fbpx

Niebawem minie rok od wybuchu koronakryzysu, który sparaliżował globalną gospodarkę, czego efektem było załamanie się gospodarek większości państw świata. Załamanie to było większe lub mniejsze i w dużej mierze zależało od reakcji władz i programów stymulacyjnych. Programy te nie tylko miały znaczenie w przeszłości, ale będą również miały znaczenie w przyszłości co sprawia, że należałoby przedyskutować ich zakres.

Konstytucyjny limit długu jest nieco problematyczny

W przypadku Polski i naszych programów stymulacyjnych zasadniczym problemem jest umieszczony w Konstytucji zapis mówiący, że dług publiczny nie może być większy niż 60 proc. PKB. To bardzo istotne obwarowanie, które bardzo skutecznie hamuje nasze możliwości stymulacji gospodarki. Oczywiście rząd i tak się zadłuża, jednak robi to przez wszelkiego rodzaju instytucje przez co próbuje mieścić się w ustalonym limicie. Prawda jest jednak taka, że tym limitem oszukujemy samych siebie, gdyż na potrzeby krajowe dług faktycznie nie przekroczy 60 proc. PKB, natomiast według sposobu liczenia Eurostatu te 60 proc. zostało przekroczone. Wynika to z faktu, że Eurostat traktuje te wszystkie machlojki związane z przenoszeniem długu na inne instytucje po prostu jako zwiększanie długu publicznego. W skrócie, Eurostat mówi: siebie możecie oszukiwać jak chcecie, nam macie raportować stan faktyczny. I tak też się dzieje, a nasze utrzymywanie się poniżej limitu 60 proc. jest tylko iluzoryczne.

Abstrahując jednak od całej tej sytuacji, moglibyśmy podyskutować o dalszej stymulacji gospodarki. Nie muszę chyba mówić, że powinniśmy stymulować popyt co najmniej przez najbliższy rok, tak by możliwie najmocniej zminimalizować skutki zapaści. Zastanówmy się jednak jakimi narzędziami moglibyśmy pobudzić popyt?

Według mnie ważniejsze niż pompowanie pieniędzy jest zastosowanie narzędzi, które zwiększą możliwości konsumpcyjne społeczeństwa. I tak się składa, że są takie narzędzia, które od dawna były nieużywane i traciły na znaczeniu, a obecny kryzys jest świetnym momentem na ich ponowne użycie. Przede wszystkim mam na myśli zwiększenie kwoty wolnej od podatku i podniesienie limitu drugiego progu podatkowego.

Podniesienie kwoty wolnej od podatku

Kwota wolna od podatku jest w Polsce wyjątkowo niska i to nie tylko jak na standardy krajów rozwiniętych, ale jakichkolwiek krajów. Długi czas była nieruszana, aż w końcu coś spróbowało z nią robić Prawo i Sprawiedliwość i tak w niej pomieszało, że trudno pojąć jaka jest dokładnie jej wysokość, bo jest ona zależna od dochodu. W każdym razie jest ona niska i co do zasady podaje się, że jest to 8000 zł.

Uważam, że to stanowczo za niski pułap. Poziom kwoty wolnej od podatku w mojej opinii powinien być zależny od płacy minimalnej. Oznacza to, że powinien się on zmieniać wraz z płacą minimalną i powinien wynosić w skali roku tyle ile wynosi dwunastokrotność miesięcznej płacy minimalnej. Oznacza to, że każdy kto zarabia pensję minimalną powinien zostać zwolniony z płacenia podatku dochodowego. Wpłynęłoby to pozytywnie na siłę nabywczą osób najuboższych, poprawiło ich sytuację bytową oraz zmniejszyło klin podatkowy. Wysokość klina podatkowego jest w Polsce szczególnie krytykowana gdyż jest on prawie liniowy i wynosi niezależnie od dochodów z umowy o pracę około 36 proc. Oznacza to tyle, że zarówno osoby zarabiające minimalną krajową, jak i osoby zarabiające 9 tys. PLN miesięcznie mają bardzo zbliżony poziom obciążeń podatkowych. Jest to sytuacja niezrozumiała z perspektywy funkcjonowania systemu podatkowego zwłaszcza z perspektywy stosunkowo bogatego kraju jakim jest Polska.

Z tego powodu uważam, że kwota wolna od podatku powinna w 2021 roku wynosić ok. 34 tys. PLN i z każdym rokiem powinna być waloryzowana adekwatnie do wzrostu płacy minimalnej.

Wyższy drugi próg podatkowy

Kolejną kwestią, która powinna być do zmiany jest drugi próg podatkowy. Gdy ustalano w 2009 roku drugi podatkowy na poziomie 85 828 zł brutto średnie wynagrodzenie w skali roku wynosiło 37 235 zł brutto. Czyli drugi próg podatkowy zaczynał dotyczyć każdą złotówkę zarobioną powyżej 2,3 krotności średniego wynagrodzenia.

Co ciekawe minęło 11 lat, a próg ten został niezmieniony pomimo tego, że zarobki cały czas rosną. W 2020 roku średnie wynagrodzenie wynosiło ok. 62 tys. PLN rocznie. Oznacza to, że wystarczy zarabiać niewiele więcej niż średnia krajowa i już wpadamy w drugi próg podatkowy. Uważam, że to kolejna rzecz, którą należy zmienić. Zwłaszcza, że dotyczy ona typowej klasy średniej, która przecież jest motorem napędowym gospodarki. Trzymając się współczynnika z 2009 roku, czyli średnia krajowa razy 2,3 – dziś drugi próg podatkowy powinien zaczynać się od rocznych zarobków powyżej 140 tys. PLN.

Ucywilizowanie KRUS

Trzecią rzeczą, którą należy zmienić i za którą rząd zamierza się zabrać jest ucywilizowanie KRUS. Nie od dziś wiadomo, że jest wielu przedsiębiorców, którzy tylko udają rolników by płacić niższe składki. Różnica jest dość znaczna bo 6-krotna. Tzw. rolnik, który prowadził np. zakład fryzjerski, kwiaciarnię, albo sklep, czyli de facto przedsiębiorca a nie rolnik, mógł płacić KRUS, który wynosi nieco ponad 700 zł na KWARTAŁ. Dokładnie taki sam przedsiębiorca, ale nie mający do dyspozycji kawałka ziemi zmuszony jest do płacenia składek na ZUS w wysokości ponad 1400 zł na MIESIĄC. Tym samym przedsiębiorca mający kawałek pola płacił wielokrotnie niższe składki. To powodowało dwie patologie:

  1. Nieuczciwą konkurencję, gdyż przy małym biznesie taka różnica w uiszczanych składkach jest różnicą bardzo dużą. W efekcie obok siebie mogły funkcjonować dwa te same biznesy przy czym jeden był na uprzywilejowanej pozycji względem drugiego.
  2. Osoby płacące składki na KRUS – o ile wypracowały odpowiedni staż – miały prawo do minimalnej emerytury. Nie jest tajemnicą, że płacąc tak niskie składki nikt kto przechodzi na emeryturę w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego na minimalne świadczenie nigdy nie uzbiera.

Dlatego powyższe świadczenia dla tzw. rolników przedsiębiorców należy zlikwidować gdyż są one podwójnie niesprawiedliwe. Rolników przedsiębiorców jest w Polsce ok. 70 tys., co oznacza, że zamiast 200 mln złotych będą oni rocznie do budżetu wpłacać blisko 1,2 mld zł. To dość istotna różnica. Ktoś zauważy, że mowa była o zwiększeniu siły nabywczej, a ja w trzecim punkcie proponuję zwiększenie obciążeń. Owszem sugeruję to, gdyż jak wcześniej wspomniałem mamy limit zapisany w Konstytucji, którego musimy choć trochę przestrzegać. Dlatego uważam, że obecny moment jest dobrym by zaprowadzić zmiany fiskalne i sprawić, żeby osoby, które powinny płacić więcej to robiły, a osoby, które powinny mieć niższe obciążenia je miały.

Nie wiem jednak czy te zmiany wystarczą. Jeśli rząd by skusił się na wprowadzenie powyższych postulatów - tj. wyższej kwoty wolnej od podatku i podniesienia drugiego progu – to w pakiecie podejrzewam, że dorzuciłby komuś innemu dodatkowe opłaty/podatki. Obstawiam, że byłyby to obciążenia dla osób najbogatszych, czyli kolejna danina solidarnościowa, albo progresywne składki na ZUS.   

Byłoby miło gdyby ktoś pochylił się nad tymi pomysłami. Jeśli jednak jeszcze nie przekonuje to rządzących to dodam, że prawdopodobnie poprawiłoby to notowania rządu, które w porównaniu z okresem sprzed pandemii nie są specjalnie wysokie. Być może to skłoni kogoś do przemyśleń gdyż zaproponowane przeze mnie zmiany są konieczne do przeprowadzenia, gdyż zbyt długo nikt tego nie robił. Ich wprowadzenie może nie tylko poprawić sytuację wielu osób, ale także rządu, a to jest argument, który może szczególnie ich przekonywać do działania. 

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane