fbpx

Od pierwszego stycznia w życie wchodzi podatek cukrowy, który istotnie wpłynie na ceny niektórych produktów, w tym alkoholi.

Jak wynika z wyliczeń Credit Agricole ceny niektórych napojów słodzonych mogłyby wzrosnąć nawet o 45 proc., w przypadku całkowitego przerzucenia kosztów na konsumentów. Można oczekiwać, że w większym lub mniejszym stopniu (w zależności od marży producentów) koszty podatkowe częściowo wezmą na siebie producenci napojów.

Gdyby jednak tak nie było, co jest czysto hipotetyczną sytuacją, to Hoop Cola podrożałaby o 45 proc. Pomarańczowa Fanta o 40 proc., a Coca-Cola i Pepsi o 36 proc. Co ciekawe nawet Coca-Cola Zero oraz Pepsi Max, które nie zawierają cukru, a substancje słodzące podrożałyby o 24 proc.

Co ważne opłatą cukrową zostaną objęte również tzw. małpki, czyli alkohole sprzedawane w butelkach do 300 ml. Tym samym małpka 100 ml zdrożeje o 1 zł, 200 ml o 2 zł a 300 ml o 3 zł przy założeniu, że mają 40 proc. alkoholu.

Producenci omijają przepisy

Producenci szybko zareagowali na nowe podatki i postanowili zmienić objętość swoich produktów. Tym samym większość sprzedawców zwiększy butelki dla swoich produktów do 350 ml i ominie przepisy nałożone przez rząd.

Kolejny raz widać jak działania rządu są nieprzemyślane. Można było w łatwy sposób zabezpieczyć się przed omijaniem przepisów i w ustawie nałożyć opłaty na alkohole o pojemności do 400 ml, a nie jak obecnie do 300 ml. Wielu producentów nie omijałoby przepisów i nie tworzyłoby nowych pojemności, gdyż w wielu przypadkach bardziej opłacałoby się kupić wódkę 500 ml.

Podatek ma chronić zdrowie

Podatek nałożony tzw. małpki nie jest bezzasadny. W Polsce każdego ranka sprzedaje się 3 mln małych butelek wódki, które wiele osób wypija jeszcze przed pracą. Niesie to za sobą olbrzymie konsekwencje gospodarcze, ale także zdrowotne. Ograniczenie takiego procederu wydaje się słuszne, z tego powodu podatkiem objęto tylko mniejsze butelki, a nie wszystkie alkohole. Zrobiono to jednak w tak karykaturalny sposób, że z szacunkowych wpływów na poziomie 500 mln złotych rocznie może pozostać w budżecie znacznie mniej.

Z kolei podatek cukrowy od napojów słodzonych ma zmniejszyć ich spożycie, co również ma pozytywnie wpłynąć na nasze zdrowie. Z badań wynika, że faktycznie tak może być, gdyż 10 proc. podatek przyczynia się do 10 proc. spadku sprzedaży napojów słodzonych.

Po wprowadzeniu podatku w Filadelfii sprzedaż napojów słodzonych (jako napoje słodzone były uważane te, w których było więcej niż 5 g cukru na 100 ml) w mieście spadła o 51 proc. Część mieszkańców postanowiła robić zakupy poza granicami miasta, jednak sumarycznie w całej aglomeracji sprzedaż napojów słodzonych spadła o 35 proc.

Zadaniem takich podatków jest również zwiększenie wpływów do budżetu tak by osoby, które nadużywają takich produktów dokładały się na swoje leczenie. Tak samo jest w przypadku papierosów i alkoholu.

Jest jednak pewien problem, który z perspektywy społecznej jest dużym problemem. Podatek cukrowy będzie podatkiem o charakterze regresywnym. Najmocniej ucierpią na nim osoby najbiedniejsze, które największą część swoich dochodów wydają na jedzenie i na dodatek często nie jest to jedzenie najwyższej jakości, a więc właśnie nafaszerowane cukrem. Osoby bogatsze kupują lepszą żywność, która ma znacznie lepszy skład. W ten oto sposób może i walczymy ze złymi nawykami żywieniowymi, ale uderzamy także w najbiedniejszych.

Filip Lamański


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane