fbpx

“Jeśli przyroda sprawiła, że coś mniej od wszystkich rzeczy nadaje się, aby być wyłączną własnością, to jest to działanie mocy myślenia zwanej ideą”. Thomas Jefferson, 1813.

Żyjemy w świecie prężnie zmieniających się technologii. W samych Stanach Zjednoczonych liczba przyznawanych patentów rośnie w ogromnym tempie. W przeciągu ostatnich 20 lat ich liczba zwiększyła się dwukrotnie. Powstają zupełnie nowe formy działalności biznesowej, oparte na sieciowym modelu platformy. Airbnb jest największą na świecie firmą zajmującą się wynajmowaniem mieszkań, pomimo tego, że nie posiada ona nawet jednego budynku w swoich aktywach. Dochodzi również do ogromnej zmiany w czynności, którą każdy nas z większym bądź mniejszym zapałem wykonuje prawie każdego dnia – pracy. Coraz więcej ludzi w krajach rozwiniętych pracuje w sektorze informacyjnym, w którym pracownik w przeciwieństwie do przemysłu albo standardowych usług, zamiast wykonywać schematyczne, rutynowe czynności, zajmuje się pozyskiwaniem informacji, a codzienne czynności wymagają od niego więcej kreatywności [Obliczenia Jana Zygmuntowskiego na podstawie bazy OECD STAN Database for Structural Analysis (ISIC Rev. SNAo8), www.stats.oecd.org]. Jednakże mimo tych ogromnych zmian, kraje określane jako biedne, nie zyskują na wyżej wymienionych zmianach. Problem ten zmusza nas do przemyślenia na nowo kwestii praw własności intelektualnej (w tym tekście używając określenia prawo własności intelektualnej, będziemy mówili prawnych regulacjach, które dotyczą patentów, prawa autorskiego oraz znaków autorskich) i czy da się coś zrobić, aby wyrwać te państwa z technologicznego zacofania.

Prawo patentowe nie ułatwia wzrostu gospodarczego

Obecna forma prawa patentowego, nie ułatwia wzrostu gospodarczego w rozwijających się krajach, często czyni go niemal niemożliwym. Jednym ze sposobów narzucania ochrony praw patentowych bogatych nacji jest porozumienie TRIPS (Porozumienie w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej), którego celem jest narzucenie wszystkim krajom, m.in. 20-letniego okresu, kiedy to patent obowiązywać ma bezwzględnie. Czas ten jest zdecydowanie zbyt długi. Zamiast zapewnienia możliwości uzyskania dochodów z nowego wynalazku jego twórcy, zapewnia mu długoletnią rentę i ograniczają możliwości pozyskania informacji, która jest obecnie tak ważna [Ha-Joon Chang, Źli Samarytanie, mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu, s. 232-233.]. Mamy aktualnie do czynienia z ogromnymi zmianami w światowej gospodarce, można by stwierdzić, iż zmienia się ona w gospodarkę wiedzy, w której rola informacji rośnie w zawrotnym tempie. Z pomocą Internetu dochodzi do kontaktu ludzi z różnych rejonów, a także do rozwoju idei. Wynalazek ten skrócił diametralnie czas potrzebny na komunikacje i umożliwia w zdecydowany sposób usprawnienia procesów gospodarczych i zarządzających. Jak zauważa Yogai Benkler:

„Sieciowo powiązana gospodarka informacyjna poprawia praktyczne zdolności jednostek w trzech dziedzinach, po pierwsze sprawia że mogą robić więcej i samemu, po drugie sprawia, że mogą robić więcej, ale w luźnym powiązaniami z innymi, nie muszą organizować stosunków z nimi za pośrednictwem systemu cen, (...) i po trzecie sprawia że mogą robić więcej, ale w organizacjach formalnych, które działają poza sferą działania rynku” [Yochai Benkler, The Wealth of Networks: How Social Production Transforms Markets and Freedom, Yale University press, new haven – Londyn, 2009 , s. 8].

Między Zachodem a Wschodem nasila się ekologiczny konflikt

Dzięki nieograniczonemu przepływowi wiedzy i rozpowszechnieniu jej, kraje mniej rozwinięte mogłyby czerpać z niej wiele korzyści. Co ważne, obecnie dostarczenie jej nic praktycznie nie kosztuje. Niestety korporacje zdają sobie sprawę, jak istotna jest wiedza i dokonują tzw. procesu grodzenia, korzystają one z interwencji państwa, aby ograniczyć możliwość korzystania z dóbr, próbując utrudniać cyrkulację wiedzy w każdy możliwy sposób [Ladislau Dowbor, Co to za gra? Nowe podejście do ekonomii,  s. 98-101.]. Jak zauważa zespół GROPAI z filii Wschód Uniwersytetu Sao Paulo [Gisele Craveiro, Jorge Machado, Pablo Ortellado, O mercado de livros técnicos e científicos no Brasil, GROPAI, USP Leste, São Paulo, 2008]:

„w ciągu jednego roku akademickiego studenci muszą wydać 3800 reali na książki, a 80% z nich pochodzi z rodzin o dochodach do pięciu płac minimalnych, co oznacza, że po prostu nie kupują oni książek. Ponadto nie ma reedycji 30% książek, jak również nie można ich kserować”.

Jak ma rozwijać się nauka w krajach Trzeciego Świata, skoro ludzi nie stać na nowe książki, a ich kserowanie jest zabronione? Jak mogą usprawniać się procesy produkcyjne i poprawiać jakość jednostek naukowych, skoro nie ma tam dostępu do tak podstawowego źródła wiedzy, jakim jest książka? Jednak prawa własności intelektualnej nie tylko utrudniają rozwój krajom ubogim, ale często przez nie, dochodzi do rzeczy znacznie gorszych.

W państwach Azji i Afryki, wśród biednych, najpopularniejszym składnikiem diety jest ryż, niestety nie zawiera on witaminy A. Jej niedobór doskwiera około 124 milionom ludzi. Z tego powodu rocznie umiera do 670 tysięcy dzieci poniżej 5 roku życia, a do tego kolejne 500 tysięcy traci bezpowrotnie wzrok. Aby zaradzić temu problemowi grupa naukowców pod kierownictwem Ingo Potrykusa i Petera Beyera postanowiła stworzyć ryż, w którym jest zawarty beta-karoten, dzięki czemu brak witaminy A w najważniejszym posiłku sporej części populacji przestałby być problemem. Prawo patentowe do tego ryżu posiada agencja Syngenta. W tym miejscu jawi się istotna kwestia, czy Syngenta powinna mieć prawo odmawiania produkcji na szeroką skalę ryżu, który może uratować życie milionów? Czy tego typu uprawnienie nie powinno być domeną publiczną, z której każdy może skorzystać, zwłaszcza, że badania nad tą technologią było subsydiowane przez wiele państw?

Pfizer chronił swoich interesów kosztem ludzi

Pytanie pierwsze jest szczególnie ważne ze względu na to, że wiemy, iż firmy zażarcie bronią swojego patentu, nawet jeśli jego złamanie mogłoby tanim kosztem pomóc rzeszom ludzi. Tego typu przypadkiem była słynna sprawa z 2001 roku, w której 41 firm farmaceutycznych pozwało RPA za to, że posiadało ono prawo krajowe niezgodne z porozumieniem TRIPS. Umożliwiało ono import leków z innych krajów, w których były one tańsze. Raport Oxfam dokładnie przybliża wyżej wymienioną sytuację:

„Leki przeciwgrzybicze, ważne w leczeniu chorób oportunistycznych związanych z HIV/AIDS również do niedawna były cenowo poza zasięgiem rządu RPA. Flukonazol, lek niezbędny w leczeniu kryptokokowego zapalenia opon mózgowych i pleśniawki przełyku, jest opatentowany przez firmę Pfizer w Republice Południowej Afryki do dnia 6 czerwca 2002 r. Cena flukonazolu we wrześniu 1999 r. wynosiła 9,34 USD za jednostkę, w porównaniu z 0,60 USD w Tajlandii. Organizacja Lekarze bez Granic oszacowała, że jeśli RPA miałaby importować generyczny flukonazol z Tajlandii, koszt leczenia 10000 pacjentów zmniejszyłby się z 34,8 mln USD do 2,16 mln USD za rok leczenia podtrzymującego”.

RPA wykorzystała okazję i postanowiła dokonać importu równoległego z Tajlandii, który miał na celu uczynienie możliwym leczenie chorób spowodowanych AIDS. W zamian RPA dostało pozew za naruszanie praw własności.

Prawo do nazwy ryżu basmati, to przykład wybitnego wyrachowania

Nie dość, że kancelarie prawnicze zachodnich korporacji pilnują, żeby nikt nie używał ich leków, nie uiszczając wcześniej odpowiedniej opłaty, to dodatkowo dokonują one prywatyzacji wiedzy powszechnej wśród ludzi z krajów Trzeciego Świata. Dobrym przypadkiem takiego procesu jest ryż basmati, który był wynaleziony w Indiach, a uprawiano go w regionie Basmati przez setki lat. Firma RiceTec postanowiła w 1997 opatentować swój ryż, który powstał na skutek połączenia amerykańskiej odmiany ryżu i ryżu basmati, który realnie nie różnił się niczym od tego dobrej jakości pochodzącego z Indii. Patent ten spowodowałby sytuację, gdzie w Ameryce żaden producent nie mógłby hodować tej rośliny, bez dokonania wcześniej opłaty na rzecz firmy RiceTec. Do tego silnie zagroziłoby to eksportowi Indii. W momencie otrzymania patentu RiceTec dostał również prawo do używania nazwy basmati, która jest powszechnie znana na całym świecie. Praktyczny tego skutek, mógłby być taki, że indyjscy rolnicy nie mogliby bez wcześniej opłaty eksportować tego towaru do Indii pod nazwą basmati, gdyż naruszałoby to prawa autorskie firmy RiceTec! Na szczęście w tym wypadku sprawa skończyła się pozytywnie, ze względu na ingerencję rządu indyjskiego w amerykańskim urzędzie patentowym. Niestety w wielu innych wypadkach, brak jest szczęśliwego zakończenia i wiele naturalnych leków albo nowych zastosowań już znanych substancji jest opatentowana w krajach zachodnich. Zaś ludzie, którzy są ich autorami, są zbyt biedni, aby móc się sprzeciwić takim praktykom.

Niezwykle ironiczne w całej tej sytuacji jest to, że restrykcyjne prawo intelektualne jest forsowane przez kraje, które podczas swojego rozwoju tak bardzo się nim nie przejmowały. W swoich książkach Ha-Joon Chang świetnie opisuje to, w jaki sposób USA albo kraje Europy (nie tak zaawansowane technologicznie jak ówczesna Anglia) podkradały zaawansowane technologie [Ha-Joon Chang, Źli Samarytanie, mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu, s. 218-231]. Posuwały się one nawet do zatrudniania szpiegów przemysłowych. Do tego powszechną praktyką była możliwość opatentowania wynalazku importowanego. Kraje, takie jak USA, Niemcy, Francja, Holandia czy Szwajcaria w momencie swojego rozwoju nie przejmowały się patentami i twórczo korzystały z osiągnięć technologicznych innych nacji. Jednakże później, gdy osiągnęły one wysoki stopień rozwoju, to rygorystyczne przestrzeganie praw własności intelektualnej stało się podstawą rozwoju i dobrostanu ich społeczeństw.

Zdaję sobie sprawę, że z mojej tyrady może wynikać, że jestem radykalnym lewakiem, który najchętniej zniósłby prawo własności. Jednak naprawdę nie jestem w swojej krytyce aż tak ekstremistyczny. Prawo własności intelektualnej czemuś służy i z pewnością przyczynia się do rozwoju, jednak bywa zbyt rygorystyczne i nieelastyczne, przynosząc więcej strat niż korzyści. Krajom rozwijającym powinno się pozwolić ustanowić zdecydowanie łagodniejsze prawa własności. Można rozważyć koncepcję Josepha Stiglitza, który proponował stworzenie organizacji międzynarodowej zajmującej się skupowaniem bardzo ważnych patentów (np. leki potrzebne do walki z AIDS), które przechodziłyby na domenę publiczną [Joseph Stiglitz, Making Globalization Work- Next Step to Global Justice, Allen Lane, London 2006, s.124.]. Ważnym jest również złagodzenie praw autorskich odnośnie książek naukowych w krajach Trzeciego Świata, zawarta w nich wiedza jest niezbędna, aby te mogłyby zacząć się rozwijać naukowo i technologicznie. Musimy zrozumieć, że ich postęp jest w naszym interesie, gdyż w przyszłości to właśnie one będą kupować leki, książki i inne rzeczy, do których wcześniej miały dostęp na preferencyjnych warunkach. Przykładem tego może być Japonia, która kiedyś pomysły i wiedze kradła od innych. Aktualnie płaci duże pieniądze za towary związane z nią i jest jednym z największych rynków na świecie. Nie mamy powodów, aby przypuszczać, że inne państwa postąpiłby inaczej.

Adam Suraj

 



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane