fbpx

Okres dwudziestu lat Międzywojnia traktowany jest przez wielu jako jeden ze “złotych okresów” historii Polski. Dzieje się tak głównie ze względu na sanacyjny mit potęgi krajowego przemysłu tamtych lat, który odzwierciedlać miała budowa Gdyni, Centralnego Okręgu Przemysłowego, własnych samolotów bojowych, czy superszybkich pociągów Luxtorpeda. Faktycznie, osiągnięcia te robią wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę dość silną izolację II RP na arenie międzynarodowej. Jednakże rozważane w tym świetle zarobki robotników i innych “niepolitycznych” zawodów pokazują obraz nędzy i rozpaczy. 

Dane użyte w tym artykule pochodzą ze strony historia.org.pl, gdzie zamieszczono tabele z Małego rocznika statystycznego 1939 oraz z aktualnych tabel GUS, NBP i Ministerstwa Finansów, a także pochodzących z różnych portali ofert pracy w zawodach tych samych lub odpowiadających tym z lat 30.. W tym artykule przedstawimy dane trochę inaczej niż w artykule strony historia.org.pl, gdyż porównamy płace z lat 1935 i 2020 na bazie siły nabywczej chleba, używając jego cen z 1937 i 2020 roku. 

Według cen chleba

W 1935 roku za średnią płacę mężczyzny - pracownika umysłowego objętego ubezpieczeniem ZUS, wynoszącą 250 ówczesnych złotych, zakupić można było 350 kg chleba, czyli 700 bochenków półkilogramowych. Cena kilograma chleba wynosiła więc 71 groszy. Dziś cena ta wynosi 5,52zł, a więc licząc możliwością nabycia chleba, przeciętna płaca wynosiła 1932 dzisiejszych złotych. 

Warto przeliczyć też zarobki poszczególnych profesji, gdyż przeciętnego pracownika fizycznego dzieliła od umysłowego dużo większa przepaść niż dziś. We wspomnianym wcześniej roczniku statystycznym znajduje się wykaz płac w poszczególnych działach gospodarki państwowej, ze zróżnicowaniem według grup zarobkowych. Najliczniejsi fizyczni pracownicy poczty i telekomunikacji zarabiali na dzisiejsze pieniądze od 552 do niecałych 1325 złotych. Tymczasem uposażenie regionalnych dyrektorów w tej branży wynosiło dzisiejsze 5520 złotych. Dziś widełki najczęstszych zarobków listonoszy wynoszą od 2740 do 3210 złotych, a dyrektor Poczty Polskiej na cały kraj zarabia 49 tys. złotych. Jest to więc prawie 18-krotna przebitka wobec zarobków najgorzej uposażonych pracowników przedsiębiorstwa, kiedy w 1935 była ona jedynie 10-krotna. Podobne dysproporcje płac występowały przed wojną w PKP, gdzie jednak więcej było lepiej płatnych etatów, prawdopodobnie dla kierowników składów oraz zawiadowców stacji. Prezes całej spółki PKP S.A. zarabiał w 2017 roku 40 tys. złotych. Tymczasem najgorzej opłacani dróżnicy zarabiają średnio 1700 zł brutto, kasjerzy około 3600 zł brutto, a konduktorzy około 4300 zł brutto. Dysproporcje są więc także większe niż przed wojną, lecz ich zmiana jest delikatnie mniej widoczna niż w przypadku Poczty.

Najlepiej uposażeni

Zarobki prezydenta Mościckiego w 1935 roku wynosiły 3000 zł, czyli na dzisiejsze pieniądze, licząc według cen chleba - 16 560 zł. Tymczasem prezydent Duda w 2019 roku otrzymywał wynagrodzenie wysokości prawie 20 400 zł brutto. Biorąc jednak pod uwagę przebitkę od średniej płacy, prezydent Mościcki zarabiał 12-krotnie więcej od przeciętnego sobie współczesnego pracownika, a prezydent Duda niewiele ponad 4-krotnie więcej od przeciętnego Polaka pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Przedwojenny minister otrzymywał na dzisiejsze złotówki 11 040 zł wynagrodzenia, czyli ośmiokrotnie więcej niż średnia płaca. Dziś (to jest w 2020) przebitka płac ministrów nad średnimi płacami wynosi 2,72. 

Pensję “prezydencką” otrzymywał w 1935 również marszałek Wojska Polskiego. Dziś stanowisko to nie istnieje, gdyż zbliżone obowiązki wypełnia prezydent RP. Można jednakże porównać płace generałów broni. W 1935 zarabiali oni tyle samo, co ministrowie, a więc przebitka wobec średnich zarobków była taka sama - 8-krotna. Natomiast dziś nie wynosi nawet 3-krotności. 

Interesować mogą też zarobki szumnie krytykowanej “kasty” prawniczej. W 1935 roku sędzia sądu apelacyjnego zarabiał 1100 zł, a więc prawie 4,5-krotność przeciętnej płacy. Dziś (II kw. 2019) są to widełki wokół 3-krotności średniego zarobku (mnożnik ten ustalany jest ustawowo). Dla prokuratorów mnożnik wynosił w 1935 3,5, tymczasem w 2019 było to niewiele ponad 2. 

Luka płac między płciami

Dysproporcje w zarobkach poszczególnych płci również były ogromne. Kobiety bowiem w tym samym okresie zarabiały średnio 170 zł. Licząc “chlebem”, kobieta zarabiała więc niecałe 1320 dzisiejszych złotych. Luka płac wynosiła więc wtedy około 32%. Dziś ogranicza się ona do około 20%, według raportu PARP z początku 2020 roku. 

Warto zaznaczyć, że przed wojną kobiety dużo częściej były jedynymi członkami rodziny, którzy zajmowali się dziećmi i domem, więc pracodawcy stosowali preferencyjne warunki wobec mężczyzn, a różnice w płacach, nawet na tym samym stanowisku w tej samej firmie, były powszechne. Dziś natomiast rozbieżności te wynikają przede wszystkim z różnic w wybieranych przez płcie zawodach. Mężczyźni są bardziej skłonni do wyboru zatrudnienia w wymagających większej siły fizycznej zawodach, jak budowlaniec czy kierowca ciężarówki, podczas gdy kobiety wybierają gorzej płatne prace umysłowe, jak nauczycielka czy urzędniczka. 

Różnicowanie płac na odpowiadającym stanowisku w ramach tej samej firmy jest bowiem zakazane i może być z sukcesem zgłoszone do sądu pracy. Występuje też dziś zjawisko preferowania mężczyzn do awansów, gdyż pracodawcy w przypadku kobiet często spodziewają się szybkiego zajścia w ciążę i dwuletniej przerwy w pracy. A nawet mimo to Polska posiada jedną z najbardziej sfeminizowanych kadr menedżerskich na świecie. około 45% menedżerów średniego szczebla stanowią nad Wisłą kobiety. 

Wnioski z analizy

Dysproporcje w zarobkach między najgorzej a najlepiej uposażonymi pracownikami w Polsce zmniejszyły się znacznie na przestrzeni ostatnich 80-kilku lat, a nawet najbiedniejsi dziś raczej nie głodują (co było na porządku dziennym w latach 30.), a raczej ledwo dociągają do pierwszego. Mimo to najgorzej zarabiający Polacy i Polki wciąż często zmagają się z niektórymi z tych samych problemów, co w Międzywojniu - folwarcznymi stosunkami pracy, brakiem odpowiednich środków do zakupu mieszkania (przed wojną często nie stać ich było nawet na wynajem) oraz brakującymi środkami na wykształcenie dzieci, które kiedyś oznaczały opłacenie samej szkoły, a dziś oznaczają kwotę potrzebną na coraz częściej niezbędne korepetycje. 



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane