fbpx

Podatek od smartfonów uderzy we wszystkich: w społeczeństwo, bo ceny pójdą w górę i w polskich przedsiębiorców, którzy zajmują się importem i dystrybucją sprzętu. Korzyści dla artystów będą iluzoryczne. Co więcej, przepisy dotyczące opłaty reprograficznej są niezgodne z prawem. Dlatego apeluję do rządzących, by wycofali się z tego pomysłu – mówi Andrzej Przybyło, Prezes Zarządu AB, największego w Polsce i regionie CEE dystrybutora elektroniki.

Filip Lamański: W 2021 roku ma wejść w życie tzw. podatek od smartfonów, choć prezydent Andrzej Duda w czasie kampanii wyborczej uznał, że „obciążenie wszystkich smartfonów opłatą (podatkiem) na rzecz  ZAiKS (instytucji odpowiadającej za prawa autorskie twórców i artystów), byłoby niesprawiedliwe i konstytucyjnie wadliwe”.

Andrzej Przybyło, Prezes Zarządu AB: Przyjęliśmy tamtą deklarację Prezydenta z wielką ulgą, bo wreszcie ktoś zauważył to o czym branża mówi od dawna: opłata reprograficzna to rozwiązanie nieuczciwe, archaiczne i  niesprawiedliwe. Obecny system poboru opłaty nie działa, nie zapewnia sprawiedliwego poboru opłat, faworyzuje nieuczciwe podmioty względem uczciwych. Zatem w sposób oczywisty wspiera tych, którzy nie uiszczają opłaty i decydują się ciągnące sią latami procesami sądowymi. Wprowadzanie opłaty na nowe urządzenia, w tym tablety, smartfony i laptopy to dolewanie wody do dziurawego naczynia. Z informacji, jakie pojawiają się w mediach wynika, że Rząd zamierza jednak skierować do Sejmu projekt ustawy, w którym mają być przyjęte te rozwiązania. Jestem zszokowany, że właśnie w czasie pandemii Rząd zdecydował się na takie posunięcie. Mogę powiedzieć, że czuję się oszukany! Od czasu deklaracji prezydenta Andrzeja Dudy sytuacja nie uległa poprawie, a wręcz przeciwnie. Miliony Polaków, przedsiębiorców odczuwa negatywne skutki pandemii. Wiele firm zbankrutowało, tysiące ludzi traci pracę. W tak dramatycznej sytuacji Rząd, zamiast pomagać, nakłada nowe podatki, które bezpośrednio uderzają w kieszenie społeczeństwa. To jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, bo na przykład w Niemczech obniżono VAT, w tym również na sprzęt, który jest niezbędny do zdalnej pracy i zdalnej nauki. Podwyżki, jakie Rząd szykuje uderzą ze zdwojoną siłą we wszystkich.

Koronnym argumentem zwolenników opłat jest to, że konsument ich nie odczuje, że ceny nie wzrosną. A opłaty są w całej Europie tylko nie w Polsce. Co Pan na to?

Dobrze, że Pan pyta. W końcu mam okazję  to sprostować i wyjaśnić jak jest naprawdę. Oni powtarzają ciągle, że ceny urządzeń nie wzrosną, bo bogaci producenci, za to wszystko zapłacą, wezmą to na siebie i ceny nie wzrosną. To kompletna bzdura. Widzieliśmy co się działo w innych państwach europejskich po wprowadzeniu tej opłaty. Tam ceny urządzeń poszły w górę, przy czym musimy pamiętać o jednym: nasze społeczeństwo nie jest jeszcze tak bogate, więc podwyżki będą dla nas dużo bardziej odczuwalne. Obowiązek zapłaty spoczywa także na importerach, takich jak AB. To my będziemy płacić, bo to my importujemy.

Dziś średnia marża brutto na notebookach wynosi 1,5%, smartfonach poniżej 1,8%, a marża netto na tym asortymencie nawet poniżej 0,5% (!)

Jak to się ma do proponowanej opłaty w wysokości 6%?! Chyba nie muszę komentować tego dalej. To będzie wyglądało tak, że będziemy musieli te opłaty ponosić, natomiast one będą musiały zostać przerzucone na konsumentów. Największy skandal polega na tym, że dziś te urządzenia są niezbędne do edukacji zdalnej, zdalnego biznesu, zdalnej pracy.

Tak samo nieprawdziwy jest argument, że opłaty są wszędzie. Takich opłat w ogóle nie ma  Wielka Brytania, Finlandia, Norwegia, Irlandia, Estonia, Łotwa i Luksemburg. W Grecji pobierane są symboliczne opłaty, rzędu kilkuset euro na cały kraj rocznie. W Hiszpanii próbowano się z tych opłat wycofać i zastąpić je pomocą państwa, ale organizacje artystów to uniemożliwiły. Opłaty w Polsce są na podobnym poziome jak w Chorwacji i Rumunii. Do tego należy dodać, że nie we wszystkich krajach, w których są opłaty reprograficzne, dotyczą one urządzeń postulowanych obecnie w Polsce. Na pewno twierdzenie, że Polska jest ostatnim krajem w Unii, w którym nie ma opłat reprograficznych, jest niezgodne z faktami.

Skoro to i tak będzie przerzucone na konsumentów to dlaczego przedsiębiorcy mają problem z tą opłatą? Ona powinna być dla nich neutralna.

My mamy doświadczenia ze współpracy z ZAiKS-em i Organizacjami Zbiorowego Zarządzania, wiemy jak one działają. Dziś system poboru opłat polega na tym, że prywatna organizacja ma monopol na pobieranie tego parapodatku. Jak sobie z tym radzi? Oczywiście sobie radzi w sposób taki, który nie podlega żadnej kontroli.

Pobierają od kogo chcą, robią jak chcą. Przykłady? Tym razem chyba jestem zmuszony to powiedzieć. Mamy przykład dużej spółki giełdowej, której już nie ma. Ona płaciła bardzo niewielkie opłaty. Tam narosły opłaty, łącznie z odsetkami, które były niewyegzekwowane na około 30 milionów.

Czyli tylko jedna firma ma  zaległości  takie same jak  suma  wszystkich opłat reprograficznych zbieranych  w ciągu roku w Polsce!

To nie koniec –   są firmy, które nie płacą w ogóle. A z kolei ci co płacą, płacą od wartości kwoty netto. My jesteśmy chyba jedyną firmą w Polsce, która płaci tak jak powinno się płacić czyli od wartości brutto tych urządzeń.

To pokazuje jedną rzecz, totalny „chaos”. Płaci kto chce, a ZAiKS egzekwuje jak chce. Ten system nie umie skutecznie zebrać kwot rzędu 30 mln zł, a teraz będzie umiał  zbierać rocznie 1,1 mld zł (tyle mają wynieść wpływy po rozszerzeniu opłaty reprograficznej – przyp. red.)?!

De facto będzie  to jedna wielka promocja nieuczciwej konkurencji. Ci którzy są oszustami, ci którzy nie będą płacić, będą wypierali uczciwe firmy z rynku. Plus, będziemy mieli duży wpływ towarów z zagranicy, który jest nieopodatkowany, ze sklepów internetowych. Możemy sobie do tego dołożyć parę różnych scenariuszy. Efekt jest jeden, to zabije naszą branżę, bo wszyscy uczciwi będą z tego rynku wypchnięci i wszyscy będą poddani bardzo dużej presji cenowej. I to co mnie najbardziej bulwersuje to fakt, że państwo nie reaguje na tą patologię od wielu lat.

Nie rozumiem jednej rzeczy. Na co właściwie jest ta opłata. Bo raz się mówi, że to odszkodowanie dla artystów, a zaraz potem, że to na fundusz emerytalny dla nich.

No, tutaj to Pan trafił w sedno. Ja też się już dawno pogubiłem. Dotąd płaciłem odszkodowania za kopiowanie i to rozumiem. A teraz, niby dalej odszkodowania (bo to nadal opłata reprograficzna), ale jednak nie odszkodowania, bo teraz to  składki emerytalne. No to w końcu co? I nie wiem, z jakiego tytułu akurat mnie spotkało to wyróżnienie, żeby być sponsorem czyichś emerytur?  Żebym jeszcze zbierał obrazy zapomnianych mistrzów albo rzeźby twórców ludowych. Ale nie, nic z tych rzeczy. Więc pytam, dlaczego akurat ja? Mało tego. To jest jakiś powrót do średniowiecza, kiedy każdy ma pobierać opłaty na rzecz własnych emerytur. To tak jak byśmy teraz powiedzieli, że pielęgniarki za wejście do szpitala będę pobierały opłaty, a policjanci za mandaty będą sobie fundowali emerytury. Trudno to skomentować. To dowód na to, że państwo się zwija i mówi, niech każdy już walczy o siebie. Dla mnie to jest totalny absurd. Żadna pojedyncza branża nie wytrzyma takiego wysiłku finansowego. To będzie kolejna „piątka dla zwierząt”. I okazuje się, że branża, która jest tak bardzo potrzebna społeczeństwu i gospodarce w wyjściu suchą nogą z problemów „covidowych”, która jest tak potrzebna w kierunku przyszłej innowacji i transformacji cyfrowej, to ją się represjonuje. Machając bolszewickim i w dodatku nieprawdziwym argumentem, że ich na to stać więc niech płacą. Idąc tym tropem, to znam zdecydowanie bogatsze branże w Polsce, może niech one płacą? To jest takie podejście, że nie istnieje prawo, nie istnieją żadne zasady, wybieramy sobie ofiarę i robimy skok na kasę. Bez żadnego sensownego uzasadnienia. Zabrać mu bo ma. A jak nie ma to udajemy, że nie słyszymy. To jest czysty bolszewizm.

W takich sytuacjach zawsze ktoś jest niezadowolony. Wygląda na to, że tym razem padło na Was.

Zdziwi się Pan. Tutaj nikt nie będzie na końcu zadowolony. Sami artyści i tak nie zobaczą tych pieniędzy, bo organizacje artystów, które tak walczą o te podwyżki i po prostu nie będą w stanie ich zebrać w obiecanej artystom wysokości. I jeszcze policzą sobie wysokie koszty inkasa. Przepraszam, jacyś beneficjenci jednak będą.  Nieuczciwe podmioty na rynku, żyjące z omijania prawa, zagraniczne firmy i sklepy internetowe, a na samym końcu organizacje zajmujące się zbieraniem tych pieniędzy. Reszta będzie na minusie. Artyści, którzy mieli dostać odszkodowanie za kopiowanie, to ich pieniądze zamiast do nich trafią do funduszu. Beneficjenci funduszu, bo miała być cała składka, a wpłynęła 1/3. Przedsiębiorcy, bo im rozhulano nieuczciwą konkurencję. No i oczywiście konsumenci, bo to oni za to wszystko zapłacą.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad pierwotnie ukazał się na portalu Warszawskie Plotki Biznesowe



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane