fbpx

Temat uchodźców był bardzo gorący w 2015 roku, kiedy fala irakijskich i syryjskich migrantów, uciekających przed wojną, doprowadziła Europę do kryzysu politycznego, który poskutkował potem Brexitem. Dziś w samej Polsce kwestia przyjmowania uchodźców, tym razem z Afganistanu, znów znajduje się na pierwszych stronach gazet i portali. Polacy mają wątpliwości szczególnie dotyczące ekonomicznej aktywności uchodźców, których często uważają za “leni” i “darmozjadów”. Czy tak rzeczywiście jest, sprawdzają badania.

Jednym z głównych argumentów przeciwników przyjmowania uchodźców, oprócz tych dotyczących kultury i religii, a których nie przystoi przytaczać poważnemu portalowi gospodarczemu, jest ten o “życiu uchodźców na zasiłkach” i ich rzekomym “braku chęci do pracy”. Dane temu przeczą, choć trzeba rozgraniczyć je czasowo

Według Komisji Europejskiej

Dane najważniejszego organu unijnego z 2014 roku pokazują, że na samym początku pobytu w kraju docelowym, uchodźcy są zatrudnieni rzadziej od ludności rdzennej o około 25 punktów procentowych. Jest to też spora dysproporcja w stosunku do imigrantów ekonomicznych lub przenoszących się z powodu edukacji. Inteligentnego obserwatora nie powinno to jednak dziwić, gdyż migranci przenoszący się “za pracą” lub “za podręcznikiem” znają już przeważnie język urzędowy kraju, w którym chcą zamieszkać, a także przestudiowują tamtejsze prawo pracy oraz znają kulturę, często pochodząc z krajów bliskich geograficznie bądź będących dawnymi koloniami kraju docelowego. 

Uchodźcy natomiast najczęściej uciekają ze swoich krajów w pośpiechu, nie mając czasu się przygotować, ani nauczyć języka. Edukacja w krajach objętych wojną jest też przeważnie na bardzo niskim poziomie, więc nie mają szans zdobyć cennych na docelowym rynku pracy umiejętności. Co jednak ciekawe, aktywność ekonomiczna uchodźców nieprzerwanie wzrasta od momentu przyjęcia w kraju docelowym, by po 15 latach osiągnąć poziom równy temu, który prezentuje populacja rdzenna, a po 20 nawet go przekroczyć. Wynika to z postępującej integracji ludności napływowej z krajem ich goszczącym. Jest to kierunek odmienny od tego reprezentowanego przez osoby migrujące z powodów ekonomicznych bądź edukacji. Ci bowiem po osiągnięciu peaku zatrudnienia, kiedy to górują nad rdzenną populacją o nawet 20 punktów procentowych, przestają piąć się w górę i w dwudziestym roku po przeprowadzce zrównują się z uchodźcami. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że po początkowym wzroście aktywności, wynikającym z potrzeby “nadgonienia” mającej lepszy start populacji rdzennej, dorabiają się oni w końcu swoją pracą i nie czują więcej potrzeby przepracowywania się. Inaczej niż w przypadku uchodźców, którzy zwiększają swoją aktywność w sposób proporcjonalny do upływającego czasu, bez żadnych spadków. 

Wpływ na ludność lokalną

Uchodźcy nie docierają jednak wyłącznie do bogatych krajów Europy Zachodniej. Zdecydowana większość z nich przenosi się do sąsiednich, często niewiele spokojniejszych krajów. Tak było w przypadku grupy uchodźców z Kongo (DRK), których aktywność w będącej azylem Rwandzie zbadał zespół Craiga Loschmanna, który z kolei opublikował wyniki badań w IZA Journal of Development and Migration. W kraju tym zaobserwowano zjawisko polegające na tym, że osoby zamieszkałe w pobliżu obozu dla uchodźców wykazują wyższy poziom zatrudnienia na etacie, w przeciwieństwie do większości swoich rodaków, którzy trudnią się przeważnie rolnictwem na potrzeby własne. Interesujące zjawisko dotyka również mieszkających na przyległych do ośrodków uchodźczych kobiet, które wykazują wyższą przedsiębiorczość niż ich koleżanki z innych regionów kraju. Także całe gospodarstwa domowe odczuwają korzyści z życia w sąsiedztwie migrantów przymusowych, wykazując zwiększone zasoby własne (“assets” w artykule).

Nie ma powodów do obaw

Koniec końców, z powyższych danych wynika jasno, że obecność uchodźców jest z punktu widzenia ekonomii jednoznacznie pozytywna dla rdzennej populacji kraju, w którym znajdują oni schronienie. Niezależnie od kontekstu politycznego należy więc zignorować rasistowskie i ksenofobiczne argumenty i skupić się na jasno jawiących się korzyściach, płynących z przyjmowania uchodźców.



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane