fbpx

Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci? Na to pytanie odpowiada najnowszy raport Instytutu Badań Strukturalnych, którego autorką jest Małgorzata Sikorska. Autorka analizuje przyczyny tego, dlaczego w Polsce dzietność jest niska.

W 2020 roku TFR, czyli współczynnik dzietności wyniósł 1,41 i był jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Warto dodać, że zastępowalność pokoleń gwarantuje TFR na poziomie 2,15. Wskaźnik ten od końca lat 90. odnotowuje wyjątkowo niskie wartości. Najgorzej było w 2003 roku, kiedy to TFR był równy 1,22. Od tamtej wartość wskaźnika nieco się poprawiła, ale nie można tego powiedzieć o coraz gorszej demografii naszego kraju.

Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci? Przyczyny niskiej dzietności

Jak wynika z badania CBOS, na które powołuje się autorka raportu, przyczyny niskiej dzietności w Polsce to przede wszystkim brak stabilności finansowej i niepewność co do przyszłości. Taki powód braku dzieci wskazało aż 59% badanych. Na drugim miejscu były problemy z sytuacją mieszkaniową – 44%, a następne obawy kobiet przed utratą pracy – 42%. Rzadziej wskazywano chęć robienia kariery zawodowej przez kobiety (27%). Z kolei 26% wskazywało na trudność z pogodzeniem obowiązków rodzinnych i zawodowych, a 23% poczucie braku wsparcia państwa m.in. w zakresie edukacji i opieki medycznej dzieci. Jak podaje autorka, odraczanie decyzji o dziecku jest przede wszystkim efektem braku poczucia stabilizacji. W dużej mierze chodzi o brak stabilnego zatrudnienia przyszłych rodziców oraz brak stabilnej sytuacji mieszkaniowej. Przedstawione dane są zbieżne z tezami zawartymi w książce Jakuba Sawulskiego - Pokolenie 89. Młodzi o polskiej transformacji.

Demografia Polski 2020: najgorszy rok od II wojny światowej

Zwraca się także uwagę na aktywność zawodową kobiet. W 2019 roku w Polsce wskaźnik zatrudnienia wśród kobiet wynosił w Polsce 61%. W przypadku UE28 było to 64%. Różnica w aktywności zawodowej między kobietami a mężczyznami jest w Polsce wyraźna i wynosi 14 p. proc. na rzecz mężczyzn. Małgorzata Sikorska zaznacza, że w Polsce ponad 75% biernych zawodowo kobiet nie pracuje, ani nie poszukuje pracy z powodu konieczności opiekowania się dziećmi lub innych obowiązków rodzinnych. Zdaniem autorki na tak wysoki poziom wskaźnika wpływa słaba opieka instytucjonalna dla małych dzieci. Ciągle zbyt mały jest dostęp do żłóbków. Z opieki instytucjonalnej dla dzieci do 3. roku życia korzysta co dziesiąte dziecko. Z tego powodu rodzice muszą zapewnić opiekę dzieciom we własnym zakresie.

Znaczna część rodziców przez około dwa lata musi zapewnić dzieciom opiekę we własnym zakresie. Wynika to z tego, że połączone urlopy macierzyński i rodzicielski trwają rok, a opieka przedszkolna rozpoczyna się dopiero, gdy dziecko skończy 3 lata. W tym czasie dziećmi najczęściej zajmują się matki będące na urlopie wychowawczym, niepracujące babcie lub – jeśli rodzina może sobie na to pozwolić – płatne opiekunki oraz niepubliczne instytucje opieki - czytamy w raporcie.

Presja społeczne zniechęca do macierzyństwa?

Z raportu wynika, że ciągle jest bardzo silny nacisk na kobiety w kwestii wychowania dzieci. To przede wszystkim matki zajmują się podstawowymi czynnościami wychowawczo-opiekuńczymi. Jak podaje autorka, również matki są odpowiedzialne m.in. za pomaganie dzieciom w odrabianiu lekcji. Taki podział obowiązków ma wynikać z powszechnego przekonania i podejścia do roli kobiet w macierzyństwie.

Rodzi się coraz mniej Polaków. Współczynnik dzietności na poziomie sprzed 500+

Ponadto bardzo często rolę matki opisuje się jako poświęcenie. Wymóg poświęcenia płynący ze strony społeczeństwa, zdaniem autorki jest obciążeniem emocjonalnym. Wynika to z oczekiwań społeczeństwa, że kobiety mają ponosić jak największą odpowiedzialność za wychowanie dzieci. W mojej opinii jest to archaiczne podejście nieprzystające do dzisiejszych czasów. Wiele kobiet ma zgoła odmienne zdanie na ten temat, jednak konserwatywne polskie społeczeństwo ciągle sprawia, że na potencjalnych matkach jest wywierana tego typu presja.

Narzędzia polityki prorodzinnej w Polsce

Autorka zaznacza, że instrumenty wprowadzone w XXI wieku w ramach polityki prorodzinnej często są sprzeczne ze sobą i wzajemnie się wykluczają.

Z jednej strony – część instrumentów ma ułatwiać rodzicom łączenie pracy zawodowej z rodzicielstwem i przez to wyrównywać sytuację rodziców na rynku pracy (np. Ustawa żłobkowa i programy „Maluch” czy „Przedszkole za złotówkę”). Z drugiej jednak strony, niektóre rozwiązania mają odwrotne konsekwencje, np. wydłużenie urlopu macierzyńskiego oraz wprowadzenie urlopu rodzicielskiego bez określenia tej jego części, która mogłaby być wykorzystana tylko przez ojców (tzw. father's quota). Takie rozwiązanie pogłębia nierówności w sytuacji kobiet i mężczyzn na rynku pracy, a także wzmacnia tradycyjny podział obowiązków domowych i opiekuńczych, w którym matki są ekspertkami od dzieci, a ojcowie jedynie pomocnikami matek – komentuje autorka.

Małgorzata Sikorska zaznacza także, że polityka państwa na rzecz rodzin, która ma miejsce po roku 1990, jest niespójna i ma charakter działań doraźnych. Jednym z wymienianych programów jest Program Rodzina 500+. Zarzuca mu się niespełnienie celów, które mu przypisywano, przy jednocześnie bardzo wysokich nakładach. Autorka zauważa, że w 2019 roku na 500+ przeznaczono 30,5 mld złotych. Dla porównania przed wprowadzeniem programu na transfery dla rodzin przeznaczano niespełna 9 mld złotych. Wnioski płynące z raportu IBS na temat 500+ są tym, o czym regularnie pisaliśmy na łamach portalu. 500+ nie był, nie jest i nie będzie programem prodemograficznym. Świetnie pokazują to dane dot. wskaźnika TFR.

Polki chcą mieć dzieci

Autorka na początku swojego raportu powołuje się na badanie dot. chęci posiadania dzieci przez Polki i Polaków. Z badania wynika, że od mniej więcej 30 lat deklaracje co do preferowanej liczby dzieci nie ulegają zmianom. Mniej więcej 50% badanych chciałoby mieć dwoje dzieci. Jednakże na przestrzeni ostatnich lat wzrosła liczba osób, które chciałaby mieć troje dzieci. Z kolei spada liczba osób, które chciałyby mieć jedno dziecko. Z kolei zaledwie 2% badanych nie chce mieć żadnego dziecka. Te badania przeczą obiegowej opinii, jakoby młodzi ludzie nie chcieli mieć dzieci, bo są wygodni.

Małgorzata Sikorska zwraca jednak uwagę na pewien problem, pokazując niespójność deklaracji z rzeczywistością:

Tymczasem wśród rodzin z dziećmi na utrzymaniu zdecydowanie dominują te, w których wychowują się jedynacy i jedynaczki – 53%. W 35% rodzin jest dwoje dzieci, w 9% – troje, a w 3% czworo lub więcej. Istnienie luki pomiędzy preferowaną liczbą dzieci a rzeczywistymi zachowaniami prokreacyjnymi (Fertility Gap) nie jest zjawiskiem charakterystycznym jedynie dla Polski. Jednak w naszym kraju luka jest wyjątkowo duża, a istotnym powodem niskiej dzietności jest to, że Polki i Polacy stosunkowo rzadko decydują się na drugie i następne dziecko. W kolejnych pokoleniach wzrasta liczba kobiet bezdzietnych, jednocześnie jednak liczba tych, które deklarują, że nie chcą mieć dzieci, jest stosunkowo niewielka

Co należy zrobić, by poprawić sytuację demograficzną?

Autorka zauważa, że zwiększenie dzietności w Polsce jest mało prawdopodobne. Podaje, że wpływ na to ma na to dzisiejsza sytuacja demograficzna, która już nie jest kolorowa. Ponadto zaznacza, że przy podejmowaniu decyzji o dziecku kluczowe jest poczucie bezpieczeństwa – finansowego i mieszkaniowego. Tego jednak obecnie młodzi Polacy nie mają.

Babcia+, czyli pseudodemograficzny program, który wesprze seniorów [FELIETON]

Dodatkowo zwraca uwagę, że macierzyństwo w Polsce jest związane z kosztami, jakie musi ponosić matka. Tzn. większe obciążenie pracą oraz oczekiwania społeczne wobec niej. Ważnym aspektem jest także brak spójnej i długoterminowej polityki prorodzinnej w naszym kraju. Autorka zaznacza także, o czym również pisaliśmy, że ostatnie zmiany dot. ograniczenia do legalnej aborcji mogą negatywnie wpłynąć na planowanie przez młodych ludzi rodziny.

Co w związku z tym możemy zrobić, by choć trochę poprawić sytuację demograficzną? Przede wszystkim wspierać rodziców w łączeniu pracy z rodzicielstwem, zwiększyć dostępność mieszkań, ułatwić dostępność urlopów rodzicielskich dla ojców oraz dofinansowywać programy wsparcia dzietności jak InVitro. Polityka aborcyjna, która nie wymaga od kobiet heroizmu, również może być istotnym narzędziem wsparcia dzietności.

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane