fbpx

Śledząc wskaźniki ekonomiczne z całego świata, możemy być pewni, że inflacja w najbliższych miesiącach zdecydowanie przebije 4%. Ceny na półkach będą pompowane z kilku powodów. 

Przyjrzyjmy się danym z całego świata i zobaczmy, co nas czeka w najbliższym czasie. Co może przyczynić się do wzrostu cen?

Po pierwsze czeka nas uwolnienie popytu. Rząd zapowiedział dziś, że w maju wrócimy do galerii handlowych, zjemy znów w restauracjach i obejrzymy filmy w kinie. Ekonomiści z BNP zauważyli, że przymusowo odłożony popyt gospodarstw domowych wynosi 75 mld zł. "(...) środki te mogą również krążyć po rynku finansowym/mieszkaniowym bez znacznego wpływu na ceny dóbr i usług konsumpcyjnych" - komentują na swoim Twitterze analitycy BNP.

 

 

Z drugiej strony, analizy ekspertów z Pekao wskazują, że ceny w restauracjach nie wzrosną znacznie. Wykres pochodzi z biuletynu dziennego analityków Pekao. 

 

 

Podatek cukrowy wyraźnie zwiększy ceny napojów i uderzy w najbiedniejszych

Mimo wszystko można się spodziewać, że po poluzowaniu obostrzeń, ceny niektórych usług mogą wzrosnąćKolejnym inflacjogennym czynnikiem,  będą ceny benzyny. Inflacja liczona jest poprzez porównanie cen sprzed roku z obecnymi. W kwietniu 2020 roku miała miejsce bezprecedensowa sytuacja - ceny ropy osiągnęły ujemne wartości. Choć była to tylko anomalia i dotyczyła jedynie majowego kontraktu WTI, to należy pamiętać, że ceny na globalnych rynkach były wtedy najniższe od wielu lat. Gdy wiele państw zaczęło się zamykać, to drastycznie spadło zapotrzebowanie na ropę. Gdy zapotrzebowanie spadło, to zaczęło brakować miejsca w magazynach, więc inwestorzy zaczęli ją sprzedawać, co napędziło spadki cen i utworzył się widoczny poniżej dołek. Będziemy mieć więc do czynienia z tzw. efektem bazy. Porównując ceny do zeszłorocznych, które były rekordowo niskie, zauważymy, że wzrost r/r jest bardzo silny. Jak wielkie są różnice widać na poniższym wykresie z serwisu oilprice.com.

 

Nie tylko większy popyt i ceny paliw będą pompować naszą inflację. Kolejną cegiełkę dorzucą koszty energii elektrycznej. Bańka na rynku uprawnień do emisji CO2 powoduje, że ich ceny szybują do góry. Sprawę opisywaliśmy na portalu kilka dni temu. Tylko w ciągu ostatnich 5 miesięcy uprawnienia zdrożały o 100%. To pokazuje, z jaką skalą wzrostów mamy do czynienia. Ceny z ostatnich 3 lat można zobaczyć na poniższym wykresie z cire.pl

Taka podwyżka najmocniej dobija kraje korzystające z wysokoemisyjnych źródeł energii. Zapewne nie zaskoczę was, pisząc, że to właśnie Polska odnotowuje obecnie największe wzrosty cen prądu w Unii Europejskiej. Niestety na ropie, prądzie i odłożonym popycie analiza się nie kończy. Do inflacjogennych trendów w gospodarce musimy dodać jeszcze ceny żywności.

Szczecin w przeciwieństwie do wielu polskich miast obniża ceny biletów na komunikację

"Zapowiada się ostra jazda w górę, jeżeli chodzi o inflację cen żywności" - komentują na swoim Twitterze analitycy PKO. Udostępnili oni wykres, na którym skorelowano inflację CPI żywności i ceny produktów rolnych. Ceny produktów rolnych nie przekładają się od razu na ceny produktów na półkach, więc ich wykres przesunięto o 2 miesiące do przodu. Dzięki temu jesteśmy w stanie przewidywać ceny w najbliższych miesiącach. Dane nie wyglądają obiecująco i sugerują silny wzrost cen żywności w najbliższym czasie. Żywność stanowi w koszyku inflacyjnych blisko 25%, co oznacza, że każdy 1 p.p. inflacji żywności oznacza dołożenie dodatkowego 0,25 p.p. do ogólnej inflacji. Możemy spodziewać się, że sama żywność dołoży w najbliższych miesiącach 1 p.p.

 

Na inflację wpłyną też ceny dóbr wychodzących z fabryk. Marcowy odczyt PMI pokazał pewne bardzo niepokojące dane. „Nabiera też tempa wzrost cen producentów (I: +1,0% r/r, II: +2,2% r/r, III: 3,9% r/r). Tak wysokiego rocznego tempa wzrostu PPI jak w marcu tego roku nie obserwowaliśmy od blisko 4 lat. Sprzyja temu wzrost cen surowców na świecie, wyższe koszty transportu oraz słabszy PLN” - zauważają analitycy Pekao.

 

 

Co wpływa na tak wysoką inflację w przemyśle? Przede wszystkim duży popyt na dobra trwałe i ceny frachtu. Jeszcze rok temu, za transport towarów z Azji do Europy trzeba było płacić 3-krotnie mniej. Tak duży wzrost kosztów, przekłada się na wyższe ceny surowców, a te przełożą się na ceny produktów w sklepach.

Radosław Ditrich



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane