fbpx

Nie słabnie debata na temat tzw. opłaty reprograficznej powszechnie znanej jako podatek od smartfonów. Choć jak twierdzą niektórzy, nie jest to podatek, tylko opłata. Dotychczas debata na ten temat wydawała się być tylko przepychankami. Jak się okazuje, sprawa zaszła znacznie dalej niż nam się wydaje.

O co chodzi w opłacie reprograficznej? Jest to dodatkowa opłata nałożona na niektóre sprzęty takie jak komputery, laptopy telewizory i inne urządzenia, na których można przechowywać dane. Jest to opłata doliczana do urządzeń, które pozwalają na powielanie utworów artystycznych. Pierwotnie zamysł opłaty był słuszny, gdyż jeszcze kilkanaście lat temu piractwo było masowym procederem. Utwory muzyczne, filmy itp. były kopiowane, a artyści nic z tego nie mieli. Dziś jednak większość osób słucha utworów i ogląda filmy na platformach streamingowych, za które płaci i ich nie kopiuje. Z tego powodu sama opłata według wielu ekspertów jest wymysłem archaicznym.

Inaczej twierdzą jednak artyści i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Opłata reprograficzna ma zostać rozszerzona na kolejne urządzenia. Naliczana byłaby od ceny brutto sprzętu, a jej wysokość ma wynieść od 1 do 4%. Z opublikowanego projektu ustawy wynika jednak, że przede wszystkim będzie to 4%. Wśród urządzeń, które zostaną objęte opłatą, są m.in.:

- komputery

- kopiarki i skanery

- telewizory z funkcją nagrywania

- dyski i karty pamięci

Co ciekawe, choć opłata jest nazywana podatkiem od smartfonów, to na smartfony, na tę chwilę ma nie być nakładana. Niemniej jednak domagają się tego artyści, którzy ostatnio są w ogniu krytyki.

Podatek od smartfonów, czyli spór o opłatę reprograficzną. O co w nim chodzi?

Ostatnie dni to festiwal znęcania się nad artystami, a w szczególności nad Panią Iloną Łepkowską. Zaczęło się od money.pl, potem kontynuował to Krzysztof Stanowski, a później do całej zabawy przyłączył się Robert Mazurek. W każdym z tych wywiadów (money.pl oraz Mazurek) w mej subiektywnej ocenie środowisko artystów nie miało odpowiednich argumentów, by przekonać, że ta opłata jest potrzebna. Szczególnie wypunktował to red. Robert Mazurek, który, każdy argument Ilony Łepkowskiej zbijał.

 

Wszystko to wyglądało na przepychanki, które w końcu sprawią, że staniemy w martwym punkcie i albo dojdziemy do jakiegoś konsensusu, albo cały projekt trafi do zamrażarki. Jak się okazało, to mylne przekonanie.

Opłata reprograficzna w Nowym Ładzie!

Z informacji, do których udało nam się dotrzeć, wynika, że opłata reprograficzna zostanie zawarta w Nowym Ładzie. Z naszych źródeł wynika, że rząd będzie to argumentował złym położeniem artystów. Blisko 60% z nich ma być w trudnym położeniu finansowym, zaś 30% w bardzo trudnym. Ponadto tylko 7% artystów można zaliczyć do grupy zamożnych. Dodatkowo argumentem za opłatą ma być bardzo elastyczna forma zatrudnienia artystów (umowa o dzieło) lub brak jakiejkolwiek umowy. To z kolei ma skutkować brakiem ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego.

Z tego powodu rząd wychodzi z pomocną dłonią do najbiedniejszych artystów, którym chce zapewnić minimum bezpieczeństwa socjalnego. Projekt zakłada, że artyści będą mieli możliwość uzyskania dopłaty na ubezpieczenia społeczne. W Nowym Ładzie, który ma być propagandową broszurą, nie ma zawartych informacji, że środki te będą z opłaty reprograficznej. Jednakże wszelkie podane w nim argumenty za wsparciem artystów są zbieżne z narracją kreowaną przez artystów. Dodatkowo 5 maja został opublikowany projekt ustawy reprograficznej, która ma wejść w życie od 2022 roku. To nie są przypadki.

Podatek od smartfonów uderzy w konsumentów. Ceny wzrosną nawet o kilkaset złotych [WYWIAD]

Warto dodać, że zdaniem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego opłata reprograficzna nie jest podatkiem, gdyż:

opłata reprograficzna, funkcjonująca w Polsce od 1994 r., nie jest podatkiem, ponieważ wpływy z niej nie zasilają i nie będą zasilać budżetu państwa ani samorządów terytorialnych. Jest formą zryczałtowanej jednorazowej rekompensaty oddawanej artystom przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego umożliwiającego tzw. dozwolony użytek osobisty (tj. korzystanie na własne potrzeby z rozpowszechnionego już chronionego utworu), co znacząco zwiększa popyt na urządzenia elektroniczne

Z perspektywy budżetu i definicji opłata reprograficzna nie jest podatkiem, jednak z perspektywy zwykłego konsumenta, to rozróżnienie nie ma znaczenia. Wszak, co za różnica czy płacimy podatek, czy opłatę?

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane