fbpx

Niedawno zostały opublikowanie wyniki badania przeprowadzanego przez pracownię Axios/Momentive, z którego wynika, że aż 51% Amerykanów w wieku od 18 do 34 lat pozytywnie ocenia socjalizm. Pod postami z tą informacją zawrzało. Komentujący zaczęli pisać o upadku Ameryki, o tym, jak łatwo jest żyć za cudze pieniądze, o tym, że jak zobaczą ocet na pułkach sklepowych, to szybko zmienią zdanie. Uważam, że Polacy są Stanami Zjednoczonymi niesamowicie oczarowani, często patrzą na tej kraj z ogromnym respektem w oczach, a bogactwo obywateli USA obrosło legendami. Niestety Ameryka pełna pięknych, zamożnych ludzi to mit, bo Stany Zjednoczone to bogaty kraj biednych ludzi, którzy chcą zmian w systemie.

Na początku chciałbym sprecyzować ważną rzecz przed omówieniem kilku elementów, które w kraju Wuja Sama nie działają. Gdy ludzie mówią tam, że lubią socjalizm, nie oznacza to chęci wprowadzania gospodarki centralnie planowanej rodem ze Związku Radzieckiego. Z czasem pojęcia ewoluują, socjalizm większość ludzi w Ameryce pojmuje raczej w inny, prostszy sposób. Rozumienie tego terminu można opisać w największym skrócie jako „państwo robi rzeczy”. Obywatele najbogatszego kraju świata nie chcą gospodarki nakazowo-rozdzielczej, zdecydowanie bardziej chcieliby, żeby ich kraj wyglądał jak Szwecja albo Dania. Chcą publicznej służby zdrowia, pracy, mniejszych nierówności czy państwa, które buduje mieszkania. Dlaczego im na tym zależy? Tak naprawdę, w dużym skrócie, wolny rynek okazał się dla nich wielkim zawodem i to z różnych powodów.

Jednym z najsłynniejszym elementów PRL były kartki na podstawowe artykuły, takie jak żywność. Gospodarka centralnie planowana miała problemy z odpowiednią produkcją tych dóbr w szczególności pod koniec swojego istnienia. Jednak to przeszłość, stare złe czasy, które już nie wrócą. Co jeśli wam powiem, że kartki na żywność są podstawą przeżycia 47 milionów Amerykanów?! W USA istnieje tzw. SNAP, czyli Program Wspierania Żywienia, do którego może zgłosić się każdy zarabiający poniżej 130% granicy ubóstwa (około 2252 dolarów miesięcznie). Kiedyś w jego ramach dostawało się kartki, teraz otrzymuję się kartę EBT (electronic benefit transfer), na którą co miesiąc przekazywane są odpowiednie środki. Ważnym jest, że mogą one być przeznaczone tylko na żywność, a sami obywatele zgłaszający się do programu są przepytywani w celu upewnienia się, że pieniądze te są im potrzebne. Na program w 2018 roku amerykański rząd wydał 57,1 miliarda dolarów. Absurd tej sytuacji przechodzi ludzkie pojęcie. Kraj, który wygrał drugą wojnę światową, zimną wojnę, ma największy wojskowy budżet na świecie, nie jest w stanie zwyciężyć w wojnie z głodem i musi wydawać ogromne środki pieniężne, żeby ludzie nie głodowali.

II RP była państwem oligarchicznym o bardzo dużych nierównościach

Amerykańska służba zdrowia jest legendarnie zła, nie ma na świecie drugiej tak drogiej i nieefektywnej opieki zdrowotnej. Szpitale i infrastruktura są w rękach prywatnych. USA jako jeden z niewielu krajów bogatych na świecie nie ma publicznej służby zdrowia. Na opiekę zdrowotną rocznie przeznaczane jest aż 18% PKB w postaci wydatków prywatnych i publicznych. Polski system opieki zdrowotnej może nie jest najlepszy, ale ma nad tym amerykańskim kilka przewag, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Weźmy przykładowo tak banalną rzecz jak jazda karetką. W Polsce, jak jesteś w bardzo złym stanie zdrowotnym, dzwonisz po karetkę, ona przyjeżdża po ciebie i zawozi do szpitala. W Nowym Jorku jest podobnie, ale z jedną dość istotną różnicą, musisz potem zapłacić za ten przewóz od 775 do 900 dolarów, no chyba, że przyjedzie do ciebie ambulans bardziej zaawansowany, wtedy będzie to koszt od 1310 do 1525 dolarów. Jeśli mieszkasz w tej wielkiej metropolii i nie stać cię na ubezpieczenie zdrowotne, módl się o zdrowie, bo w innym wypadku może być z tobą naprawdę krucho. Nie tylko usługi medyczne są bardzo drogie, z lekami wcale nie jest lepiej.

W USA około 35 milionów ludzi cierpi na cukrzycę, z czego jedna trzecia z nich potrzebuje insuliny, aby uczynić ich chorobę znośną. W Stanach Zjednoczonych koncerny farmaceutyczne broni bardzo restrykcyjne prawo patentowe zapewniające im możliwość ustanawiania cen na dowolnym poziomie. W taki sposób dawka insuliny kosztuje w tym kraju od 175 do 300 dolarów, a takich racji trzeba kupić kilka, bo większość osób chorujących na cukrzycę potrzebuje kilku doz w miesiącu. W Polsce, jeśli chcielibyśmy zakupić środki o takiej samej skuteczności, powinniśmy się przygotować na wydatek rzędu od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Do tego wszystkiego, mimo tego że ochrona zdrowia pochłania tak wielki procent PKB, średnia długość życia pozostawia wiele do życzenia. W Stanach Zjednoczonych wynosiła ona w 2018 roku około 78,7 lat, a na Kubie, wielokrotnie biedniejszym kraju, wynosiła około 78,8 lat. Ta socjalistyczna wyspa z wydatkami na poziomie 10% ichniejszego PKB zapewnia swoim obywatelom minimalnie dłuższe życie niż najbogatszy kraj świata.

Nigdy w historii badań tak niewielu Amerykanów nie posiadało tak wiele

Swoją drogą, jak na kraj znany z dobrobytu ekonomicznego, jest tam zaskakująco dużo ludzi biednych. Aż 61% Amerykanów nie może sobie pozwolić na nieoczekiwany wydatek w wysokości 1000 dolarów. Czterech na dziesięciu obywateli USA ma trudności z opłacaniem tak podstawowych potrzeb jak jedzenie, mieszkanie, opieka zdrowotna. Jeden na sześciu mieszkańców Stanów Zjednoczonych jest zagrożonych głodem. Jedna trzecia osób twierdzących, że nie stać ich na artykuły gospodarstwa domowego twierdzi, że myje się bez mydła lub używa pieluch wiele razy, aby zaoszczędzić pieniądze. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, bo nierówności w kraju Wuja Sama są naprawdę ogromne. Wskaźnik Giniego dla tego kraju wynosił w 2018 roku aż 0,49 (dla porównania w Polsce wynosił on w tym samym roku 0,28). Co z tego, że mają oni największy PKB na mieszkańca na świecie, kiedy bogactwo jest skoncentrowane w rękach niewielu ludzi. Nierówności dochodowe powodują w tym kraju wiele różnych problemów, ale kwestia ta została poruszona przeze mnie w innym artykule, więc nie będę ich tutaj szczegółowo omawiał. Najważniejsze jest to, że ogromne nierówności ekonomiczne przekładają się na równie ogromne problemy społeczne, które trapią tamten kraj.

USA jest o tyle dziwnym gospodarczo krajem, że istnieją w nim dwa równoległe systemy gospodarcze: kapitalizm dla biednych i socjalizm dla bogatych. Klasa społeczna ma ogromne znaczenie na jakość życia w Stanach Zjednoczonych, a do tego pozwala skutecznie unikać ryzyka, z którym każdy zwykły człowiek zmaga się na co dzień. Najlepszy tego obraz przedstawia to, co się stało w tym kraju po kryzysie w 2008 roku. Banki udzielały kredytów hipotecznych w ogromnych ilościach, bardzo często osobom, które nie były w stanie ich spłacić. System ten miał działać dzięki łączeniu wielu aktywów w jeden (sekurytyzacja) i ubezpieczaniu się wielkich instytucji finansowych u innych organizacji. Nic nie miało prawa pójść źle, a jednak, jak każdy wie, tak się właśnie stało.

Wybuchł największy od 1929 roku kryzys ekonomiczny, podczas którego PKB gwałtownie spadał. Mnóstwo zwykłych ludzi straciło pracę. Czy osoby winne tej gospodarczej katastrofy poniosły jakąkolwiek odpowiedzialność? Skądże, rząd wpompował ogromne środki pieniężne przez Bank Centralny w ramach luzowania ilościowego. Polegało to na tym, że FED wykupował za ogromne pieniądze aktywa, które były nic nie warte, aby sektor bankowy mógł odzyskać płynność. Menedżerowie znowu mogli sobie przyznać premie za świetne zarządzanie aktywami, a sam system finansowy, jak był zderegulowany, tak takim pozostał. Choć muszę przyznać, że to nie do końca prawda, że nikt nie poniósł za to odpowiedzialności, bo takie osoby istnieją. Głównie są to ludzie, którzy stracili pracę i amerykańscy podatnicy, którzy musieli łożyć ogromne środki, aby utrzymać system pełen firm zbyt wielkich, by upaść. Jest w tym wszystkim coś naprawdę odrażającego. Często mówi się, że prezesi wielkich firm muszą zarabiać nawet kilkadziesiąt razy więcej od zwykłego pracownika, bo ponoszą zdecydowanie większą odpowiedzialność. Jak wykazała sytuacja kryzysowa, ta ich odpowiedzialność jest jedynie na papierze.

Podsumowując ten artykuł, Amerykanie mają naprawdę dobre powody, by być rozczarowanymi kapitalizmem, jaki znają. Kiepska służba zdrowia, spore poziomy biedy względnej i bezwzględnej, a przede wszystkim ogromne uprzywilejowanie ludzi na samej górze hierarchii społecznej niespotykane praktycznie w żadnym innym kraju rozwiniętym. Z tych powodów, zamiast im się dziwić, powinniśmy się starać zrozumieć ich niezadowolenie i zobaczyć, że ich myślenie ma naprawdę racjonalne podstawy.

Adam Suraj



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane