oprocentowanie kart kredytowych. Wyznacza się je następująco:

Oprocentowanie maksymalne kredytu = 2 x (stopa referencyjna NBP + 3,5 p.p.)

Zatem aktualnie: 2 x (0,1 + 3,5 p.p.) = 7,2%

Dlaczego NBP miałby luzować?

Dlaczego stopy procentowa miały by spadać skoro inflacja kształtuje się na poziomie 3%, czyli w ramach celu NBP (1,5-3,5%)?

Prezes NBP Adam Glapiński powiedział: „W pierwszym kwartale 2021 r. możliwe jest dalsze obniżenie stóp procentowych”. Jest to niespodziewany i jasny komunikat, nieco wbrew wcześniejszym zapowiedziom innych członków Rady Polityki Pieniężnej. Nawet najbardziej „gołębi” Eryk Łon pisał, że nie widzi aktualnie potrzeby obniżania stóp. Jednak taki sam, jasny komunikat prezesa pojawił się również przed mocną obniżką stopy procentowej 17 marca 2020 roku.

Słowa Glapińskiego wybrzmiały na social mediach NBP, co może świadczyć o chęci zakotwiczenia tych oczekiwań wśród uczestników rynku walutowego i kredytowego, do czego wrócę za kilka akapitów.

Warto zwrócić uwagę, że po komunikacie prezesa również inni członkowie RPP zmienili swój ton.

„Obniżenie referencyjnej stopy procentowej NBP do zera i utrzymanie jej na tym poziomie przez okres kryzysu byłoby raczej wskazane” - powiedział członek RPP Jerzy Żyżyński.

Rafał Sura z kolei zaznaczył: „Obecnie nie ma potrzeby obniżek stóp procentowych, ale w przyszłości nie można wykluczyć takiego scenariusza”.

„Przy uporczywej tendencji do aprecjacji PLN trzeba byłoby bardzo poważnie rozważyć cięcie stóp procentowych” - Grażyna Ancyparowicz.

Z drugiej strony warto mieć na wadze, ze kilku członków RPP - Łukasz Hardt, Eugeniusz Gatnar, Jerzy Kropiwnicki i Kamil Zubelewicz - publicznie postulują rozpoczęcie normalizacji polityki pieniężnej (podwyżki stóp), nawet już w 2021 r. Jednak stanowią oni „jastrzębie skrzydło” Rady i bez poparcia reszty gremium, w tym prezesa, ich postulaty mają mały wpływ na finalne decyzje.

W trakcie wtorkowej sesji złoty mocno osłabił się w stosunku do euro - kurs EUR/PLN przebił poziom 4,56 (ruch o 8 gr w ciągu sesji), co wzbudziło spekulacje, że NBP ponownie dokonał drugiej interwencji na rynku walutowym. Ze strony NBP nie było oficjalnego komunikatu w tej sprawie.

Dlaczego NBP tak agresywnie osłabia złotego, mimo że w stosunku do EUR nasza waluta jest blisko minimów z tego roku?

Oficjalnie mowa o wspomaganiu eksporterów. Nieoficjalnie osłabienie naszej waluty może być powodowane sztucznym zawyżeniem wyniku zarządzania rezerwami NBP. Nasz bank centralny ma na swoim bilansie aktywa takie jak obligacje denominowane w obcych walutach np. dolarze czy euro. Przy osłabieniu naszej waluty, zyski generowane w obcych walutach są wyższe, a to podnosi wynik NBP. Dlaczego dobry wynik jest ważny? Bo 95% zysku NBP wędruje do budżetu państwa. Zatem słaby złoty pod koniec roku, może być próbą księgowych optymalizacji na najwyższym szczeblu.

Pytanie pozostaje otwarte: czy dla osłabienia złotego na jedną sesje NBP by trąbił na swoich wszystkich kanałach medialnych o możliwej obniżce stóp? Moim zdaniem nie.

Chodzi raczej o zakotwiczenie oczekiwań wśród kredytobiorców, że kredyt może być jeszcze tańszy, dlatego nie ma co się bać zaciągania zobowiązań i wydawania. Co więcej, jest to jasny komunikat dla oszczędzających: na lokatach macie prawie nic, a będzie nic!

W końcu taka retoryka jest straszakiem dla spekulantów na rynku walutowym, że nie warto grać na umocnienie złotego, bo stopy mogą pójść jeszcze w dół oraz NBP może interweniować sprzedając PLN na rynku, co dla „kupujących” może zakończyć się dotkliwymi stratami. Niższy kurs złotego, to pobudzenie eksportu – tak ważne w trudnych warunkach.

Czy spadki stóp mogą być znaczne?

Moim zdaniem, w grę wchodzi tylko obniżka do 0% z 0,1%, zatem jest to zmiana kosmetyczna. Byłoby to postawienie kropki nad „i” po całym cyklu luzowania. Ujemna stopa referencyjna jest skrajnie mało prawdopodobna. Nawet Jerome Powell z Rezerwy Federalnej po gwałtownym złagodzeniu polityki pieniężnej w USA mówił dziennikarzom, że jego zdaniem nie warto wprowadzać ujemnych stóp procentowych, ponieważ może to zrodzić niezdrową spekulację (na kredyt) – co może destabilizować gospodarkę w przypadku narastania i pękania baniek spekulacyjnych (patrz rok 2008 i rynek nieruchomości).

Zatem taka obniżka jest prawdopodobna, ale realnie wiele nie zmienia, ma jednak wymiar psychologiczny – mimo tak niskich stóp NBP nadal luzuje. Myślę, że głownie o ten psychologiczny wymiar chodziło w tej akcji.

Przypomnę, że w październiku Polska była krajem o najniższych realnych stopach procentowych na świecie. Czyli odejmując inflację od stopy wolnej od ryzyka (np. oprocentowanie lokaty), uzyskaliśmy najniższy wynik na świecie (pomijając kraje w stanie agonalnym i dręczonych hiperinflacją). Aktualnie nadal znajdujemy się na czele stawki. Zatem będąc mieszkańcem Polski, skrajnie nie opłaca się utrzymywać środków niezainwestowanych (np. w formie gotówki) lub zainwestowanych na oprocentowanie wolne od ryzyka (np. lokaty).

dr Wojciech Świder

Autor prowadzi również własnego bloga na FB, który dostępny jest pod tym linkiem



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane