fbpx

Wielu może sobie zadawać pytanie co dla każdego z nas oznacza wzrost cen stali? Wielu też jednak nie zdaje sobie sprawy, jakie potencjalne konsekwencje dla każdego z nas może mieć wzrost cen stali na rynkach światowych.

 

Otóż po pierwsze, stal potrzebna jest do budowy całej otaczającej nas infrastruktury - od rur, w których biegną kable dostarczające nam internet, przez autostrady, którymi jeździmy na wczasy do Władysławowa; szyny tramwajowe, po których jeździmy codziennie do pracy, po tory kolejowe, którymi dowożony jest węgiel do elektrociepłowni ogrzewających i zasilających nasze domy. 

Co dla nas oznacza wzrost cen stali? Na pewno droższe inwestycje drogowe

 

Zacznijmy od tych drugich. Według strony GDDKiA prawie 1480 kilometrów dróg ekspresowych w ramach 114 zadań jest właśnie w realizacji, a więc cały czas są dokupywane materiały potrzebne w trakcie budowy. Może więc wystąpić podobny problem jak w czasie budowy obwodnicy Częstochowy w ciągu autostrady A1, kiedy włoska firma Astaldi zbankrutowała przez gwałtownie wzrastające ceny betonu, a projekt omal nie został opóźniony (co oznaczałoby konieczność zwrotu środków unijnych na niego przeznaczonych). 

Na kolejne ponad 240 km dróg ekspresowych w ramach 20 zadań prowadzone są obecnie przetargi, których rozwiązanie może być opóźnione w wyniku zawyżonych wobec budżetów ofert wykonawców. Natomiast kolejne prawie 2000 km dróg tkwi obecnie na etapie przygotowań do przetargów. Te są najbardziej zagrożone, gdyż w większości nie zostały na nie jeszcze przyznane środki unijne, więc mogą zostać w każdej chwili odwleczone. W tej kategorii pozostaje posiadająca strategiczne znaczenie Wielka Obwodnica Warszawy w trakcie autostrady A50 (na południu) i ekspresówki S50 (na północy).

Przesunięcie w czasie projektów związanych z budową dróg ekspresowych wpłynie na życie Kowalskiego w znacznym stopniu, utrudniając mu dojazd do miasta wojewódzkiego, na wakacje, a towarom dojeżdżającym do jego miasta wydłużając drogę. 

Droższe surowce to także droższy tabor kolejowy 

 

Kolejny problem to szyny i tabor po nich się poruszający. Spółka PKP PLK realizuje obecnie około 9000 kilometrów modernizacji i budów trakcji kolejowej. Nie sposób też zliczyć kilometrów nowych tras tramwajowych, szumnie zapowiadanych przez lokalne władze. Nie sposób ich zliczyć, gdyż dane są zbyt rozsiane, jednak jak twierdzi Maciej Dutkiewicz, rzecznik Tramwajów Warszawskich, do końca 2023 roku zbudowanych ma zostać około 13 km nowych torowisk, a rozpoczęta ma zostać realizacja kolejnych 12 km. 

Mało tego, po tych wszystkich torach coś musi jeździć. Miasto Stołeczne Warszawa zamówiło niedawno ponad 120 sztuk nowych tramwajów od Huyndaia, z których wyprodukowane zostały dopiero dwie sztuki. Natomiast PKP Intercity ogłosiło kilka dni temu plan inwestycji w tabor na lata 2021-2030, w ramach którego chce wydać ponad 19 mld złotych na nowe pociągi, wagony i lokomotywy. Wszystkie powyższe inwestycje zagrożone są znaczącym opóźnieniem w obliczu rosnących cen stali.

Jednak przeciętnego Polaka najbardziej ze wszystkich możliwych konsekwencji rosnących cen przetworzonego żelaza obchodzić może wzrost cen samochodów osobowych. Święty Graal schyłkowego kapitalizmu, symbol statusu w postkomunistycznym społeczeństwie, a w wielu miejscowościach jedyny dostępny środek transportu, może wkrótce być poza zasięgiem Nowaka. Co prawda nie tylko ze względu na omawiane w tym artykule fluktuacje, ale też coraz bardziej śrubowane normy emisji spalin, wymuszające montaż drogich filtrów. Ceny stali, będącej kluczowym materiałem przy montażu aut każdej klasy, mogą przysporzyć portfelowi każdego potencjalnego kierowcy dużo bólu.

Widać więc po powyższych przykładach, jak bardzo wzrost cen stali wpłynie na nasze życie, także to codzienne. Należy więc uważnie śledzić rynki surowców, by za kilka lat nie zostać na lodzie. W kolejnej, ostatniej części serii, omówimy, dlaczego ceny stali już nie spadną, i jak można się do nich dostosować. 


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane