fbpx

Obecnie cały świat po znudzeniu się pandemią koronawirusa zaczął przyglądać się zamieszkom w USA, które są największe od lat. Jedni je krytykują, inni popierają, ale tak naprawdę były one czymś nieuniknionym.

Zacznijmy od początku. Nie od śmierci Georga Floyda, ale znacznie wcześniej. Na początku poprzedniego stulecia i w dalszych latach ukuło się stwierdzenie American Dream, u którego podstaw leżała ciężka praca dzięki której każdy mógł zrobić karierę od pucybuta do milionera. Tak było.

Najmocniej  było to dostrzegalne zaraz po II wojnie światowej. Wówczas wracającym z frontów żołnierzom, którzy przelewali krew za kraj postanowiono znacznie ułatwić życie w USA. To właśnie wtedy najbiedniejszym obniżono podatki, a ciężar utrzymania państwa przerzucono na najbogatszych, którzy na ogół na frontach w Europie i na Pacyfiku nie walczyli. Miało to być swego rodzaju podziękowanie dla tych, którzy wrócili z wojny i próba ułatwienia im życia.

Z czasem jednak zaczęło to ulegać zmianie i koszt utrzymania państwa oraz prowadzenia wojen, do których USA bardzo chętnie przystępowały zaczęły być coraz mocniej przenoszone na zwykłych obywateli, z kolei najbogatsi płacili procentowo coraz mniejsze podatki.

najbogats

Zmiany wysokości opodatkowania w zależności od wysokości dochodów

Cały ten proces trwa do dziś, gdzie wąska grupa najbogatszych osób jest uprzywilejowana kosztem reszty społeczeństwa. Nie przypomina Wam to czasów XVIII wiecznej Polski? Wbrew pozorom wtedy też wybuchały rozruchy. Sto lat później wybuchła Wiosna Ludów gdzie masy chłopów i robotników chciały poprawy swojego bytu.

najbogats2

Średnia efektywna stopa opodatkowania dla 50 proc. najbiedniejszych Amerykanów i 400 najbogatszych rodzin

W związku z tym czy protesty w USA mnie dziwią? Absolutnie nie. I wbrew temu co się mówi wcale nie chodzi tutaj o śmierć Georga Floyda. Jego śmierć była tylko zapalnikiem, który uwolnił gniew społeczeństwa. I żeby było jasne, nie popieram dewastowania ulic, kradzieży i niszczenia mienia. Ktokolwiek by tego nie robił jest to po prostu złe. Jednak rozumiem całą ideę protestów. Kraj uważany za ostoję wolności i demokracji jest tak naprawdę wydmuszką. Z zewnątrz widzimy piękne idee, a w środku nic nie ma.

Newsletter

USA od dawna miały problemy i wbrew pozorom pod względem społecznym niewiele się różnią od tak znienawidzonej przez nich Rosji, którą rządzą oligarchowie, a reszta społeczeństwa nie najlepiej sobie radzi.

Według szacunków 60 proc. Amerykanów nie odnotowało od 1980 roku realnego wzrostu płac. Realnego, czyli po uwzględnieniu inflacji. Z kolei 10 proc. najbogatszych podwoiło swoje dochody, a 1 proc. najbogatszych potroiło.

Z raportu United Way ALICE Project wynika, że 43 proc. wszystkich gospodarstw domowych nie ma wystarczających dochodów, które pozwalałby im opłacić czynsz, kupić jedzenie, zapłacić za opiekę przedszkolną, zdrowotną, transport oraz opłacić rachunki za telefon.

Z kolei raport CNN prezentował, że ponad 16 mln gospodarstw domowych w USA żyje w biedzie, a liczba gospodarstw gdzie zarobki nie pozwalają na podstawowe potrzeby życiowe i bytowe wynosi blisko 35 mln.

Rober Allen wykładający na Oxfordzie wyliczył, że w krajach bogatej północy granica skrajnego ubóstwa wynosi 4 dolary dziennie. To oznacza, że w najbogatszych krajach świata osób żyjących w skrajnej biedzie jest 13,8 mln z tego aż 5,3 mln w USA.

Do tego należy jeszcze dorzucić fatalną ochronę zdrowia, która należy do najdroższych na świecie i na dodatek jest dostępna tylko dla osób, które stać na opłacenie prywatnego ubezpieczenia. Ubezpieczonych jest 90 proc. Amerykanów. Wydaje się, że to dużo dopóki nie przełożymy, tego na konkretne liczby. Oznacza to, że blisko 30 mln obywateli nie ma dostępu do ochrony zdrowia. Najczęściej wynika to z faktu, że po prostu nie stać ich na opłacenie bardzo drogich ubezpieczeń.

Ponadto system kształcenia w USA również nie jest wzorem do naśladowania. Istnieją co prawda publiczne placówki, które dają każdemu równy dostęp do edukacji, jednak trzeba jasno powiedzieć, że jakość kształcenia w tego typu instytucjach jest na niskim poziomie. Dlatego rodzice, których stać, wysyłają swoje dzieci do prywatnych placówek. Wynika to właśnie z dużej dysproporcji w jakości kształcenia między placówkami publicznymi a prywatnymi. Tym samym dzieci z biednych rodzin automatycznie są na straconej pozycji, ponieważ nie otrzymają tak dobrego wykształcenia jak ich bogatsi rówieśnicy, a właściwie rówieśnicy, którzy mają bogatszych rodziców.

Na koniec warto by było wspomnieć o jeszcze jednej ważnej statystyce. USA są najbardziej opresyjnym państwem na świecie. Kraj, który szczyci się wolnością jednostki i demokracją przoduje w statystyce liczby więźniów na 100 tys. mieszkańców. W USA na 100 tys. Amerykanów przypada 655 więźniów. Dla porównania w Polsce jest to 195 więźniów, we Włoszech 101, a w Niemczech 77. Znacznie lepiej wypada nawet Rosja, gdzie wskaźnik ten wynosi 363 na 100 tys. mieszkańców.

Mając na uwadze powyższe statystyki, absolutnie nie jestem zdziwiony, że ludzie wyszli na ulice. To było nieuniknione. USA jest krajem oligarchicznym i trzeba to wyraźnie powiedzieć. Jest także krajem opresyjnym, co sprawia, że różnica między USA a Rosją jest naprawdę niewielka i polega na podejściu do gospodarki. Ale i na tej płaszczyźnie znalazłyby się podobieństwa. Stany Zjednoczone są państwem o bardzo dużych nierównościach społecznych. I tutaj należy jasno powiedzieć – nierówności społeczne są dobre i są potrzebne, ale na pewnym poziomie. W przypadku USA mówimy o istotnych liczbach, a gdy spojrzymy na grono państw, które pod tym względem przodują, to są wśród nich m.in. RPA oraz Brazylia. Krótko mówiąc państwa niezbyt stabilne i nie najlepsze do życia. Amerykanie kompletnie zatracili ideę American Dream, która obecnie jest fikcją taką samą jak zrobienie kariery od pucybuta do milionera. Niestety Stany Zjednoczone stały się krajem, gdzie duży wpływ na naszą przyszłość ma urodzenie, a nie nasza praca i zaangażowanie. Jeśli Amerykanie nie zmienią swojego nastawienia (a nie zanosi się na to), to nie Rosja, nie Chiny, ani nie Iran będą największym zagrożeniem dla ich kraju. Największym zagrożeniem będzie dla nich system, który sami stworzyli.

Filip Lamański

patronite og


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane