fbpx

Ostatnimi czasy dużo się mówi o reformach, które chce wprowadzić administracja Joe Bidena. Dla wielu osób są to postulaty ocierające się o komunizm. Prawda jest jednak taka, że są to rzeczy, które należało zrobić już dawno temu.

USA od kilkudziesięciu lat zmierza w stronę coraz większej oligarchizacji. Rozwarstwienie społeczne jest bardzo duże jak na kraje wysokorozwinięte, co potwierdzają kolejne badania. Z tego powodu coraz trudniejsza jest mobilność w drabinie społecznej. O co chodzi? Chodzi o to, że coraz trudniej osiągnąć coś ciężką pracą, a coraz większe znaczenie ma nasze urodzenie. Stany Zjednoczone były znane ze swojego American Dream, kiedy to można było zrobić karierę od pucybuta do milionera. Dziś jest to coraz trudniejsze.

Dla wielu może być szokiem to, co wyprawia Biden, ale to jest nic innego jak dostosowanie USA do standardów panujących w Europie. Wielu oburza to, że Biden chce wprowadzić zasiłki dla bezrobotnych, bezpłatną edukację, Medicare dla osób 50+, czy też płacę minimalną. Przecież większość z tych rzeczy jest normą w dużej części europejskich państw. Zwłaszcza w Polsce, gdzie co rusz można przeczytać, jak bardzo oburzające są to działania.

USA, najbogatszy kraj trzeciego świata

Z raportu United Way ALICE Project wynika, że 43% gospodarstw domowych w USA nie zarabia wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na miesięczny budżet zawierający opłaty za czynsz, żywność, opiekę przedszkolną, opiekę zdrowotną, transport oraz opłacenie rachunków za telefony komórkowe. Z kolei raport CNN pokazuje, że 16,1 mln amerykańskich gospodarstw domowych żyje w biedzie, a liczba gospodarstw gdzie zarobki nie wystarczają na podstawowe potrzeby życiowe, wynosi 34,7 mln.

Próbowano także oszacować, ilu jest w USA tzw. biednych pracujących, czyli osób, które pracują, a mimo to nie stać ich na podstawowe potrzeby życiowe. Szacunki są dość szerokie i wynoszą od 2 do 20%, jednak mając na uwadze skalę amerykańskiej gospodarki, to w najlepszym wypadku są to 3 mln, a w najgorszym 30 mln osób.

Z czego to wynika? Federalna płaca minimalna wynosi w USA 7,25 USD i nie była zmieniana od 2009 roku. Oczywiście większość stanów postanowiła ustanowić swoją płacę, w związku z tym ok. 90% pracowników zatrudnionych na minimalną krajową zarabia więcej niż 7,25 USD. W związku z tym w maju 2019 roku średnia efektywna minimalna stawka godzinowa wynosiła w USA 11,80 USD. Niemniej jednak administracja Bidena postanowiła podwyższyć tę kwotę do 15 USD/h, dostosowując ją do dzisiejszych standardów. Wielu komentatorów w internecie zwróciło uwagę, że amerykańskie firmy upadną, albo będą na masową skalę zwalniać. Jeśli faktycznie podwyżka pensji minimalnej w USA doprowadziłaby do masowych zwolnień, to należy poważnie zastanowić się, czy Ameryka jest, aby na pewno tak silną gospodarką jak się sądzi. Wówczas oznaczałoby to, że jest to gospodarka przede wszystkim bazująca na niskich kosztach pracy.

Administracja Bidena szykuje masowe reformy systemu podatkowego

Biden chce wszystkie te rzeczy sfinansować nowymi podatkami, które zostaną nałożone na najbogatszych Amerykanów. W planach jest m.in. podniesienie podatku od zysków kapitałowych. W tym przypadku również zapanowało powszechne oburzenie. Warto jednak dodać, że od lat podatki dla najbogatszych Amerykanów są obniżane. Zaszło to na tyle daleko, że najniżej opodatkowane jest 400 najbogatszych Amerykanów. Poza tym opodatkowanie w USA jest praktycznie liniowe, co wielu osobom może się podobać. Jednak z perspektywy należycie funkcjonującego państwa, które będzie państwem inkluzywnym, taka forma opodatkowania nie jest niczym pożądanym.

Podatek CIT w USA to iluzja. Amerykanie w jego egzekwowaniu są najgorsi w OECD

Co ciekawe w okresie kiedy popularny był American Dream, podatki dla najbogatszych były o wiele wyższe. Z kolei najbiedniejsi płacili niższe podatki. W 1950 roku klasa pracująca była opodatkowana mniej więcej na poziomie 20%. Z kolei najbogatsi na poziomie nawet 70%. Z czasem zaczęło się to "wypłaszczać" i dziś klasa pracująca płaci podatki na poziomie 25-30%, a 400 najbogatszych Amerykanów na poziomie 22%, co przedstawia poniższy wykres.

skala podatki

Średnia stopa podatkowa na przestrzeni lat dla poszczególnych grup dochodowych, TT Gabriela Zucmana

Podatek dla najbogatszych na poziomie 60%?

Francuski ekonomista, Gabriel Zucman zauważa, że najbogatsi skutecznie unikają opodatkowania, wykorzystując luki w systemie - niski podatek od przychodów kapitałowych oraz wypłacając sobie pensje w akcjach. Zwraca on uwagę, że można szybko znaleźć środki na sfinansowanie pomysłów Bidena. Przedstawia on ciekawe równanie.

Obecnie 1% najbogatszych Amerykanów inkasuje ok. 20% dochodu narodowego. Średnia stopa opodatkowania dla top 1%, wliczając wszelkie podatki, wynosi 30%.

W związku z tym 20% x 30% = 6%. Tyle narodowego dochodu płacą najbogatsi w podatkach. Zasugerował on jednak zwiększenie kwoty podatku. Zucman uważa, że szczyt krzywej Laffera dla najbogatszych Amerykanów jest na poziomie 60%. Oznacza to, że największe wpływy podatkowe odnotowano by gdyby efektywna stopa podatkowa była dwa razy wyższa niż obecnie.

Zucman zaznacza jednak, że podwojenie wysokości podatków dla top 1% najbogatszych sprawiłoby, że nie dzierżyliby oni 20% dochodów, lecz 16%.

Wówczas jak wylicza francuski ekonomista 16% x 60% = 10%, tyle dochodu narodowego wpadałoby do amerykańskiego budżetu. To o 4 p. proc. więcej niż obecnie. Oznaczałoby to dodatkowe 800 mld dolarów rocznie.

Jak wysokie są podatki w USA i od czego zależą?

Warto przy tym dodać, że administracja Bidena w ciągu najbliższych kilku lat planuje wydać 2,3 biliona. Oznaczałoby to, że opodatkowanie najbogatszych na poziomie proponowanym przez Zucmana pozwoliłoby zebrać środki w trzy lata. W związku z tym Zucman próbuje pokazać, że nie są konieczne tak wysokie podatki, aby sfinansować wieloletnie reformy. Przy okazji zauważa on, że przywróciłoby to systemowi podatkowemu w USA znamiona normalności, której obecnie w nim nie ma.

Z pewnych powodów dla wielu reformy Bidena wydają się kontrowersyjne, a wręcz komunistyczne. Tak naprawdę dla osób żyjących w Europie nie powinno być to nic nadzwyczajnego, gdyż w podobnych warunkach żyjemy od lat. Administracja Bidena wie też doskonale, że najbogatsi bardzo skutecznie unikają płacenia podatków i z tego powodu chcą ich zmusić do uiszczania danin na rzecz państwa. Stąd też słowa Prezydenta USA, że czas skończyć z ekonomią skapywania, która, choć jest swoistym memem, to przykład USA pokazuje, że jednak nie do końca. Z obecnych wyliczeń wynika, że wystarczy sprawić, by 1% najbogatszych płacił takie podatki, jak ma to miejsce w innych wysokorozwiniętych państwach, a sytuacja społeczno-ekonomiczna może się poprawić.

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane