fbpx

Mimo że wybory w Niderlandach odbyły się oficjalnie 17 marca, już w poniedziałek 15 marca otwarte było wiele lokali wyborczych. Głosować można było od 7:30 do 21:00. Były też inne możliwości oddawania głosów, co miało zapobiec zatłoczeniu w pomieszczeniach, gdzie wyborcy oddawali głosy.

Przykładowo, obywatele w wieku ponad 70 lat mogli głosować korespondencyjnie, mimo że system wyborczy w zasadzie tego trybu nie przewiduje. Do tej grupy należy 18% wyborców w Holandii.

W Niderlandach nie ma progu wyborczego, więc każdy kandydat może zdobyć miejsce posła, jeśli poprze go co najmniej 0,67% wszystkich wyborców. Tym razem w szranki stanęło 1579 kandydatów z 37 partii, co było powojennym rekordem. Jeszcze cztery lata temu było to 1 116 kandydatów i 28 partii.

W Niderlandach liczba zakażeń koronawirusem wzrasta, a szczepienia posuwają się z mało zadowalającym tempie. Wiadomość o wstrzymaniu szczepień środkiem firmy AsteraZeneca jeszcze dodatkowo opóźni ten proces.

Kampania wyborcza w czasie pandemii

Kampania wyborcza odbyła się więc w cieniu zwiększającej się epidemii. Spotkania z wyborcami były rzadkością. Partie polityczne prowadziły głównie kampanie online. Ważnymi tematami, poza koronawirusem, były kwestie gospodarcze i zagadnienia związane z polityką klimatyczną.

Wielkim wygranym okazał się urzędujący premier Mark Rutte z partii VVD (Volkspartij voor Vrijheid en Democratie). Jeszcze w połowie stycznia jego kariera polityczna stanęła pod znakiem zapytania, kiedy wraz ze swoim rządem podał się do dymisji po aferze związanej z brakiem praworządności w administracji i urzędach do spraw socjalnych. Potem aż do wyborów kierował krajem w trybie pełniącego obowiązki.

W Niderlandach niespokojnie i niepraworządnie

„Teflonowy Mark”, jak piszą o nim niderlandzkie media, jest po Angeli Merkel najdłużej rządzącym premierem w Unii Europejskiej. Mówi się, że spokojnym stylem rządzenia przypomina właśnie kanclerz Niemiec.

- Rutte w żadnej sprawie tak naprawdę nigdy nie zajmuje stanowiska. Szybko zdał sobie sprawę, że o wiele lepiej jest pozostać tak powierzchownym, jak to tylko możliwe. W ten sposób nigdy za nic nie bierze na siebie odpowiedzialności. Rutte to menadżer Niderlandów, a odpowiedzialność ponoszą jego bezpośredni podwładni. Wszystko w nim jest niejasne, także jego życie prywatne. Nie ma profilu, jest nieokreślony. Dlatego wszystko po nim spływa jak woda po gęsi - mówi politolog André Krouwel z uniwersytetu w Amsterdamie.

Dotychczas Rutte przewodził koalicji rządowej, w skład której wchodziły  cztery partie: jego własna liberalna VVD, dwie partie chrześcijańskie CDA (Christen Democratisch Appèl) i ChristenUnie, a także liberalno-lewicowa D66 (Democraten 66).

Jeszcze parę dni przed wyborami eksperci nie byli zgodni co do tego, czy koalicja rządowa zdobędzie wystarczającą liczbę głosów, aby móc nadal rządzić. Rozważano także sytuację, w której Rutte będzie potrzebował piątego koalicjanta. Wśród kandydatów wymieniano  GroenLinks – niderlandzkich Zielonych z popularnym przywódca Jesse Klaverem. Zieloni ponieśli jednak porażkę, co było jedną z sensacji holenderskich wyborów.

Jednak wstępne wyniki po przeliczeniu 63% głosów dają dotychczasowej koalicji komfortową większość 80 głosów w 150-osobowym parlamencie. Istnieje nawet pewna możliwość, że będzie nawet mogła zrezygnować z najmniejszego koalicjanta ChristenUnie.

Nieoczekiwani zwycięzcy i przegrani wyborów

Jednym z nieoczekiwanych zwycięzców nocy wyborczej z 17 na 18 marca okazała się Sigrid Kaag z D66. W trakcie liczenia głosów w pewnym momencie wyniki dawały tej partii nawet 27 posłów. Oznaczałoby to, że Liberałowie będą drugą co do wielkości partią w parlamencie. Pierwsze miejsce zajęła Ludowa Partia dla Wolności i Demokracji (VVD) Marka Ruttego, która po przeliczeniu 63% głosów miała 36 posłów. W porównaniu z wyborami sprzed czterech lat oznacza to znacznie lepszy wynik.

W gronie przegranych znalazł się Jesse Klaver ze swoimi Zielonymi. Partia ta straciła połowę posłów. Znaczne straty ponieśli także holenderscy Socjaliści, a także należąca do koalicji rządzącej CDA, która po przeliczeniu ponad połowy głosów traciła 5 miejsc w parlamencie.

Interesująco zrobiło się także po prawej stronie holenderskiego spektrum partyjnego. PVV Geerta Wildersa nieco straciła i nie utrzymała pozycji jako druga partia po VVD. To miejsce przejęli Liberałowie z D66.  W gronie partii prawicowych na pierwszym miejscu jest co prawda PVV, ale okazało się, że ma  konkurencję. Thierry Baudet z prawicowo-populistycznej partii Forum dla Demokracji (Forum voor Democratie) prowadził w odróżnieniu do Wildersa kampanię na żywo, a nie online. Biorąc pod uwagę zdobyte głosy, to właśnie FvD jest wraz z D66 są wielkimi wygranymi wyborów w Niderlandach.

Aleksandra Fedorska


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane