fbpx

W domach z betonu nie ma wolnej miłości. Co nie zmienia faktu, że wciąż żyje w nich około 12 milionów Polaków, kocha tam i umiera. Wielu mieszkańcom naszego kraju wielka płyta kojarzy się ze smutkiem, szarością i nietrwałością (początkowo wytrzymałość konstrukcji szacowana była na 50 lat, które właśnie upływa), a także z monotonią takich samych mieszkań w najbardziej niespodziewanych miejscach w kraju. Niewielu jednak wie, że opracowana w Polsce technologia budowy z wielkiej płyty jest uznawana za najdoskonalsze wykorzystanie prefabrykatów.

By zrozumieć, dlaczego tak jest, trzeba znać różnicę pomiędzy “wielkim blokiem” a “wielką płytą”, jak również poszczególnymi zastosowaniami tej drugiej. Wielki blok to technologia, w której elementy szkieletowe stawiane są z prefabrykatów lub zbrojonych stalowymi prętami betonowych bel odlewanych na miejscu. Ściany są potem wypełniane materiałami tradycyjnymi, jak cegła, pustak czy “cegła żerańska”. W Polsce w tej technologii budowało się bloki przez większość lat 50. i prawie całe 60., zanim prawdziwa wielka płyta przejęła prym. Tak samo stawiane są dziś bloki tzw. deweloperskie, tylko zamiast z cegły, ściany buduje się z pustaków.

Po tradycyjnych metodach

Z kolei wielka płyta zakłada produkowanie wszystkich potrzebnych do postawienia domu elementów z prefabrykatów betonowych. Pierwsze próby wykorzystania tej technologii, prowadzone już od lat 30., zakładały produkcję całych ścian z gotowymi instalacjami elektrycznymi i wodociągowymi. W Związku Radzieckim produkowano całe moduły, które potem stawiano jeden na drugim na miejscu przeznaczenia, właściwie dowolnie zmieniając rozmiary budynku. Ta dowolność jednak nie dotyczyła rozkładów pomieszczeń, które z powodów ekonomicznych musiały być standaryzowane, co z kolei czyniło często mieszkania niewygodnymi. Cierpiała także inwencja twórcza architektów, którzy chcieli dostosowywać bloki do warunków przestrzennych otoczenia, a także zróżnicować konstrukcje, niejako pozostawiając w ich formie swoją pieczęć. Budynki modułowe były też paradoksalnie droższe od tradycyjnych, gdyż przetransportowanie takiego modułu na plac budowy wymagało dużych nakładów w postaci paliwa i pracy ludzkiej. Dlatego polskie władze postanowiły pod koniec lat 60. ogłosić konkurs na najlepszą technologię produkcji bloków z betonowych prefabrykatów.

W-70 i Wk-70

Na genialny pomysł wpadł w 1970 roku zespół kierowany przez małżeństwo – Marię i Kazimierza Piechotków, który wymyślił metodę podzielenia ścian i stropów betonowych na mniejsze elementy, umożliwiające prawie że dowolne manipulowanie układem mieszkań oraz pionami sanitarnymi. Wymiary płyt (oprócz wysokości ścian, wynoszącej standardowo 253cm) oparto na wielokrotnościach dwóch długości stopy ludzkiej, czyli 2x30cm = 60cm. Tak więc mieszkania mogły mieć głębokość (liczoną od krawędzi budynku): 120cm, 180cm, 240cm, 300cm i tak dalej, aż do 6 metrów. Tymczasem szerokość mieszkań (licząc fasadą) mogła mieć wymiary o różnicy 120cm, czyli od 240cm do również 6m. System ten nazwano W-70 – litera pochodziła od miejsca zamieszkania małżeństwa architektów, czyli Warszawy, a liczba od daty zgłoszenia  pomysłu do organów państwowych (co ciekawe, ani jeden blok w tej pierwotnej technologii nie stanął w Warszawie). 

Później system zmodyfikowano, dodając drugi standard wysokości ściany, to jest 330cm, jak również zmieniając amplitudę szerokości mieszkania od fasady do 60cm zamiast znanych wcześniej 120. Tę modyfikację nazwano Wk-70.

Wymiary wielkiej płyty

Skutki zastosowania 

Dzięki pracy zespołu Piechotków, a także dobrej woli pierwszego sekretarza Edwarda Gierka, systemy zostały wdrożone na terenie całego kraju. Od Białegostoku, przez Warszawę, Łódź, Poznań, Lublin i Wrocław, po Szczecin i Przemyśl. Wszędzie tam w systemach W-70 i Wk-70, wybudowano dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy budynków, służących do dziś milionom ludzi za dom. I to dzięki temu genialnemu pomysłowi nasze blokowiska nie wyglądają dziś jak puste wyparcelowane pola, obsadzone betonowymi ostańcami, znane z przedmieść miast radzieckich, a jak dostosowane do otoczenia miasta-ogrody, których nie powstydziliby się Ebenezer Howard i Le Corbusier. Dzięki temu pomysłowi mieszkańcy lubelskich Rur mogą dziś rozkoszować się życiem na blokowisku dopsowanym do falistej rzeźby terenu, a osiedleni w Kieleckim osiedlu Na Skarpie - cieszyć się się niesamowitym widokiem na miasto. I to dzięki niemu urbaniści projektujący warszawski Ursynów mogli popuścić wolę fantazji w rozmieszczeniu bloków, dzięki czemu dzielnica stała się jedną z najlepszych do życia w stolicy. 

Tekst powstał na podstawie książki Beaty Chomątowskiej pt. Betonia, wyd. Czarne, 2018.


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane