fbpx

W polskiej debacie publicznej panuje mylne przekonanie, że to właśnie państwo jest głównym kreatorem pieniędzy. Wielu dziennikarzy, nawet tych związanych z ekonomią, jest przekonanych, że to właśnie rząd niszczy złotego przez drukowanie gotówki.

Ten trend bardzo dobrze widać w artykule z portalu RMF24. Jego autor opisał to, jak w 2020 roku NBP dodrukował 66 miliardów złotych gotówki. Michał Zieliński zrobił to w bardzo ładny, ale jednocześnie trochę wyolbrzymiający sposób. Mimo tego do fragmentu „jak to się skończy”, w tekście wszystko jest zgodne z prawdą. Niestety w podsumowaniu napisał o rzekomych skutkach tej polityki, takich jak wysoka inflacja:

„Należy się jednak obawiać, że jest tylko kwestią czasu, kiedy pieniądze zaczną krążyć szybciej i inflacja przyspieszy”.

Łączna kwota środków na kontach bankowych w lipcu 2019 roku wynosiła 1262 miliardy złotych, a w tym samym czasie łączna ilość gotówki w gospodarce wynosiła 228 miliardów złotych. Zamiast więc przyglądać się temu, jak państwo drukuje gotówkę (zresztą bardzo często ze względu na rosnącą ilość środków w depozytach), powinniśmy pochylić się nad bankami, bo naprawdę warto. Banki komercyjne są największymi kreatorami pieniędzy w polskiej gospodarce i to one systematycznie zwiększają ilość pieniędzy w obiegu. 

Nie da się rozmawiać o systemie bankowym bez skomplikowanych, często wieloznacznych terminów. Z tego powodu jestem zmuszony zatrzymać cię na chwilę Czytelniku i objaśnić kilka rzeczy. Gdy używam wyrazu gotówka, mam na myśli banknoty lub bilon. Pod określeniem pieniądz ukrywa się tzw. pieniądz bankowy, czyli wszystkie złotówki na kontach bankowych. Nie mają one formy fizycznej. Obecnie istnieją jedynie jako elektroniczny zapis na komputerze. Ostatnim ważnym elementem są rezerwy. Są to środki, jakie każdy bank posiada na koncie w banku centralnym. Nie są one użyczane klientom, służą one jedynie do regulowania przepływów pieniędzy między bankami komercyjnymi. Gdy klient banku o nazwie Agrest przeleje 2000 zł do banku Beton, najpierw informacja o tym zostanie przekazana z pierwszego do drugiego banku. W pierwszym dojdzie do odjęcia z konta klienta 2000 złotych, w drugim do dodania tej kwoty do jego rachunku. Podczas tego procesu Agrest przekaże 2000 złotych rezerw do Betonu. Dzieje się tak zawsze, gdy dokonywany jest przelew z jednego do drugiego banku. Skoro fundamenty teoretyczne są już za nami, możemy przejść do omówienia tego, jak banki nie działają.

Popularna historia nie do końca taka prawdziwa

Popularna historyjka o działaniu banków brzmi mniej więcej tak, banki przyjmują od klientów depozyty, następnie z środków, jakie dali im klienci, udzielają kredytów. W tej bajce banki są tylko pośrednikami, zarabiającymi na różnicy między procentem, jaki płacą za oszczędności, a procentem, jaki muszą uiszczać kredytobiorcy. Problem w tej historii jest taki, że prawdziwa sekwencja wydarzeń ma odwrotną kolejność. Bank najpierw musi udzielić kredytu, aby powstał jakikolwiek depozyt. Gospodarstwo domowe, które zamiast wydawać środki na zakupy, postanawia oszczędzać je na koncie w banku, nie przyczynia się do zwiększenia możliwości kredytowych banku.

Jednak, czy tak się dzieje? Wyobraźmy sobie Jana Kowalskiego, który już od jakiegoś czasu marzy o swoim własnym domu. Ostatnio znalazł dobrze płatną pracę i postanawia zaciągnąć kredyt na zakup lokum. Jan idzie do banku Agrest i składa wniosek o kredyt na 100 tysięcy złotych, co spotyka się z pozytywną reakcją banku. W tym właśnie momencie dochodzi do kreacji pieniądza. Bank tworzy depozyt dla Jana Kowalskiego, na którym pracownik instytucji używając klawiatury wpisuje 100 tysięcy złotych, w tym samym momencie powstaje jeszcze jedno konto, na którym zapisany jest dług wobec banku, jaki posiada nasz Janek. Jak widzimy, najpierw potrzebny był kredyt, aby jakiś depozyt mógł w ogóle powstać. W zasadzie zdecydowana większość pieniędzy, z jakich dzisiaj korzystamy, jest pieniądzem, który powstał, bo jakiś Jan Kowalski postanowił wziąć kredyt. Według raportu Banku Anglii:

„Spośród dwóch rodzajów szerokiego pieniądza, depozyty bankowe stanowią zdecydowaną większość – 97% kwoty znajdującej się obecnie w obiegu”.

Na początku jest trudno w to uwierzyć. Wynika to zapewne z faktu, że koncepcja powstania pieniądza promowana w debacie publicznej nie ma nic wspólnego z prawdą. Każdy chyba zna tę oklepaną historię. W niej na samym początku istniał barter, w którym ludzie wymieniali się dobrami za dobra. Jednak system ten powodował wiele problemów. Przykładowo, jeśli chciałbym wymienić z kimś jajko za kurę, to musiałbym znaleźć kogoś, kto jednocześnie potrzebuje jajek i ma do sprzedania kurę. Ze względu na to, ludzie zaczęli szukać dobra, które każdy by akceptował. W taki sposób narodziły się pierwsze monety, robione z drogich, pożądanych kruszców. Dzięki temu, jeśli potrzebowałem kur, wystarczyło, że sprzedałem na rynku jajka, a za pieniądze uzyskane ze sprzedaży kupiłem sobie kurę. Historia brzmi przekonująco, ale głównie z tego powodu, że żyjemy w czasach, w których kapitalistyczny sposób produkcji jest dla nas oczywistością. W dawnych czasach, kiedy dominowały małe społeczności ludzkie, coś takiego jak rynek praktycznie nie istniało. Ludzie wtedy zaspokajali większość swoich potrzeb w ramach gospodarstwa domowego.

Dług istniał na długo przed handlem

 

Z kolei dług istniał zdecydowanie przed pierwszą wymianą towarowo-pieniężną. Z badań Davida Graebera przedstawionych w książce: Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat wynika, że dług był bardzo powszechnym zjawiskiem już w starożytności. Tak powszechnym, że nawet powstające religie korzystały z określeń wcześniej ukształtowanych przez relację długu. Takie słowa jak wina, grzech, odkupienie mają swoją genezę w słowach określających relacje, które tworzy dług. Pieniądz powstał jako forma zmaterializowanego długu. W Mezopotamii istniały gliniane tabliczki, które zawierały zapisy wartości danych dóbr wyrażonych w kategoriach pieniężnych. Pieniądz miał ułatwić spłacanie i rejestrowanie długu.

Do tego wszystkiego zdecydowanie przeceniamy istnienie pieniądza w postaci złotej monety. Dług zazwyczaj przyjmował inne formy, jedną z takowych był rabosz. Rabosze były kawałkami drewna, na których kredytodawca nacinał zobowiązanie, jakie posiada dłużnik. W momencie spłaty przez tego drugiego zobowiązania rabosz się łamało. Jednak często dochodziło do tego, że rabosz funkcjonował jak nasza współczesna gotówka i płacono nim za różne towary.

Na dodatek złote monety miały większą wartość niż metal używany do ich produkcji. Kłóci się to z teorią, według której monety były po prostu towarami, których każdy pożądał. Bilon ten miał ogromną wartość społeczną, dzięki instytucjom, które go tworzyły i gwarantowały możliwość korzystania z niego na co dzień. Królowie i inni rządzący szybko pojęli, jak ważną rolę społeczną ma pieniądz i postanowili się na nim dorobić. Przez okres średniowiecza dochód z kreacji pieniądza (tzw. seniorat) stanowił sporą część budżetu ówczesnych państw. Jak pisze Andrzej Sopoćko:

„Jego [pieniądza] wartość określały potrzeby gospodarcze. Dochody z senioratu powstawały niejako przy okazji, jako różnica między tak ukształtowaną wartością pieniądza, a kosztami jego produkcji”.

Pieniądz to dług

Pieniądz był i jest długiem. W obecnej gospodarce to się nie zmieniło. Podczas udzielania kredytu bank zobowiązuje się do tego, że na życzenie klienta przeleje pieniądze na dowolne konto. Tak samo składa obietnicę, że jeśli klient będzie chciał, to bank wypłaci mu środki w gotówce. Klient z kolei przyrzeka, że spłaci swoje „grzeszne” długi w terminie. Skoro to już wiemy, łatwiej będzie nam zrozumieć, co się dzieje w momencie spłaty kredytu.

Wyobraźmy sobie teraz, trochę bardziej skomplikowaną sytuację, w którą znów będzie uwikłany Jan Kowalski. Jan wygrał na loterii 100 tysięcy złotych w tym samym miesiącu, w  którym zaciągnął kredyt. Jednak Janek pieniądze z loterii trzyma nie w banku Agrest, ale w banku Beton ze względu na to, że mają tam naprawdę świetną obsługę. Kowalski postanawia spłacić kredyt i zleca przelew na 100 tysięcy do banku, w którym ma dług. W tym momencie dochodzi do przelewu rezerw między bankami oraz do umorzenia kredytu. Dla czujnie obserwującego Jana doszło tutaj do zniknięcia pieniędzy. Pieniądze, za które Janek spłacił kredyt, nie pojawiają się już nigdzie (przypomnę tutaj, że rezerwy to nie pieniądz i nie można za nie nic kupić, ani nikomu ich pożyczyć). Nie ma on już długu, tak jak już nie ma pieniędzy, które wcześniej powstały podczas udzielenia mu kredytu. Pieniądz jako elektroniczny symbol długu znika w momencie jego spłacenia, tak jak grzech znika w momencie wybaczenia. 

Nie taka inflacja straszna, jak ją malują

Z przedstawionego tutaj systemu bankowego wynika, że przypomina on, jak to określił Jacek Chołoniewski, dziurawe wiadro, z którego cały czas wylewa się woda, więc trzeba ją stale dolewać (nowe kredyty to dolewanie wody do wiadra, a to, co ucieka, to kredyty, które zostały spłacone). Aby gospodarka mogła rosnąć, ludzie muszą brać coraz więcej kredytów, coraz szybciej się zapożyczać. Gdy tego nie robią, zaczyna rodzić się deflacja, która ma fatalne skutki dla gospodarki.

Wynika z tego również, że system jest wysoce niestabilny. Jeśli z powodu na przykład kryzysu w gospodarce, banki zmniejszą akcję kredytową, spowoduje to pojawianie się tendencji deflacyjnych, bo wlewanie wody do wiadra zostanie zdecydowanie ograniczone, a nadal tyle samo z niego wypływa. Z kolei w wypadku dobrej koniunktury, banki doprowadzają do szybszego rozgrzania gospodarki. Udzielają one kredytów zdecydowanie chętniej. Powoduje to, że znacznie więcej wody wlewa się do wiadra, niż wycieka przez dziurę. Popyt na dobra inwestycyjne się zwiększa, a wraz z nim zaczyna rosnąć inflacja.

Wynika z tego jeszcze jeden wniosek, skoro prywatny rynek może kreować pieniądze, to dlaczego państwo nie mogłoby tego robić? Zwłaszcza że obecny system, w którym kreacje pieniędzy przejęły komercyjne banki, ewidentnie nie działa dobrze. To właśnie banki i ich polityka kredytowa odpowiadają za kryzys w 2008 roku, który jest największym kryzysem gospodarczym od 1929 roku. Może, zamiast dać zarabiać bankom pieniądze na kreacji, państwo powinno wkroczyć i wykorzystać walutę krajową do tworzenia miejsc pracy albo wspierania ważnych usług publicznych?

Adam Suraj

 



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane