fbpx

Ostatnie kilka dni to narastająca debata na temat płacy minimalnej, która od początku 2022 roku ma wzrosnąć. To standardowa procedura, która jednak pobudza wyobraźnie wszystkich dookoła, również moją. Zwłaszcza że to wszystko zaczyna się chyba trochę wymykać spod kontroli.

Osobiście jestem zwolennikiem płacy minimalnej. Ma ona wiele zalet, które niewątpliwie poprawiają sytuację finansową wielu osób. Niemniej jednak uważam, że wysokość tej płacy ma pewne granice.

Rząd zaproponował, by płaca minimalna wynosiła od 2022 roku 3000 zł brutto. Związkowa Alternatywa uważa, że to za mało i pensja minimalna powinna wynosić ok. 3300 zł brutto. Co ciekawe, jeszcze dalej poszła Solidarność. Związkowcy z Solidarności chcą, by płaca netto wzrosła o 500 zł. Oznacza to, że wynosiłaby 2562 zł netto miesięcznie. To z kolei jest równoznaczne z pensją minimalną brutto w okolicach 3500 zł!

Niezależnie, którą z tych wartość weźmiemy pod rozważania, to będzie ona stanowiła ok. 50% średniej płacy, a raczej to będzie ponad 50% średniej. Dla związkowców jest to wartość, która musi zostać osiągnięta. Sęk w tym, że mam co do tego duże obiekcje. Średnia krajowa jest o tyle problematyczna, że nie jest wartością środkową. Około 67% Polaków zarabia mniej niż średnia krajowa. W związku z tym podnoszenie płacy minimalnej do poziomów 50%+ płacy średniej może wpłynąć na wynagrodzenia niemałej części pracujących. Oczywiście z perspektywy pracujących, to nie problem. Problem pojawia się z perspektywy pracodawców.

W sytuacji podniesienia pensji minimalnej do poziomów 3000 czy nawet 3300 zł brutto, wiele firm będzie zmuszone podnieść swoje świadczenia, by przyciągnąć specjalistów. Będą to robiły, gdyż raczej nieakceptowalne jest, że pracownik porządkowy w korporacji będzie zarabiać niewiele mniej niż specjalista pracujący w tej korporacji. Z tego powodu wynagrodzenia najprawdopodobniej zostaną podniesione. I nie traktuję tego jako wielki problem, ponieważ korporacje mają na tyle istotne zapasy gotówki i marże, że będą w stanie to bez problemu zrobić. Problem z płacą minimalną jest zupełnie gdzie indziej.

Płaca minimalna na poziomie 60% mediany. Pomysł na walkę z ubóstwem wśród pracowników

W Polsce jest ok. 1,6 mln samozatrudnionych. Zwracałem niejednokrotnie uwagę na to, że ich liczba to efekt patologicznego systemu podatkowego. W skrócie wiele osób woli przejść na samozatrudnienie niż pracować u pracodawcy na umowę o pracę. Robi dokładnie to samo, dokładnie dla tego samego podmiotu, a płaci mniejsze podatki. Niemniej jednak są też firmy, które zatrudniają pracowników. Są także małe spółki, które rozwijają swoje biznesy, by móc prowadzić dalszą rynkową ekspansję. I tutaj będę trochę własnym adwokatem, ale też przedstawię problem z perspektywy nie tylko teoretyka, ale i praktyka.

Prócz tego, że od czasu do czasu coś napiszę, to na co dzień zarządzam bardzo młodą spółką, która zatrudnia kilka osób. Staramy się dawać jak najlepsze świadczenia naszym dziennikarzom, gdyż mamy świadomość, że w naszym fachu liczy się przede wszystkim kapitał ludzki. I chętnie płacilibyśmy więcej oraz dawali możliwie najlepsze formy zatrudnienia. Nie jest to jednak łatwe dla tak młodego podmiotu. Co gorsza, staje się to coraz trudniejsze.

By zapłacić pracownikowi 3000 zł brutto, pracodawca musi ponieść koszty przekraczające 3600 zł, a pracownik dostanie do ręki 2200 zł. Z tej przyczyny wielu pracowników w wielu firmach nie chce pracować na umowę o pracę. Woli umowy zlecenie lub umowę B2B. Przy płacy minimalnej klin podatkowy wynosi blisko 40%! To jest bardzo dużo. Pracodawca ponosi o wiele wyższe koszty niż środki, które otrzymuje pracownik. Z tej przyczyny uważam, że należy się obecnie przede wszystkim skupić na redukcji klina podatkowego dla najmniej zarabiających. Tym samym, koszty pracodawców nie będą tak rosły, a pracownicy dostaną wyższe świadczenia. Szybkie podwyższanie płacy minimalnej utrudni tylko sprawę. I nie mówię tutaj o potężnych korporacjach. Je stać na takie podwyżki, z resztą w dużych firmach waloryzacja świadczeń dla specjalistów jest co roku. Staję jednak w obronie małych firm, bo wiem, że robi się to dla nich problematyczne.

Emerytura obywatelska – komu się opłaca, a kto straci?

Co więcej, umowy cywilnoprawne mają być praktycznie w całości zredukowane w formie, w jakich je znamy. Tym samym małym firmom zostaną przede wszystkim umowy o pracę. Nie jest to złe rozwiązanie, bo nasz rynek pracy miał problemy z masową liczbą umów cywilnoprawnych. Niemniej jednak nie możemy tak szybko podnosić kosztów zatrudnienia, zwłaszcza dla młodych firm. Skąd te firmy mają wziąć kapitał na rozwój i opłacenie pracowników? Czym innym są korporacje, a czym innym młode, rozwijające się podmioty. Z tej przyczyny, zamiast mówić o płacy minimalnej rosnącej do nieba, sugeruję, by skupić się na obniżeniu klina podatkowego. Wszak 40% przy płacy minimalnej to istna patologia. Są pewne próby poprawienia tego stanu rzeczy w Nowym Ładzie, ale to ciągle za mało. Przy tak dużym klinie podatkowym na najniższych płacach dochodzimy do sytuacji loss – loss. Pracodawcy ponoszą wysokie koszty pracy, a pracownicy otrzymują niskie wynagrodzenia. Jedynym zwycięzcą w tej zabawie jest budżet państwa. Nie jestem pewien, ale to chyba nie powinno tak wyglądać.

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane