fbpx

Dług publiczny jest, obok inflacji, wskaźnikiem, który wzbudza najwięcej negatywnych emocji. Czy słusznie? Jakie są zalety, a jakie są wady zadłużania?

Moim zdaniem, postrzeganiu zadłużenia i kondycji państwa przez pryzmat długu publicznego, jest szkodliwe i daje nam niepełny obraz finansów państwa. Zanim wytłumaczę, na czym polega problem, chciałbym przybliżyć najświeższe dane nt. zadłużenia państw. Możemy je znaleźć w majowym Economic Outlook autorstwa OECD. Jak na tle innych państw wygląda polski dług publiczny? Dane zestawiłem  na poniższym wykresie.

 

Podobne statystyki widziała już pewnie większość czytających. Co możemy odczytać z wykresu? Przede wszystkim to, że sytuacja Polski na tle państw OECD jest przeciętna. Są państwa, gdzie to zadłużenie jest dużo mniejsze (Estonia, Litwa, Łotwa, Szwecja czy Czechy), ale są też państwa, do których nam bardzo daleko (Grecja, Portugalia, Włochy, Wielka Brytania, Hiszpania, Francja). Z perspektywy innych państw postkomunistycznych nasza pozycja jest już dużo gorsza. Większe zadłużenie notujemy na Węgrzech i Słowacji. Niższy dług publiczny posiadają wszystkie kraje Bałtyckie i Czechy. Większość komentatorów powiedziałaby, że Polska prowadzi dużo mniej rozsądną politykę gospodarczą i nasze zadłużenie jest większe. Zadłużenie Czech jest przecież o 23 pp. mniejsze od polskiego, a Estonia nie posiada nawet połowy tego co Polska. Nie jest to do końca prawda.

Dług (nie tylko) publiczny

Warto pamiętać, że dług publiczny to nie jedyny rodzaj zadłużenia gospodarki. Zadłużone mogą być także firmy i gospodarstwa domowe. Jak zatem, biorąc pod uwagę dług prywatny, wygląda dług w krajach OECD? Polska spada z 23 najbardziej zadłużonego państwa stawki (z 43 krajów) na 32 pozycję, a zaraz za naszym krajem pojawiają się Czechy i Estonia.

Biorąc pod uwagę same państwa postkomunistyczne, nasz kraj wypada już lepiej niż ostatnio. Co prawda nadal zajmujemy 3. miejsce, ale różnice nie są już tak duże. Estonia, która nie posiada nawet w połowie tak wysokiego długu publicznego, znajduje się teraz jedynie 4 pp. za nami. 9 pp. za nią znajdują się Czechy. Patrząc na samo zadłużenie firm, jedynie Litwa osiąga lepszy wynik od nas. Wśród wszystkich państw OECD, jedynie 6 ma mniej zadłużone firmy (z Europy tylko Litwa).

Dlaczego o tym wspominam? Wiele osób uważa, że zadłużanie się przez państwo zawsze prowadzi do tworzenia nowego długu. Nie jest to jednak prawda. Załóżmy, że tarcze antykryzysowe nie powstają. Czy razem z nimi nie powstałby dług? Oczywiście, że nie! Zadłużenie by powstało, ale w sektorze prywatnym. Oberwałyby firmy i gospodarstwa domowe. W tym przypadku rząd nie stworzył długu, ale przeniósł go tylko ze strefy prywatnej do publicznej. Bardzo dobrze widać to na przykładzie wzrostu zadłużenia w zeszłym roku. Jak wynika z danych Global Debt Monitor stworzonego przez IIF (Międzynarodowy Instytut Finansowy) dług Polski, Finlandii i Szwecji wzrósł w 2020 o prawie identyczną wartość. Finlandia i Szwecja to kraje o sprawnej ochronie zdrowia, i niskim udziale gastronomii i turystyki (która jest relatywnie bardzo mała również w Polsce), dzięki czemu wzrosty długu były tam dużo niższe. W przeciwieństwie do Finlandii i Polski, Szwecja postanowiła nie zadłużać sektora publicznego i faktycznie dług publiczny wzrósł tam minimalnie. Wzrósł za to dług firm i gospodarstw domowych.

Tę sytuację widać także na przykładzie Polski, gdzie w czasie pandemii, subiektywna ocena sytuacji finansowej Polaków uległa poprawie. Taka sytuacja nie byłaby możliwa bez publicznych pieniędzy. Nawet gdyby nie wprowadzono obostrzeń, to dług by powstał z powodu światowej koniunktury (przykładem tego jest Szwecja).

Ekonomia strachu

Zadajmy sobie zatem kluczowe pytanie - czy w ogóle jest sens przenosić ten dług z sektora prywatnego do publicznego? Skoro to nie zmienia bilansu, a może powodować koszty obsługi tarcz antykryzysowych, to czy jest duży sens to robić? Odpowiedź brzmi - tak.

Ekonomiści w badaniu „Scarring body and mind: the long-term belief-scarring effects of COVID-19” szacują, że straty spowodowane strachem wywołanym kryzysem, w dłużej perspektywie wielokrotnie przewyższą bezpośredni koszt obostrzeń związanych z rozprzestrzenianiem się wirusa. Dlaczego? Powodem będzie zmiana sposobu działania inwestorów i przedsiębiorców. Blizny, jakie zostawi po sobie pandemia, spowodują, że będą oni ostrożniejsi, a jak dobrze wiemy, to podjęcie ryzyka może oznaczać największe zyski. Obniży to stopę inwestycji oraz wydatki zadłużonych gospodarstw domowych. Właśnie dlatego przenoszenie ciężaru kryzysu z firm i gospodarstw domowych na państwo, może być korzystne gospodarczo. Przedsiębiorcy, którzy nie odczują skutków kryzysu tak mocno, nie będą się bać inwestować. Z kolei konsumenci nie zaczną tak bardzo oszczędzać pieniędzy, dzięki czemu popyt się nie załamie, a zyski firm pozostaną na stabilnym poziomie.

 

Dług nie taki straszny

Należy zdać sobie sprawę z jednego podstawowego faktu - dług jest jedynie narzędziem. Nie jest on z natury ani zły, ani dobry. Jeżeli firma bierze kredyt, aby zakupić nowy sprzęt i w ten sposób polepszyć swoje wyniki, to nie można nazwać tego zadłużania złym. Pozwala ono zwiększać zyski przedsiębiorstwa i zwraca się z nawiązką. To samo może dotyczyć państwa. Jeżeli dług jest mądrze wykorzystywany, to jego krańcowa użyteczność może wielokrotnie przewyższyć odsetki. Co bardzo istotne - obecnie kredyty są bardzo tanie. Jest to zasługa inflacji i niskich stóp procentowych. Obsługa tego długu jest więc niewielkim kosztem.

Należy jednak pamiętać, że dług może posłużyć także w złych celach. Sam jestem przeciwnikiem takich programów jak 13. i 14. emerytura i uważam, że zwiększenie minimalnej emerytury i walka z groszowymi świadczeniami jest dużo efektywniejszym sposobem zwalczania ubóstwa wśród emerytów. Abstrahując już od konkretnych przykładów, należy pamiętać, że źle wykorzystany dług może stać się kulą u nogi. Tak jak przy pomocy noża możemy pokroić mięso, tak możemy również się nim skaleczyć. Ważne, aby nie uważać, że nóż sam w sobie jest nacechowany negatywnie lub pozytywnie. Istotne jest jedynie to co z nim robimy.

Radosław Ditrich


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane