fbpx

Kolej w Stanach Zjednoczonych od lat jest w złym stanie. Doprecyzowując, kolej pasażerska wszędzie poza największymi aglomeracjami (a i tu bywa różnie) oraz tzw. Korytarzem Północno-Wschodnim, ciągnącym się od północnej Virginii do Bostonu. Na najważniejsze stanowisko w kraju został jednak w styczniu zaprzysiężony człowiek, który do publicznej kolei pasażerskiej ma słabość do tego stopnia, że nadano mu przydomek: “Amtrak Joe”. 

Pasażerskie połączenia kolejowe nigdy nie były specjalnie dochodowe. Od początku istnienia tego środka transportu, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, pełniły raczej funkcję reklamy dla przedsiębiorstw, których głównym źródłem dochodu były przewozy towarowe. Warto zaznaczyć, że od zarania kolejnictwa w USA, przewozy świadczone były praktycznie wyłącznie przez firmy prywatne. Te jednak nie były specjalnie zainteresowane utrzymywaniem połączeń pasażerskich, które w miarę popularyzacji samochodów stawały się coraz bardziej nieopłacalne, a w konsekwencji były systematycznie zamykane. Dodatkowy cios kolei pasażerskiej przysporzyło zwiększenie się powierzchni handlowej samolotów, będących znakomitą alternatywą dla pociągów na trasach, którymi charakteryzuje się kraj o takiej powierzchni jak USA. 

Kapitan Państwo idzie na ratunek

Taki stan ogólnej degrengolady trwał do początku lat 70., kiedy to rząd federalny zdecydował się na desperacki krok w ratowaniu pasażerskich połączeń kolejowych i uruchomił publiczne przedsiębiorstwo - Amtrak. Od dnia założenia, czyli 1 maja 1971 roku, Amtrak jest firmą niedochodową, przede wszystkim dlatego, że należy do niego tylko jedna linia kolejowa - wspomniany we wstępie Korytarz Północno-Wschodni. Resztę przewozów przedsiębiorstwo musi wykonywać na torach wynajmowanych od prywatnych firm, często płacąc za to słono. Na dodatek pociągi towarowe firm będących właścicielami torów mają na tych trasach priorytet, co regularnie powoduje opóźnienia pociągów Amtraka, szczególnie na trasach dalekobieżnych, łączących wybrzeża. Ponadto połączenia te są z zasady niedochodowe, gdyż opierają się tak naprawdę na ludziach, którzy spóźnili się na ostatni samolot i maniakach szynowego transportu. 

Here comes Joey!

W trakcie pandemii, z powodu zmniejszonych wyników przewozowych, prawie wszystkie połączenia Amtraku stały się w sposób znaczący niedochodowe, co zmusiło przedsiębiorstwo do zawieszenia wielu połączeń, między innymi tych łączących Chicago z Los Angeles lub Nowy Jork z Seattle. Światełko w tunelu pojawiło się jednak wraz z wyborem Joe Bidena na prezydenta. Były wiceprezydent jeszcze jako senator dojeżdżał codziennie przez 90 min pociągiem ze swojego macierzystego stanu Delaware do stolicy. Znane jest też jego osobiste upodobanie do tego środka transportu. Zwolennicy dofinansowania kolei przez rząd nie zawiedli się na wyborczych obietnicach Bidena. Już wczesną wiosną ogłosił on plan zaimplementowania Amtrakowi zastrzyku gotówki w wysokości 80 mld dolarów na przestrzeni 8 lat. Pieniądze te mają wspomóc połączenia dalekobieżne, także nowo uruchamiane (prawie 20 mld dolarów), przebudowę wiekowych już elementów infrastruktury kolejowej, a także zakup nowego, szybszego taboru, który ma potencjalnie zwiększyć atrakcyjność pociągu jako “mode-of-choice” dla Amerykanów. Według Pete’a Buttigiega sekretarza transportu w administracji Bidena, część z 20 mld dolarów przeznaczonych na połączenia dalekobieżne może posłużyć dofinansowaniu Kalifornijskiej Szybkiej Kolei. 

Co dalej z Ekspresem Zachodzącego Słońca?

Taki deszcz pieniędzy może jednak nie pomóc firmie, która od lat ma słabą reputację, a jej wyniki przewozowe dla całego, liczącego 330 mln mieszkańców, kraju odpowiadają jednemu oddziałowi terenowemu PKP. W 2019 uruchamianych było nie więcej niż 300 pociągów dziennie (samo PKP Intercity uruchamiało w tym samym czasie średnio 383 pociągi na dzień), a pięć najruchliwszych stacji (Penn Station w Nowym Jorku, Washington D.C., Pennsylvania 30th street station, Chicago oraz Boston South Station) obsługiwały RAZEM WZIĘTE mniej pasażerów publicznego przewoźnika niż sama Warszawa Wschodnia. Na skalę kraju, w którym znajduje się najwięcej kilometrów dróg żelaznych spośród wszystkich państw świata, są to naprawdę mierne wyniki. 

Do tego pod znakiem zapytania pozostaje kwestia braku woli ze strony zarządu Kalifornijskiej Szybkiej Kolei borykającej się z problemami na każdym kroku. Dotyczy to m.in. obsługi trasy przez Amtrak. Brak możliwości uruchamiania pociągów na tej potencjalnie bardzo dochodowej linii może oznaczać poważne problemy dla Amtraku na Zachodnim Wybrzeżu. 

Czas pokaże, czy dzięki bidenowskiemu zatrzykowi gotówki uda się Amtrakowi wyjść z zapaści, w której się obecnie znajduje. 


Bądź na bieżąco

Newsletter

Newsletter

Najczęściej Czytane