fbpx

Gdy w 2010 roku pojawiła się informacja, że Volvo przechodzi w ręce Chińczyków, byłem pewien, że to początek końca szwedzkiej marki. Państwo Środka nigdy nie słynęło w wysokiej jakości, czego nie można absolutnie odmówić Szwedom. Z perspektywy czasu wiem jednak, że się myliłem.

Dekadę później trafiło do redakcji na testy Volvo S60. Samochód kompletnie nie przypominał aut sprzed 10 lat. Chińczycy przeprowadzili istną rewolucję jeśli chodzi o wygląd. Volvo, które słynęło z dosyć dużego konserwatyzmu jeśli chodzi o wygląd, co potwierdza produkowanie w niezmienionej formie przez blisko czternaście lat XC90, nagle przedstawiło modele, które designem wyprzedzały swoich konkurentów o lata.

To samo można powiedzieć o S60. Samochód wygląda naprawdę świetnie. W pakiecie z 20-calowymi felgami nabiera sportowego charakteru i zadziorności. Przód przezentuje się bardzo dynamicznie, nieco gorzej jest w przypadku tyłu, który wygląda na nieco skompresowany. Tutaj jednak usprawiedliwieniem jest, że S60 to mniejszy brat S90, którego tył ze względu na gabaryty prezentuje się nieco lepiej. W przypadku S60 wielkość auta nieco pogorszyła odbiór tylnej części.

Volvo S60

W przypadku wnętrza to S60 jest autem o naprawdę dobrym wykończeniu. Tapicerka i pozostałe elementy są bardzo dobrze dopracowane, jednak niczego innego po szwedzkiej marce się nie spodziewałem. Po wejściu do auta naszym oczom ukazuje się duży ekran, którego menu jest dość intuicyjne. Co ważne, ekran bardzo dobrze reaguje na dotyk i nie potrzebuje chwili na „zastanowienie się”. Jako duży plus należy wskazać system HUD, który znacznie ułatwiał skupienie się na drodze. Na przedniej szybie wyświetlała się prędkość pojazdu, ograniczenie prędkości w danym miejscu oraz jeśli mieliśmy włączoną nawigację to informacje z systemu GPS. Niestety w tym miejscu muszę wypunktować poważny minus. Auto tej klasy, które z taśm produkcyjnych zjechało pod koniec 2019 roku, a zarejestrowane było w 2020 roku, nie miało aktualnej nawigacji. Dowód? Nawigacja nie odnajdywała drugiej częście obwodnicy Inowrocławia, która została oddana do użytku pod koniec października 2019 roku. Ktoś może uznać to za czepialstwo, ale jeśli wydaje się na auto tyle pieniędzy (o tym ile kosztował testowany egzemplarz, wspomnę później), to tego typu szczegóły powinny być dograne.

Muszę jednak przyznać, że w S60 miałem do czynienia z najlepszą kierownicą, jaką miałem dotychczas w ręku. I nie mówię o poręczności, a raczej o ergonomii kierownicy. Odnosiłem wrażenie, że wszystko jest tam na swoim miejscu. Niczego nie musiałem szukać i wymacywać. Nawet tempomat był pod kciukiem w formie przycisku na kierownicy, a nie jak w większości aut w formie wajchy, którą trzeba się bawić w czasie jazdy. Jeśli chodzi o wnętrze w S60 to trzeba jasno powiedzieć, że nie ma w nim przypadku, a całość jest tak poukładana, by jak najmniej odwracać uwagę kierowcy od drogi. A nawet jeśli uwaga została odwrócona, to działał aktywny tempomat, który dbał o to, byśmy nie wjechali  w tył auta jadącego przed nami. Czyli klasyczne Volvo, bezpieczeństwo ponad wszystko.

volvo s60

Serce przyspiesza

Przejdźmy do najważniejszego, do serca. Ale nie mojego tylko samochodu, choć o moim też możemy porozmawiać. Silnik w tym samochodzie, to najistotniejsza część tego pojazdu, gdyż do testów dostałem wersję T6 Inscription co oznacza, że pod maską była schowana 2 litrowa uturbiona benzyna. Ale nie byle jaka benzyna, bo generowała ona 310 koni mechanicznych i muszę przyznać, że samochód naprawdę daje dużo frajdy. W sumie samochód w testowanej konfiguracji kosztował 280 tys. złotych. Według mnie jak na te pieniądze pojawiały się wady, które nie powinny pojawiać się w aucie tej klasy, jednak o wszystkim zapominałem gdy odpalałem sobie tryb Dynamic. Wówczas wydech robił się delikatnie głośniejszy (ale nie wpływało to na komfort jazdy), a samochód reagował na pedał gazu niczym mój pies na widok szczotki do czesania – wyrywał ostro przed siebie. Od zera do setki w mniej niż 6 sekund nie było specjalnym wysiłkiem dla kierowcy. To z kolei sprawiało, że moja pikawa przyspieszała wprost proporcjonalnie do samochodu. Auto miało sportowe zawieszenie, które pozwalało na założenie 20-calowych kół. To sprawiało, że pojazd dobrze trzymał się zakrętów, w czym też pomagał mu nisko zawieszony środek ciężkości oraz napęd na cztery koła.

Cała ta konfiguracja nie była specjalnie oszczędna, bo w trybie mieszanym auto spalało blisko 10 litrów, ale muszę jasno powiedzieć, że nie wstrzymywałem się ze wciskaniem gazu przy starcie spod świateł, więc przyznaję, można osiągnąć lepszy rezultat. Jeśli jednak ktoś nie chce podróżować w trybie dynamic, to jest jeszcze tryb normal, do normalnej jazdy ;) oraz tryb eco, w którym auto zachowuje się, jakby miało 90 koni mechanicznych. Może trochę przesadzam, ale przy normalnym wciskaniu gazu znacznie czuć różnice między trybem dynamic a eco, również w spalaniu. W oszczędnej konfiguracji samochód potrafił spalić 6,5 litra benzyny, co już było naprawdę dobrym wynikiem. W przypadku gdy wciskało się gaz w opór, różnica ta nieco zanikała i samochód zaczynał wyrywać się do przodu.

Muszę jednak przyznać, że nie kupiłym S60 z 310 konnym silnikiem. Auto jednak nie jest specjalnie oszczędne (a na pewno do oszczędnej jazdy nie skłania), a jeśli nie jeździmy na niemieckich autobahnach, to niespecjalnie widzę sens zakupu samochodu z tak mocnym silnikiem, gdyż szans na wykorzystanie jego możliwości będzie niewiele. A wiadome jest, że nie jest to samochód, który ma robić za zabawkę dla dużych chłopców, lecz za auto służące do codziennych podróży. Myślę, że słabsze wersje równie dobrze by się sprawdzały w codziennej eksploatacji.

Volvo S60

Volvo stylistycznie wykonało niesamowitą pracę, przez co obecne modele prezentują się bardzo nowocześnie i ponadczasowo. Designem auta doskoczyły do jakości wykończenia, która zaraz po chorobliwym przywiązywaniu wagi do bezpieczeństwa była jedną z głównych wizytówek szwedzkiej marki.

Nie wypowiem się natomiast na temat tego czy bym kupił ten samochód, czy też nie, ponieważ na testach auto było tylko cztery dni i był to zbyt krótki okres, by głosić jednoznaczne deklaracje. Pewne natomiast jest, że auto nie jest bez wad (bo takich aut nie ma), jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że o tych mankamentach zapominamy i jesteśmy w stanie je zaakceptować. Wydaje mi się, że to najlepsze podsumowanie Volvo S60, które w ostatecznym rozrachunku bardzo miło wspominam.  

Filip Lamański



Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane