fbpx

To zdanie może stworzyć lekką konsternację i spowodować, że szyderczo się zaśmiejemy. Przez wiele lat panuje stwierdzenie, że to międzynarodowe korporacje, których zadaniem było (i nadal jest) ciągłe maksymalizowanie przychodów i zysków, doprowadziły do sytuacji klimatycznej z jaką musimy się mierzyć. Naturalnie, to stwierdzenie jest słuszne, a dowody potwierdzające prawdziwość możemy spotkać w naszym codziennym życiu.

Mimo wielu znaczących i istotnych zalet gospodarki wolnorynkowej, niestety jest ona na bakier z ekologią. Napędzanie światowego konsumpcjonizmu poprzez stale rosnącą skalę produkcji, która znajduje się obecnie na etapie „produkcja dla samej produkcji” oraz potrzeba pomnażania majątku oraz dodawanie kolejnych aktywów do przedsiębiorstw dochodzą w obecnych czasach do granic możliwości, na jakie ludzie mogą sobie pozwolić na naszej planecie. Wszyscy widzimy, jak w ostatnich latach zmienia się nasz klimat oraz środowisko. Ludzie są zszokowani tym, że sroga polska zima trwa dłużej niż dwa tygodnie, przy okazji z podziemi wyłaniają się denialiści klimatyczni, którzy zaprzeczają widocznym zmianom klimatycznym. Nikogo już nie dziwi, że kilka dni po dwudziestostopniowych mrozach na termometrach znów pojawia się dwadzieścia stopni, lecz tym razem na plusie.

Te proste przykłady były dostrzegalne w ostatnim miesiącu. Nie sposób wymienić wszystkich zagrożeń, jakie obecnie stoją przed cywilizacją, a są związane ze zmianami klimatu tudzież destrukcyjną działalnością ludzką na Ziemi. Coraz cieplejsze lata, kolejne doniesienia o roztopach lodowców na biegunach, susze i powodzie, pożary w lasach powodujące załamanie się leśnych systemów. To tylko przykłady z czubka góry lodowej, o wielu zagrożeniach jeszcze nie wiemy tudzież nie jesteśmy ich świadomi.

Kto jest za to odpowiedzialny?

Wróćmy jednak do roli do tych złowieszczych przedsiębiorstw. Czy wszystkie nieszczęścia na Ziemi to tylko ich wina? Naturalnie, że nie. Nie można jednak zanegować dość istotnej roli koncernów transnarodowych w globalnej gospodarce. Przez ostatnie 20-30 lat kapitalizacje niektórych korporacji urosły do niebotycznych rozmiarów. Do tego stopnia, że przychody niektórych koncernów są znacznie większe niż PKB wielu biedniejszych krajów. Firmy międzynarodowe wywierają coraz większy wpływ nie tylko na światową gospodarkę, ale również na klimat i ekologię. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – maksymalizujemy zysk, za wszelką cenę. Taka struktura działania panowała w XX i na początku XXI wieku, od kilkunastu lat państwa ostrzejszym okiem patrzą na działania koncernów, dostrzegając zagrożenia klimatyczne, jakie idą wraz z rozwojem cywilizacyjnym.

Trzeba sobie uczciwie powiedzieć – planety nie zwiększymy. Mamy ograniczone zasoby naturalne potrzebne do wytwarzania produktów bądź świadczenia usług. Tymczasem walka o nie (oraz o pieniądze za ich sprzedaż) trwa w najlepsze – a obrywa klimat. Raport „Carbon Majors” z 2017 r. mówi, że 100 koncernów (głównie z branży paliwowej) odpowiada za ponad 70 procent gazów cieplarnianych, jakie trafiły do atmosfery. Wśród nich są tacy giganci jak Gazprom, Shell, BP czy PDVSA. Zasoby naturalne są eksploatowane w tempie nigdy wcześniej niespotykanym, co nie może skończyć się dobrze. Ponadto prognozy Uniwersytetu Poczdamskiego na najbliższe lata nie są nam sprzyjające – jeżeli nie ograniczymy znacząco destrukcyjnej działalności, globalne emisje między rokiem 2000 a 2050 sięgną około 1400 gigaton CO2. Według tego zespołu badawczego, spowoduje to wzrost temperatury do roku 2100 o ponad 2-3 st. Celsjusza.

Na scenę wchodzi Bill Gates…

Znienawidzony przez przeciwników szczepień założyciel firmy Microsoft wydał w ostatnim czasie książkę „Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy”. W swojej publikacji tłumaczy on, jak możemy zmniejszyć ślad węglowy, który jest stale produkowany, a także jak zmodernizować kluczowe sektory gospodarki (np. rolnictwo i budownictwo) odpowiedzialne za lwią część światowej emisji gazów cieplarnianych. Bill Gates zaznacza, że ludzie nie są świadomi problemów, jakie pociąga za sobą zmiana klimatu. Podkreśla też, że mimo dosyć ciekawych i innowacyjnych technologii ekologicznych to wciąż za mało, ponieważ skala przemian technologicznych zauważalna jest w krajach bogatszych, tymczasem biedne kraje przemysłowe (np. Indie) są głównym problemem, z którym trzeba się uporać.

Miliarder przedstawia też obszary, w ramach których powinniśmy działać, aby przede wszystkim zmniejszyć (a docelowo zlikwidować) emisję gazów. Nie zapomina też o istotnych problemach związanych z produkcją żywności oraz magazynowaniem wytwarzanej energii. Organizacja Gatesa Breakthrough Energy chciałaby finansować interesujące projekty i start-upy związane z produkcją energii wodorowej, tworzeniem sztucznego mięsa (zwróćmy uwagę, że wyprodukowanie kilograma wołowiny emituje około 26,6 kg CO2) oraz wychwytywanie dwutlenku węgla wprost z atmosfery. Głównym celem, jaki przyświecał miliarderowi podczas tworzenia swojej książki było przekazanie wiary, że jesteśmy w stanie uniknąć katastrofy klimatycznej.

…Jeff Bezos…

Twórca Amazona również opowiedział, jak chciałby ratować klimat. Według Bloomberga, w 2018 roku spółka ta wypuściła rekordowe 44,4 mln ton CO2 do atmosfery. (Były) prezes musiał zacząć działać. Najbogatszy człowiek świata ogłosił, że przekaże 10 mld dolarów na cele związane z przeciwdziałaniem katastrofie klimatycznej. Został również utworzony Bezos Earth Fund, który ma zarządzać tymi środkami. Głównym zadaniem tego funduszu ma być finansowanie projektów naukowych, innowacji ekologicznych oraz działań aktywistów. Dodatkowo sam Amazon ma przejść transformację i wykorzystywać energię z odnawialnych źródeł do 2030 roku, a także zlikwidować emisję gazów za kolejne dziesięć lat. Obiecał również poszerzyć flotę samochodów dostawczych o 100 tys. pojazdów elektrycznych. Wszystko dla ochrony planety – oby tylko na obietnicach się nie skończyło.

…i inni

Do listy ekologicznych filantropów można dopisać Elona Muska (Tesla produkująca samochody elektryczne oraz działania promujące zieloną energię), byłego burmistrza Nowego Yorku Michaela Bloomberga (lidera działań mających na celu wygaszanie ery węgla) oraz wielu innych miliarderów z setki najbogatszych ludzi świata. A co słychać na polskim podwórku? Rodzimi krezusi również są świadomi tego, że nadciągają kłopoty. Zygmunt Solorz stwierdził w wywiadzie dla Pulsu Biznesu, że cieszy się z rosnącej świadomości społeczeństwa na temat problemów ze smogiem. Sam powołał do życia stowarzyszenie walczące ze zmianami klimatycznymi. Jego spółki (Cyfrowy Polsat, Polkomtel i inne) za priorytet mają zmniejszenie zużycia paliwa oraz energii i surowców. Dominika Kulczyk, córka jednego z najsłynniejszych polskich miliarderów, od roku kontroluje Polenergię, spółkę działającą w sektorze OZE. Jej fundacja – Kulczyk Foundation – stara się promować proekologiczne zachowania i nawyki w społeczeństwie. Z kolei Michał Sołowow, najbogatszy Polak, podkreśla wiodącą rolę ekologii w swoich przedsiębiorstwach. Producent deski podłogowej Barlinek jest jedną z niewielu firm, które z odpadów produkcyjnych wytwarzają prąd oraz energię, można powiedzieć, że jest to spółka bezodpadowa.

Czy to pomoże?

Miejmy nadzieję, że wszystkie te działania w jakiś sposób doprowadzą do zmniejszenia śladu węglowego oraz drastycznego zmniejszenia emitowanych gazów cieplarnianych do atmosfery. Nie mamy na razie innej planety do zamieszkania, więc musimy pilnować tego, co mamy. Warto, by międzynarodowe koncerny pamiętały, że jeśli nie zadbają o swoją planetę, to zebrane pieniądze na nic im się nie przydadzą. No i na koniec – czy miliarderzy uratują świat? Oby tak. Przynajmniej mogą pomóc w naprawie błędów naszego oraz wcześniejszych pokoleń. Przed nami wiele lat walki o zdrowe i czyste środowisko.

Tomasz Kowalczyk

 



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane