fbpx

W poprzednim artykule opowiedzieliśmy historię polskiej spółdzielczości, jej pionierów i boomu, jakiego doświadczyła w czasie panowania doktryny socjalizmu realnego. Warto teraz przenieść się do roku 1989 i opisać, co stało się ze społecznym budownictwem spółdzielczym, kiedy nadszedł kapitalizm.

Wbrew pozorom spółdzielczość mieszkaniowa w Polsce nie zakończyła swojego żywota wraz ze zmianami ustrojowymi. W latach 90. powstawało od 100 do nawet 500 spółdzielni mieszkaniowych rocznie. Było to jednak skutkiem podziału dużych ciał na mniejsze, często później przekształcane w faktyczne wspólnoty. Podział ten spowodował, że małe jednostki nie mają na tyle pieniędzy, by prowadzić zakrojone na szeroką skalę projekty budowlane, przynajmniej bez publicznego wsparcia finansowego. Muszą więc uciekać się do rozwiązań znanych nam z działalności prywatnych deweloperów. Wynika tak przynajmniej z wywiadu z prezeską głównego trzonu WSM sprzed roku

Suchocka, Oleksy i "Nowy Ład Mieszkaniowy" 

Światełkiem w tunelu był od lat 90. ruch TBS - Towarzystw Budownictwa Społecznego. Stały się odpowiedzią rządu Józefa Oleksego (od 1996) na dokument pod tytułem "Nowy Ład Mieszkaniowy", opublikowany przez Andrzeja Bratkowskiego i Ireny Herbst - odpowiednio ministra i wiceminister gospodarki przestrzennej i budownictwa w rządzie Hanny Suchockiej.

Te instytucje w sposób właściwie odpowiadający spółdzielniom mogły na preferencyjnych warunkach udostępniać lokale najbardziej potrzebującym, z niewygórowaną (zwrotną) opłatą wstępną i niskimi opłatami comiesięcznymi. Takich celów nie dałoby się sfinansować bez wsparcia instytucji publicznych. Dlatego też towarzystwa otrzymywały od specjalnie utworzonego w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego funduszu kredyty na preferencyjnych warunkach i z niskim oprocentowaniem. Wydawałoby się, że oto skończy się wieczny polski głód mieszkaniowy, a wszystko funkcjonować będzie w taki sposób, jak na wymarzonym Zachodzie. Towarzystw w całej Polsce powstało kilkaset. Jednakże pieniędzy w BGK-owskim funduszu zaczyna coraz bardziej brakować, aż w końcu TBSy w 2009 roku stracą dogodne warunki finansowania.

TBS dzisiaj i jutro

Po utracie funduszy z BGK TBSy musiały się przestawić na właściwie rynkowe działanie, przez co przestały się różnić od przekształcanych po 1990 roku we wspólnoty spółdzielni. Ponadto niektóre zaczęły działać jak specyficzni deweloperzy - tak jak opisywany w książce Filipa Springera pt. "13 pięter" Stargardzki TBS. Bierze on komercyjne kredyty na budowę domów, po czym sprzedaje postawione za nie mieszkania i z zysków finansuje działalność społeczną. Wcześniej, od 1995 roku, udostępniał całe osiedla wyremontowanych kamienic i bloków.

Inaczej radzi sobie TBS w Częstochowie, który częściowo działa jako wspólnota/spółdzielnia mieszkaniowa, a częściowo jako spółka odpowiadająca za lokale komunalne, budowane dość regularnie i odpowiednio do potrzeb miasta. W samym centrum miasta stanął dwa lata temu trzypiętrowy blok, w którym nadreprezentację wykazują osoby z różnymi stopniami niepełnosprawności. Natomiast dalej od dzielnic centralnych miasto od kilkunastu lat systematycznie wykupuje działki pod budowę lokali komunalnych. Dziś planuje zbudować kilkanaście bloków. Osiedle uspołecznione z prawdziwego zdarzenia i to bardzo blisko planowanej nowej linii tramwajowej na Parkitkę.

Ceny mieszkań rosną coraz szybciej!

Podobnie działa TBS w Białymstoku, mieście, do którego ściąga ludność z całego województwa. Ludzie ci często pochodzą z zapadłych wsi, w których praca jeśli jest, to najczęściej na tyle mało płatna, że nie pozwala nawet na zakup kawalerki w (taniej jak na warunki polskich miast wojewódzkich) stolicy Podlasia. Od 1997 roku białostockie towarzystwo wybudowało ponad 2600 lokali w 51 budynkach mieszkalnych, głównie w położonej na zachodzie miasta, dobrze skomunikowanej, dzielnicy Bacieczki.

Są również jednak niechlubne przykłady, jak choćby warszawski TBS Północ, który od lokatorów swojego nowego bloku żąda wpłaty partycypacyjnej w wysokości rocznego czynszu i prawie 2200-krotności powierzchni mieszkania wyrażonej w złotówkach, a więc 30% kosztów budowy. Wynosi to prawie tyle, ile wkład własny w mieszkanie prywatne, dlatego na TBS brakuje chętnych, tym bardziej że mieszkania nie są własnościowe.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Towarzystwa Budownictwa Społecznego miały być ratunkiem dla dramatycznej sytuacji lokatorów, a okazały się niczym innym, jak trochę gorszymi spółdzielniami. Obecnie trzeba mieć nadzieję, że pieniądze z funduszu odbudowy, które mają być przeznaczone na 75 tys. mieszkań, nie pójdą na marne, a nowe lokale ustabilizują sytuację na rynku wynajmu.


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane