fbpx
Colors: Blue Color

Co jakiś czas Internet okrąża kolejny cudowny przykład budynku wybudowanego w nurcie patodeweloperskim. Okazy tego stylu architektonicznego mogą być naprawdę różne, od cudownych mieszkań, w oknach których widać tylko ściany innego budynku, przez mieszkania wzorowane na klatkach dla zwierząt o wielkości 9 m², po budynki budowane jeden na drugim na terenach zielonych, których w miastach coraz bardziej brakuje. Co prawda znajdą się „eksperci” broniący takich praktyk. Mają oni w zwyczaju pisanie peanów o tym, że ludzie mają wolny wybór, jednak dla zwykłego człowieka z rynkiem mieszkań jest coś ewidentnie nie tak. Warto zadać pytanie, czy sytuacja jest naprawdę tak zła, przecież kilka skrajnych przypadków nie stanowi o całości.

Od początku roku ma miejsce mocne przyspieszenie stanu prosperity na krajowym pierwotnym rynku mieszkaniowym, którego parametry uzasadniają coraz częściej zadawane pytanie o początki bańki cenowej. Jednym z czynników sprzyjających jej kreacji jest postępująca już kolejny miesiąc nierównowaga popytowo-podażowa nowych mieszkań. Skąd ta nagła zadyszka branży deweloperskiej w równoważeniu rynku i czy są szanse na jej przezwyciężenie?  

Jednym z powodów bardzo wysokiego popytu na mieszkania jest fakt, że kredyty hipoteczne są obecnie dostępne nawet dla osób o bardzo niskich dochodach. Z danych zebranych przez Expandera wynika, że dwie osoby, które otrzymują po minimalnym wynagrodzeniu (łącznie zarabiają 4 124 zł netto), wspólnie uzyskają kredyt hipoteczny nawet na 380 000 zł. Suma takiego kredytu i 10% wkładu własnego daje kwotę 422 222 zł. Za nią można natomiast kupić mieszkanie o powierzchni od 42 m2 w Warszawie do 89 m2 w Zielonej Górze. Problem polega jednak na tym, że w takiej sytuacji rata pochłonie ponad 40% dochodu takiej pary, a samodzielne zebranie wymaganego wkładu własnego może im zająć nawet 8 lat.

Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Artykuły tego autora

Najczęściej Czytane