fbpx

Jak pisze Dziennik Gazeta Prawna, w styczniu tego roku zanotowaliśmy spadek urodzeń o 18% r/r. W pierwszym miesiącu tego roku liczba nowo narodzonych Polaków wyniosła 27,2 tys. - to o 6 tysięcy mniej niż w styczniu rok temu. Z perspektywy rocznej dynamiki to najgorszy wynik od 2011 roku.

W styczniu minęło 9 miesięcy od pierwszego lockdownu. Wiele osób sugerowało wtedy, że zamknięci w domach Polacy znajdą czas dla siebie i dzięki temu za 9 miesięcy będziemy mieć do czynienia z małym baby boom. Prognozy te okazały się bardzo dalekie od rzeczywistości. W styczniu tego roku urodziło się bowiem aż o 1/5 mniej dzieci niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

– To potwierdza, że oczekiwania wyrażane w mediach, że jak młodzi ludzie będą mieli więcej czasu, to urodzi się więcej dzieci, były mocno na wyrost. Nie można tego przykładu odnosić do stanu wojennego. Dziś pojawienie się dzieci to wynik bardziej decyzji, a nie przypadku – podkreśla w wywiadzie z DGP prof. Irena Kotowska z SGH.

Sam negatywny trend było widać już od dawna - w zeszłym roku w prawie każdy miesiącu (wyjątkiem był jedynie czerwiec) rodziło się mniej dzieci niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Urodzenia prezentuje poniższy wykres:

 

 

Pandemia doskonale pokazuje jak istotne dla współczynnika dzietności jest poczucie stabilizacji. W czasie gdy wiele szpitali jest zamknięte ze względu na COVID, a przyszłość finansowa jest niepewna, dużo mniej osób zdecyduje się na potomka. O tym jak szybko wróci stabilizacja decydować będą zachorowania na COVID, które obecnie nie napawają optymizmem - od kilku tygodniu widzimy trend wzrostowy. Ważnym czynnikiem będzie więc tempo przeprowadzenia szczepień w Europie. Obecnie obie dawki otrzymało jedynie 3% Polaków, więc daleko nam jeszcze do osiągnięcia odporności stadnej. Tymczasem sam styczeń na tle poprzednich był najgorszy w ciągu ostatniej dekady. Drugim najgorszym był styczeń w 2016 w którym urodziło się 30,8 tys. dzieci - czyli aż o 3,5 tys. więcej niż w 2021.

 

Jak wskazuje prof. Irena Kotowska z SGH, nie warto przywiązywać się do pojedyczynczych miesięcy - To jak mierzenie temperatury co godzinę ‒ podkreśla. Kryzys tylko uwypuklił postępujący od dawna negatywny trend w liczbie urodzeń. Rodzi się nie tylko mniej dzieci, ale spadek ich liczby jest najszybszy od lat. Tak złego pod tym względem miesiąca nie było od 2011, kiedy w kwietniu urodziło się aż o 19% mniej dzieci r/r. Styczeń nie jest jednak pojedynczym incydentem - średnia 12-miesięczna jest na najniższym poziomie od lat. W prostych słowach oznacza to, że spadek liczby nowych dzieci jest coraz szybszy. Wyniki powyżej 100 oznaczają, że liczba urodzeń rośnie, a poniżej 100, że jest ich coraz mniej.

 



Należy oczywiście pamiętać, że liczba dzieci nie jest najlepszym wyznacznikiem sytuacji demograficznej w kraju. W okresach tzw. niżu rodzi się mniej dzieci, ponieważ jest też mniej kobiet w wieku rozrodczym. Dlatego najlepiej patrzeć na wskaźnik dzietności. Określa on przeciętną liczbę dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego (15-49 lat), przy założeniu, że w poszczególnych fazach tego okresu rodziłaby z intensywnością obserwowaną wśród kobiet w badanym roku. Dzietność zaś spadła w Polsce do poziomu 1,39 - czyli do wyniku sprzed programu 500+. Reasumując - nie dzieje się dobrze w polskiej demografii.

Radosław Ditrich


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane