fbpx

Słyszeliście, jak drogi jest bób? Na niektórych bazarach jego cena osiągnęła astronomiczne 42 zł za kilogram, kto to słyszał, żeby za zielsko płacić tyle pieniędzy. W ogóle absolutnie wszystko drożeje. Przekłada się to na spadek wartości i tak już małych pensji Polaków. Do tego cała ta sytuacja jest winą rządu, który swoim rozdawnictwem oraz złą polityką gospodarczą pogarsza życie milionów Polaków. Takie oto wypowiedzi ostatnio zalały Internet, w tym wiele portali ekonomicznych. Wielu ludzi tworzy posty, a nawet artykuły o tym, jak rok temu za zakupy zapłaciliby 100 złotych, a teraz musieli wyjąć z portfela sumę kilka razy wyższą. Strach przed inflacją opanowuje społeczeństwo, a naprawdę nie ma się czego bać.

Muszę przyznać, faktycznie istnieją dobre dowody na to, że wysoka inflacja ma złe gospodarcze skutki. Pozwolę sobie wymienić kilka podręcznikowych przykładów. Weźmy choćby takie niepozorne koszty tworzonę przez inflację, jak koszt zdzieranych zelówek oraz koszt zmienianych jadłospisów. W pierwszym dochodzi do tego, że przez wysoką inflację robimy zakupy zdecydowanie częściej. Gdy wartość nabywcza pieniądza spada drastycznie, trzeba szybko kupować, bo 100 zł dzisiaj może być warte połowę tej kwoty za miesiąc. W drugim chodzi o to, że gdy ceny w gospodarce szybko rosną, trzeba częściej je zmieniać na danych produktach. Ekspedientki pracujące w marketach muszą poświęcać zdecydowanie więcej czasu na chodzenie po sklepie i zmienianie nalepek na produktach, restauratorzy częściej muszą nanosić zmiany w menu. Koszty te mogą się wydawać niewielkie, jednak w skali całej gospodarki przekładają się na miliony zmarnowanych godzin i ogrom niepotrzebnych wydatków.

Jednak negatywne skutki wysokiej inflacji przekładają się również na inne mniej zabawnie brzmiące problemy. Choćby przez nią dochodzi do problemu zmniejszenia się efektywności działania systemu cen. Najwięksi zwolennicy kapitalizmu, tacy jak Milton Friedman albo Friedrich von Hayek, jego efektywność widzieli właśnie w systemie cenowym. W nim znajduje się rozproszona wiedza całego społeczeństwa. To z jego pomocą można dojść do tego, w co powinno się inwestować, jakie towary konsumować itd. W wypadku wysokiej inflacji, trudno jest określić przyszłą sytuację, przez co przedsiębiorcy wstrzymują się z dokonaniem inwestycji gospodarczych. Zostają oni pozbawieni narzędzia, z którego wcześniej korzystali, aby ustalić, czy dana inwestycja będzie rentowna. Do tego nie wiedzą, czy ceny danych towarów rosną z powodu tego, że produkcja danego dobra stała się bardziej kosztowna, czy po prostu jest to efekt wzrostu ilości pieniądza w gospodarce. Również konsumenci dokonują wyboru produktów i usług bardzo zdezorientowani cenami zmieniającymi się jak w kalejdoskopie. Doprowadza to do nieefektywnej alokacji zasobów w gospodarce jako całej, która utrudnia wzrost gospodarczy i polepszenie się dobrostanu społeczeństwa.

Prognozy NBP: inflacja i wzrost PKB wyższe niż oczekiwano

Wysoka inflacja zniechęca również do oszczędzania. W wypadku, gdy ceny rosną w ogromnym tempie, nie opłaca się oszczędzać pieniędzy. Żaden bank w takiej sytuacji nie zaoferuje nam takiego procentu, który umożliwi chociaż utrzymanie wartości pieniędzy. Jednak wszystkie te problemy towarzyszą wysokiej inflacji, pokroju 40% rocznie. To właśnie taki poziom inflacji powoduje opisane niedogodności. W obecnej Polsce mamy inflację na poziomie 4,8%. Jest to wynik z przedziału inflacji pełzającej, czyli najniższej kategorii inflacji, której pod żadnym względem nie można nazwać wysoką.

Jednak co z tego, że inflacja jest niska, jak przez nią pensje ulegają realnemu zmniejszeniu. Z takim myśleniem jest malutki problem, otóż jest ono fałszywe. W Polsce przez ostatnie lata pensje realne rosną. Jak raportuje GUS odnośnie do wzrostu płac w pierwszym kwartale 2021 roku:

„Wystąpił (...) wzrost wynagrodzeń o 6,6%, tj. o 350 zł brutto rok do roku. Odnotowano także wzrost wynagrodzeń w stosunku do poprzedniego kwartału o 4,1%, tj. o 223,6 zł”.

Tak samo grupa emerytów i rencistów, którą często podaje się jako tę poszkodowaną przez inflację jest przed nią ustawowo chroniona. Emerytury i renty są waloryzowane co roku przynajmniej o wskaźnik cen konsumpcyjnych oraz jedną piątą wzrostu płac. Starzy i schorowani mogą więc spać spokojnie.

Jedynymi faktycznie poszkodowanymi mogą być osoby, które żyją z cudzej pracy. Rentierzy, którzy wynajmują mieszkania mogą być zniesmaczeni całą sytuacją, jednak stanowią oni w Polsce naprawdę małą grupę. Do tego ceny mieszkań rosną dramatycznie, więc niedługo za nimi i tak wysokie czynsze pójdą w górę. Nawet oni nie będą mieli na co narzekać.

Inflacja w Polsce pow. 5%! Druga największa w UE

Ja wiem, że dla wielu ludzi PiS to największe zło w obecnej Polsce, jednak może nie warto ich obwiniać za każdą rzecz, która dzieje się w naszym kraju. Nowe badania dotyczące tego, jak funkcjonuje pieniądz wskazują na jego endogeniczność. Prostszymi słowami oznacza to, że inflacja wynika nie tylko z działania państwa, ale również z zachowania banków oraz innych prywatnych podmiotów. Banki kreują pieniądz ex nihilo, podczas udzielania kredytów powstaje dodatkowy pieniądz w gospodarce. Jeśli przedsiębiorcy będą zgłaszać popyt na kredyt większy niż wcześniej, kreacja pieniądza również wzrośnie, tak samo jak inflacja.

Prywatne przedsiębiorstwa także przyczyniają się do powstawania inflacji w inny sposób. Jak zauważa Wojciech Morawski, gospodarka kapitalistyczna na przełomie wieku XIX i XX diametralnie się zmieniła. Przekształciła się ona z kapitalizmu konkurencyjnego w kapitalizm monopolistyczny, w którym miejsce małych zakładów zastąpiły wielkie przedsiębiorstwa. Firmy posiadające wpływ ekonomiczny zamiast zmniejszać ceny podczas kryzysu, starają się dostosowywać poziom produkcji. Do tego, jeśli robią cokolwiek z cenami, to jedynie je podwyższają. W taki sposób ceny zamiast systematycznie maleć tak jak w dziewiętnastym wieku, w dwudziestym zaczęły systematycznie rosnąć. Niektóre oligopole cieszą się szczególnym wpływem ekonomicznym, takim jest choćby OPEC. Jego decyzja z lat 70. o drastycznym podniesieniu cen ropy, spowodowała wielki kryzys gospodarek zachodnich, określany fachowo przez ekonomistów jako kryzys stagflacji (inflacja i bezrobocie rosły wtedy w górę).

Ropa i inne surowce głównymi winowajcami

Nieprzypadkowo wspomniałem o ropie, bo obecnie wzrost cen benzyny przyczynia się do ogólnego podniesienia cen w Polsce. Inflacja kosztowa bardzo często umyka komentatorom zajmującym się inflacją, a w najbliższych czasach będzie ona coraz ważniejsza. Zmiany klimatycznie i towarzyszące im pogarszanie się stanu gleb na całym świecie, przyczyniają się do powstającego problemu żywnościowego. Jak podaje Międzynarodowy Panel ds. Zmian Klimatu:

W niektórych rejonach Europy fale wysokich temperatur obniżyły w tym roku (2019) zbiory nawet o połowę”.

Do tego dochodzi do wyczerpywania się złóż ważnych minerałów używanych w urządzeniach, z których korzystamy każdego dnia takich jak piasek, platyna czy właśnie ropa. Logicznym jest, że im mniejsza podaż danego towaru, tym wyższa jego cena. 

Inflacja w przeciwieństwie do deflacji jest pozytywna dla gospodarki

Jednak dla mnie nic nie jest tak irytujące w mówieniu o inflacji, jak pomijanie faktu, że niski wzrost cen ma pozytywne skutki dla gospodarki w stanie kryzysu i oznacza, że się ona rozwija. Największy kryzys i spadek PKB nie ma miejsca w krajach z niską inflacją, a w tych z deflacją. To właśnie Włochy (kraj z deflacją) podczas pandemii gospodarczo najbardziej ucierpiał, a nie Polska. Wydawać się może to szalone, ale niska inflacja powoduje zarówno wzrost gospodarczy, jak i wzrost inwestycji. Oznacza ona, że mimo tego, że jest źle, ludzie konsumują i gospodarka idzie do przodu.

Deflacja w przeciwieństwie do niskiej inflacji jest naprawdę szkodliwa dla gospodarki. John Maynard Keynes obserwując to, co działo się podczas wielkiego kryzysu, zauważył i opisał zjawisko paradoksu oszczędności. Opiera się on z grubsza na tym, że gdy ceny maleją, gospodarstwa domowe odkładają swoje wydatki na później. Po co kupować telewizor teraz, skoro za miesiąc też można to zrobić, ale za niższą cenę. Przedsiębiorstwa odczuwają spadek popytu, więc zmniejszają produkcję, a jak to nie pomaga to również ceny. Inwestycje maleją, bo kto by inwestował przy spadku zainteresowania jego produktami. Skoro inwestycje i produkcja maleją to zatrudnienie również. Ceny nadal spadają, więc jeszcze więcej gospodarstw domowych postanawia odłożyć wydatki na później, do tego rośnie liczba ludzi bez pracy, jeszcze bardziej zmniejszając zagregowany popyt. Powstaje tutaj swoista deflacyjna pętla, która doprowadza do utrzymania się depresji gospodarczej. Swoją drogą sytuacja ta pokazuje świetnie, że decyzje optymalne z punktu jednostki, nie muszą takie być z punktu całego społeczeństwa.

Deflacja jest szczególnie niebezpieczna w wypadku kryzysu gospodarczego. Irving Fisher, znany głównie ze swojego równania ilościowego, które stało się jednym z podstawowych argumentów antyinflacjonistów, po wielkim kryzysie opisał ciekawe zjawisko tzw. deflacji długu. Fisher był znanym liberałem, który stracił oszczędności życia podczas kryzysu 1929 roku, wtedy też stał się zdecydowanie bardziej sceptyczny wobec doktryny liberalnej.

Często powtarzanym przez niektórych ekonomistów twierdzeniem jest to, że deflacja pomaga podczas kryzysu, gdyż zwiększa ona wartość majątków. Dzięki temu podmioty prywatne mogą sprzedać swoje aktywa, zyskać sporo pieniędzy i wznowić swoją działalność. Problemem w takim myśleniu jest to, że pomija ono zupełnie rolę systemu finansowego w gospodarce. Przedsiębiorstwa, tak jak i konsumenci, obciążone są kredytami, które trzeba spłacać z miesiąca na miesiąc, gdzie sprzedaż aktywów może trwać latami (zwłaszcza podczas kryzysu, gdzie popyt jest na niskim poziomie). Deflacja powoduje naturalnie podniesienie się realnej stopy procentowej, co przekłada się na to, że trzeba płacić bankowi realnie więcej pieniędzy. Nie muszę chyba dodawać, jak szkodliwe dla przedsiębiorstw odczuwających brak zbytu jest zwiększenie się kosztów. Właśnie z tego powodu inflacja może być zbawienna dla wielu przedsiębiorstw podczas kryzysu.

Strach przed inflacją, jaką obecnie mamy w kraju, jest zupełnie irracjonalny, naprawdę nie ma się czego obawiać. Pensje rosną, gospodarka zaczyna budzić się do życia po pandemii. Zamiast bać się o inflację, powinniśmy się cieszyć. W końcu jest szansa, że wrócimy do starego dobrego świata sprzed pandemii.

Adam Suraj

 



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane