fbpx

Problem inwigilacji przez instytucje państwa i wszelkiego rodzaju służby jest problemem globalnym. Jest to także poważny problem, z którym muszą mierzyć się Polacy. Niestety, świadomość na temat skali inwigilacji i zagrożeń, jakie ona za sobą niesie, ciągle jest znikoma. Zmienić to postanowiła Fundacja Panoptykon.

Fundacja Panoptykon uruchomiła kampanię informacyjną pod nazwą „Podsłuch jak się patrzy”, w której prezentuje problemy, jakie w Polsce istnieją w związku z inwigilacją społeczeństwa. Z danych, które Panoptykon uzyskał w ramach opublikowanych przez rząd sprawozdań, wiadomo, że w skali roku zakładane jest w Polsce od 8 do 10 tys. podsłuchów. To około 25 podsłuchów dziennie. Co ciekawe zaledwie 16% podsłuchów jest wykorzystywane w postępowaniu karnym. Co ciekawe, większość osób nigdy nie dowie się, że była podsłuchiwana.

- Paradoks tych podsłuchów polega na tym, że osoby, które popełniły przestępstwo, dowiedzą się o podsłuchu w trakcie postępowania karnego i przedstawiania dowodów. Z kolei osoby, które były podsłuchiwane, ale nie są o nic oskarżane, nigdy się o tym podsłuchu nie dowiedzą – tłumaczy Wojciech Klicki, analityk Fundacji Panoptykon.

Oczywiście na podsłuch musi zgodzić się sąd, jednak jak wynika z informacji uzyskanych przez Fundację Panoptykon, sądy w 98,5% zgadzają się na założenie podsłuchu. Wynika to poniekąd ze swoistego szantażu, jaki się wobec sądów stosuje. W przypadku odmowy założenia podsłuchu sąd musi uzasadnić swoją decyzję. Ponadto często zwraca się uwagę na fakt, że kontrola nad tym komu zakłada się podsłuch jest fasadowa.

18 z 20 najbardziej inwigilowanych miast świata jest w Chinach

- Są znane przypadki, gdzie służby znały dane osoby, której chcą założyć podsłuch, jednak w sądzie podawały tę osobę jako niezidentyfikowaną. Tym samym podawały tylko numer telefonu, twierdząc, że to jedyne dostępne informacje. Wówczas sąd nie mógł w pełni skontrolować, czy ten podsłuch jest zasadny i wydawał na niego zgodę – komentuje Wojciech Klicki.

Powyższa praktyka może być wykorzystywana do podsłuchiwania polityków, aktywistów oraz dziennikarzy, a służby w żaden sposób nie będą podlegały kontroli. Wystarczy, że przedstawią osobę jako niezidentyfikowaną, a sąd wyrazi zgodę na inwigilację, gdyż nie będzie miał podstaw do odmowy. Brak kontroli nad tego typu praktykami jest skrajnie niebezpieczny dla demokratycznych standardów.

Służby mają łatwy dostęp do naszych bilingów

Ponadto służby mają łatwy dostęp do naszych bilingów. Operatorzy komórkowi mają w Polsce prawny obowiązek przechowywania informacji na temat połączeń przez 12 miesięcy. Dostęp do tych danych ma dziewięć różnych instytucji, które mogą uzyskać je w bardzo krótkim czasie. Nie potrzebują na to zgody sądu. Dostęp do bazy danych jest zdalny i możliwy do uzyskania przy pomocy komputera. Osoba mająca dostęp do takiej bazy wpisuje numer telefonu i ma pełne dane na temat połączeń oraz logowań wykonywanych przez nasz telefon. W związku z tym służby mogą sprawdzić, gdzie przez ostatni rok podróżowaliśmy i z kim się kontaktowaliśmy. Mogą też w łatwy sposób sprawdzić nasze nawyki i uzyskać informacje o codziennym rozkładzie dnia.

- Pobrań bilingów było w 2019 roku w Polsce 1 mln 350 tys. Oczywiście nie jest to równoznaczne z liczbą kontrolowanych osób, gdyż wielu ludzi ma po kilka nr telefonów. Ponadto jest to reakcja łańcuchowa. Jeśli ktoś jest oskarżony o przestępstwo, to sprawdza się, z kim się kontaktował. Gdy uda się to ustalić, sprawdza się również bilingi osób, z którymi kontaktował się podejrzany. Sama skala nie jest problemem, problemem jest brak kontroli nad tą inwigilacją – twierdzi Wojciech Klicki.

Problem inwigilacji nie dotyczy tylko przestępców

Wyzwaniem jest budowanie świadomości społecznej. Wiele osób twierdzi, że inwigilacja ich nie dotyczy. To problem przestępców, a nie zmartwienie ludzi. Prawda jest jednak taka, że nikt z nas nie może mieć pewności na temat tego, czy nie jest np. podsłuchiwany. Tak naprawdę, o tym czy mamy coś do ukrycia decydują inne osoby. Które często przez swoje decyzje czegoś zabraniają lub coś nakazują, a my nieświadomie popełniamy wykroczenie. Mogliśmy się także znaleźć gdzieś w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Często czysty przypadek lub po prostu niewiedza może zadecydować o tym, że nasze życie będzie kontrolowane przez inne osoby. A my nie będziemy nawet o tym wiedzieć. Coraz więcej się mówi, że polskie służby są w posiadaniu systemu Pegasus, który jest w stanie bezinwazyjnie dostać się do naszych smartfonów lub komputerów. Możemy nawet nie wiedzieć, że ktoś czyta nasze intymne wiadomości lub przegląda zdjęcia, których nie chcielibyśmy wszystkim pokazywać.

Oczywiście, służby muszą mieć pewne narzędzia, które ułatwią ściganie przestępców lub walkę z terroryzmem, jednak musi istnieć pewna nieprzekraczalna granica pomiędzy ściganiem przestępców a inwigilacją obywateli. W związku z tym Panoptykon uruchomił kampanię, która ma zwrócić uwagę na problem inwigilacji, która jest dużym zagrożeniem dla społeczeństwa obywatelskiego.

To społeczeństwo powinno kontrolować państwo

Fundacja proponuje kilka rozwiązań, które zwiększą kontrolę społeczeństwa nad poczynaniami służb. Przede wszystkim apeluje o stworzenie instytucji kontrolnej, która w każdej chwili będzie mogła zbadać pracę służb. Coś na wzór Najwyższej Izby Kontroli. W skład tej komisji wchodziłoby kilka osób, które byłyby powoływane przez Sejm za zgodą  Senatu. Kandydaci jednak powinni być możliwie najmniej upolitycznieni, dlatego przedstawiałby ich Rzecznik Prawo Obywatelskich lub Naczelna Rada Adwokacka. Taka instytucja miałaby pełną niezależność i kontrolę nad działaniami służb.

Ponadto wśród proponowanych zmian jest informowanie osób podsłuchiwanych o tym, że byli inwigilowani. Panoptykon proponuje, by taka informacja była do tych osób wysyłana 12 miesięcy po zakończeniu działań. Oczywiście w niektórych przypadkach taka informacja byłaby niemożliwa. Wśród wyjątków jest podejrzenie szpiegostwa lub sytuacja, w której ujawnienie informacji zagrażałoby życiu i zdrowiu funkcjonariusza. Taki system funkcjonuje w Niemczech, w wyniku czego obywatele mają pełną informację na temat podejmowanych wobec nich działań. W Polsce o takich działaniach dowiadują się osoby oskarżone o przestępstwa, a zwykli obywatele nie.

Władza bez kontroli jest bardzo niebezpieczna, dlatego tak ważne jest, by były odpowiednie instytucje sprawujące nadzór nad służbami. Warto również mieć świadomość, że dotyczy to każdego z nas. Twierdzenie, że to nie nasz problem jest prostą drogą do tego, że w końcu uświadomimy sobie, że inwigilacja jest naszym problem. Wtedy jednak może być za późno na zmiany.

Dlatego zachęcam do podpisania petycji, która ma na celu poparcie postulatów proponowanych przez Fundację Panoptykon: https://podsluchjaksiepatrzy.org

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane