fbpx

Jedną z najczęściej podawanych tez w polskiej przestrzeni publicznej jest ta mówiąca o wyjątkowej przedsiębiorczości Polaków. Teza ta oczywiście wielu osobom się podoba, gdyż przedsiębiorczość to cecha zdecydowanie pozytywna. Niemniej jednak uważam, że wybitna przedsiębiorczość Polaków to mit, a statystyki, które miałyby to potwierdzać, wynikają z patologii systemu podatkowego, a nie wybitnych zdolności naszych rodaków.

Według danych OECD Polska jest w globalnej czołówce pod względem odsetka samozatrudnionych w ogóle osób pracujących. W Polsce wskaźnik ten wyniósł 20% w 2019 roku. Oznacza to, że co piąta pracująca w Polsce osoba to samozatrudnieni. Absolutnym liderem pod tym względem jest Kolumbia, gdzie wskaźnik ten wynosi 50%. Niemniej jednak przed Polską znajduje się tylko dziewięć państw OECD i w większości są to kraje gorzej rozwinięte od Polski (poza Koreą i Włochami). Większy odsetek samozatrudnionych poza wymienionymi państwami jest w Brazylii, Meksyku, Turcji, Grecji, Kostaryce oraz Chile. Dla przykładu w krajach będących na podobnym poziomie rozwoju jak Polska odsetek samozatrudnionych jest niższy. W Czechach wynosi 16,8%, na Litwie 11,7%, a na Węgrzech 10,8%. To istotnie mniej niż w naszym kraju. Ponadto najniższy odsetek osób samozatrudnionych jest w głównie w krajach bardzo wysoko rozwiniętych, gdzie rynek pracy najlepiej funkcjonuje. Najmniejszy odsetek osób samozatrudnionych jest w USA (choć tam trudno mówić o dobrze rozwiniętym rynku pracy). Na kolejnych miejscach jest Norwegia, Rosja (w tym przypadku trudno mówić o kraju wysoko rozwiniętym), Kanada, Dania, Luksemburg, Niemcy, czy też Australia i Szwecja. Powyższe dane może nie są niepokojące, ale mogą wskazywać na to, że odsetek osób samozatrudnionych jest w Polsce zbyt wysoki.

Najnowsze dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że w stosunku do 2019 roku liczba osób na samozatrudnieniu jeszcze bardziej wzrosła. Z danych PIE wynika, że na koniec IV kwartału 2019 roku w Polsce było 1 mln 595 tys. osób pracujących na samozatrudnieniu. Dokładnie rok później ich liczba wynosiła już 1 mln 630 tys., a więc wzrosła o 35 tys. osób. Co ciekawe przed pandemią to jest w I kw. 2020 roku liczba osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, umowach o pracę oraz samozatrudnieniu rosła. Po wybuchu pandemii w kolejnych kwartałach spadała liczba osób na umowie o pracę. W tym samym okresie spadała także liczba osób na umowach cywilnoprawnych. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego podają, że wzrost liczby osób samozatrudnionych w trakcie kryzysu najprawdopodobniej jest efektem optymalizacji kosztowej i podatkowej. Jest to tzw. fikcyjne samozatrudnienie, które tworzą osoby pracujące dotychczas na etat. Dla osób, które dopiero co zakładają firmę, jest szereg ulg podatkowych, które obniżają koszty funkcjonowania. Z tego powodu część osób pracujących na umowie o pracę została wypchnięta przez pracodawców na samozatrudnienie. W ten sposób pracodawca zdjął z siebie obowiązek płacenia m.in. składek na ZUS i przerzucił te koszty na samozatrudnionego. Ten z kolei korzystając z ulg, istotnie zminimalizował te daniny. W czasie kryzysu takie działania są jak najbardziej zrozumiałe, jednakże w czasie prosperity tego typu praktyka to patologia, z którą państwo w ogóle nie zamierza walczyć. Patologia, która wynika z nieracjonalnej konstrukcji systemu podatkowego.

Jak dowodzą badania, opodatkowanie pracy dla osób o umowę o pracę jest w Polsce liniowe. Wynika to z konstrukcji systemu podatkowego. Oczywiście w tym przypadku wliczane są także składki na ZUS, które podatkami same w sobie nie są, ale tak działają. Polska w związku z tym jest ewenementem na skalę europejską. Zarobki na umowę o pracę zarówno u osób zarabiających minimalną krajową jak i osób zarabiających 17 tys. złotych miesięcznie były opodatkowane praktycznie tak samo. Każda z tych osób oddawała do budżetu 37% swoich dochodów. W związku z tym dla osób zarabiających bardzo mało, jak i bardzo dużo na umowie o pracę opodatkowanie było praktycznie takie same z lekkimi wahaniami. To sprawia, że polski system podatkowy jest liniowy. To ewenement mając na uwadze państwa wysokorozwinięte. Zmienić ma to Nowy Ład, który ma wprowadzić progresję podatkową. Obawiam się jednak, że zmiany te uderzą w typową klasę średnią, a nie osoby bogatsze. Niemniej jednak tekst dotyczy samozatrudnionych.

Efektywne opodatkowanie osób na działalności gospodarczej jest regresywne. Oznacza to, że im więcej zarabiamy, tym efektywnie płacimy niższe podatki. To zasługa ryczałtowych składek na ZUS oraz 19% podatku liniowego, który jest bardzo często wybieraną formą rozliczeń na działalności gospodarczej. Taka konstrukcja systemu podatkowego sprawia, że już zarabiając relatywnie niewielkie pieniądze, opłaca nam się uciekać na samozatrudnienie. Przy dochodzie między 25 tys. a 50 tys. rocznie brutto, średni poziom opodatkowania wynosi 36%. To tyle samo co na umowie o pracę. W przypadku osób zarabiających między 50 a 100 tys. rocznie (czyli od 4150 do 8350 zł brutto) obciążenie podatkowe jest o około 8 punktów proc. niższe niż na umowie o pracę i wynosi 28%. Z kolei dla osób zarabiających od 100 do 200 tys. rocznie efektywne opodatkowanie wynosi 24% i jest o 13 p. proc. niższe niż dla osób zarabiających te same pieniądze na umowie o pracę.

Polskie drogi rozwoju, czyli co dalej z gospodarką

To wszystko wyjaśnia po części skąd w Polsce tak duży odsetek osób samozatrudnionych. Konstrukcja systemu podatkowego zachęca do zakładania własnych firm, tworząc fikcyjne samozatrudnienie. Przed pandemią szacowało się, że fikcyjne samozatrudnienie to około 10% osób na własnej działalności gospodarczej. Fikcyjni samozatrudnieni, to osoby, które nie zatrudniają pracowników i pracują wyłącznie dla jednego pracodawcy. Najnowsze, pandemiczne dane pokazują, że obecnie ten odsetek może być wyższy. Fikcyjne samozatrudnienie dotyczy w dużej mierze osób najlepiej zarabiających. Jest to bardzo częste zjawisko w branży IT. Sam znam firmę z branży doradztwa transakcyjnego, która wyłącznie zatrudnia na umowach B2B. Z nieco już przestarzałych danych Ministerstwa Finansów wynika, że średnia wartość przychodów dla osób rozliczających się w 2016 roku w ramach podatku liniowego wyniosła 2 mln złotych. Wedle tych danych tzw. liniówka jest szczególnie popularna wśród 3% najlepiej zarabiających Polaków. Z kolei wśród 1% najlepiej zarabiających rozliczane jest ponad 50% przychodów.

Jak w związku z tym widać, duży udział samozatrudnionych nie jest efektem wybitnej przedsiębiorczości Polaków. Jest to natomiast efekt źle skonstruowanego systemu podatkowego, który sumarycznie jest w Polsce regresywny i procentowo najwyższe podatki płacą osoby najmniej zarabiające. Z kolei osoby więcej zarabiające, skutecznie uciekają na samozatrudnienie i obniżają sobie wysokość podatków. Jest to sytuacja dziwna i niespotykana w krajach wysokorozwiniętych. Tego typu praktykom miał przeciwdziałać test przedsiębiorcy, jednak rząd boi się go przeprowadzać i regularnie odracza go w czasie. Niemniej jednak trzeba jasno powiedzieć, że nie można mieć pretensji do osób, które korzystają z podatku liniowego. Skoro jest taka możliwość to to robią. Każdy chce mieć w kieszeni więcej pieniędzy. Jeśli oczekiwać jakichkolwiek działań w kierunku normalizacji polskiego systemu podatkowego, to wyłącznie leży to po stronie rządzących. 

Filip Lamański

Tekst został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie Forum Polskiej Gospodarki



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane