Komentarze I Analizy

Meksykańscy handlarze heroiną są nie do zatrzymania [FELIETON]

Zazwyczaj, gdy myślimy o kartelu narkotykowym, wyobrażamy sobie wielką grupę przestępczą, posiadającą masę środków, niebezpiecznych gangsterów, strzelaniny i walkę o terytorium. Jednak jak pokazał Sam Quinones w swojej książce „Dreamland Opiatowa epidemia w USA”, takie wyobrażenie o handlarzach narkotyków jest niezwykle mylne. Meksykańscy handlarze heroiną działali jak modelowe kapitalistyczne przedsiębiorstwa.

Dlaczego heroina jest aż tak niebezpieczna?

Jednak zanim przejdę do meritum mojego artykuł, pozwolę sobie napisać kilka słów o heroinie, bo należy ona do specyficznej grupy narkotyków nazwanej opiatami. Mają one niezwykle długą historię, ale dla potrzeb mojego artykułu ważne są jedynie ich właściwości chemiczne i wpływ na człowieka. W naszych mózgach znajdują się specjalne receptory opioidowe, których agonistą są opiaty albo naturalnie wytwarzana w naszych organizmach endorfiny. W momencie zażycia heroiny receptory te „aktywują się” powodując u osoby je zażywającej uczucie błogości, szczęścia i apatii, trwające od 6 do 8 godzin. 

Najbardziej niebezpieczne w opiatach jest to, że uzależniają błyskawicznie i praktycznie na całe życie. Heroina jest jednym z niewielu narkotyków, który potrafi uzależnić już po pierwszym zażyciu. Osoba zażywająca te substancje w momencie ich odstawienia zaczyna cierpieć na bezsenność, dostaje silnych bólów, biegunek. Uzależnienie od heroiny i substancji do niej podobnych może być tak mocne, że ludziom z taką przypadłością podaje się w klinikach leczących uzależnienia metadon. Metadon tak jak heroina jest opiatem, ale po jego zażyciu uzależniony ma ochotę wziąć następną dawkę dopiero po około 24 godzinach. Dzięki przestawianiu się na przywołaną przed chwilą substancję osoba uzależniona od heroiny jest spokojniejsza i myśli bardziej racjonalnie. Kto by pomyślał, że tako szkodliwą i silnie uzależniającą substancję spopularyzują wielkie koncerny farmaceutyczne. 

Firmy pokroju Purdue Pharmy w lat 90 zaczęły przekonywać lekarzy i opinię społeczną, że leki oparte na opioidach są bezpieczne. Kampanie prowadzone przez te firmy osiągnęły ogromny sukces, a leki zawierające silnie uzależniające substancje, zaczęły być przypisywane nawet na bóle pleców albo głowy. W taki sposób w Stanach Zjednoczonych zaczęła rosnąć liczba ludzi silnie uzależniona od opioidów. Jednak leki oparte na opioidach są drogie i trudno je zdobyć. Z kolei heroina jest stosunkowo tania i mocniejsza od jakiegokolwiek leku sprzedawanego w aptece. Z tych powodów w USA powstał spory popyt na heroinę, z którego skorzystali Meksykanie głównie ze stanu Nayarit.

Zalety i wady globalizacji są obszernie dyskutowane przez ekonomistów i wszelkiej maści naukowców, jednak Meksykanie ze stanu Nayarit nie mają większych problemów, aby ocenić ten proces. Globalizacja przyniosła im niższe ceny produkowanej przez nich żywności, pogarszając znacznie ich sytuację finansową. Wielu Meksykanów w trudnej sytuacji, postanowiła z niej wyjść w jedyny sposób, jaki był dla nich dostępny, czyli przez handel heroiną. Wielu mieszkańców Meksyku szczególnie ze stanu Nayarit wyruszało w długą podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie zatrudniali się komórkach rozprowadzających bardzo uzależniający narkotyk, dostając 600 dolarów za tydzień pracy. 

Jak działali handlarze heroiną?

Skoro poruszyłem temat komórek zajmujących się sprzedażą heroiny, pozwolę go sobie rozwinąć, bo to właśnie one według Quinonesa działały jak kapitalistyczne przedsiębiorstwa. W takiej pojedynczej heroinowej firmie pracowała osoba przyjmująca zamówienia i kilku dostawców. Operowała ona na prostych zasadach. Gdy ktoś chciał zażyć heroinę, po prostu dzwonił do centrali i prosił o działkę. Koordynator dawał sygnał jednemu z dostawców, aby ten pojechał do klienta i dostarczył mu towar. Dostawca z kolei przyjeżdżał do narkomana najszybciej jak mógł, przekazywał mu heroinę i pobierał od niego pieniądze. Komórki rozwożące heroinę przypominały bardziej pizzerie na dowóz niż gangi pokroju cripsów czy bloodsów. 

Meksykańscy handlarze heroiną – bezpieczeństwo przede wszystkim!

Meksykańscy handlarze heroiną unikali jakichkolwiek problemów. Nie działali oni w dużych miastach jak Nowy Jork, ze względu na działające tam grupy przestępcze. Meksykanie przyjeżdżali do Stanów Zjednoczonych, aby się dorobić. Nie chcieli oni żadnych strzelanin ani walk o terytorium. Ich plan był bardzo prosty – zarobić i wrócić do Meksyku, aby tam na lokalnych fiestach świętować. Mieszkańcy Nayaritu zachowywali się tak ostrożnie, że heroiny nie sprzedawali czarnym mieszkańcom USA. Afroamerykanie kojarzyli się im z problemami, gangami i przemocą, których tak bardzo chcieli oni uniknąć. 

Do tego osoby zarządzające komórkami znały przepisy dotyczące ściągania przestępców handlujących narkotykami. W USA na przełomie lat 80 i 90 handlarze narkotyków pochodzący z obcego państwa, w wypadku złapania z małą ilością substancji odurzających byli deportowani. Z tego powodu Meksykanie rozwożący heroinę, zawsze mieli przy sobie mało. Same działki narkotyku chowali w balonikach, aby policja nieuważnie oglądająca auto niczego nie zauważyła. Gdyby tego jeszcze było mało, mnóstwo baloników z narkotykami trzymali oni w ustach. Wyglądali przez to, jak chomiki, ale dawało im to zabezpieczenie. Dostawca, gdy widział policję zbliżającą się w jego kierunku, połykał wszystkie baloniki, jakie miał w ustach. Dzięki temu wyglądał jak zwykły obywatel Meksyku, którym nie warto się przejmować. 

Heroinowy wolny rynek

Według wielu ekonomistów rynek jest najlepszym sposobem, w jaki można zorganizować aktywności gospodarcze ludzi. Jego działanie spycha ceny w dół i sprawia, że przedsiębiorcy starają się dostarczyć konsumentom najlepszej jakości towar. Co ciekawe na rynku heroiny dwa wspomniane przed chwilą procesy miały miejsce. Meksykanie sprzedawali narkomanom bardzo czystą heroinę. Sam Quinones w swojej książce wskazuję na to, że przed pojawianiem się ludzi z Nayaritu jakość sprzedawanej w Stanach Zjednoczonych heroiny pozostawiała wiele do życzenia. W działce  „heroiny” mogło być tylko 7% heroiny. Dealerzy bardzo często „chrzcili” narkotyk dodając do niego różne substancje, aby było go więcej. Z kolei Meksykanie zapewniali swoim klientom niemal czysty opiat. Ze względu na to, że w danym mieście zazwyczaj działało kilka komórek, mieszkańcy Nayaritu musieli dbać o to, by towar przez nich sprzedawany był wysokiej jakości.  „Heroina”, którą handlowali, składała się nawet w 90% z heroiny.   

Ceny działki sprzedawanej przez dealerów z meksyku cały czas spadały. Do tego szefowie danych komórek dbali o to, by dostawcy oferowali klientom najbardziej okazyjne ceny. Quinones w swojej książce opowiada historię jednego narkomana, któremu dostawca zaoferował za 100 dolarów 18 baloników z heroiną zamiast zwyczajowych 25. Klientowi nie spodobało się takie zachowanie i poprosił sprzedawcę, by ten zawiózł go do kierownika, który zarządzał komórką. Dostawca spełnił prośbę swojego klienta i razem pojechali do człowieka, który wszystkim zarządzał. Uznał on roszczenia heroinisty i w ramach przeprosin dał mu 25 baloników za darmo. 

Klient ma zawsze racje

Meksykanie bardzo dobrze rozumieli, jak ważna jest lojalność i zadowolenie klienta. Oferowali oni darmowe działki heroinistom, którzy zachęcili swoich kolegów do nabycia u nich towaru. Tworzyli oni specjalne promocje dla swoich klientów. W określone dni tygodnia narkoman mógł kupić 25 działek heroiny w cenie 18. Do tego wszystkiego bardzo  „dbali” o swoich klientów. Quinones w swojej książce opowiada historię pewnej kobiety, która przez 3 dni nie zamówiła kolejnej działkę. Meksykanin sprzedający jej heroinę zadzwonił do niej i zapytał się czemu ta przestała kupować od nich heroinę, a jak usłyszał od niej, że ta nie ma pieniędzy, przyjechał do niej i dał jej kilka działek za darmo, aby ta dalej była uzależniona i kupowała towar od niego. 

Meksykańscy handlarze heroiną są nie do zatrzymania

Kapitalizm wytworzył efektywne formy organizacje, tak sprawne, że handlujący heroiną mieszkańcy Nayaritu, którzy z nich korzystają, dalej sprzedają heroinę w wielu amerykańskich miastach. Dzięki swojej sieciowej organizacji odporni są oni na akcje organizowane przez policje. Agenci Federalni w USA są bezradni. Nie mogą oni złapać szefów meksykańskiej mafii, którzy zarządzają sprzedażą heroiny na terenie całych Stanów Zjednoczonych, bo ich po prostu nie ma. Z kolei na każdego zatrzymanego szefa lokalnej heroinowej komórki przyjdzie kilku kolejnych, którzy szukając lepszego życia, będą sprzedawać ludziom uzależnionych od opioidów na receptę, truciznę. 

Zobacz także: OxyContin zniszczył życie milionów, bo nikt nie kontrolował koncernów farmaceutycznych

Polecane artykuły

Back to top button