GospodarkaKomentarze I AnalizyPolska

Czy złote lata mijają? Wyzwania dla polskiej gospodarki na najbliższe lata [RAPORT OG]

Po wyjściu z systemu komunistycznego w 1989 roku Polska na przestrzeni ostatnich 30 lat stała się symbolem wzrostu, będąc jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie. Jednak pojawienie się „czarnych łabędzi” na końcu drugiej i początku trzeciej dekady XXI wieku powoduje, że przed gospodarką Polski poza kryzysem demograficznym oraz transformacją energetyczną pojawiają się dodatkowe wyzwania, którym polityka gospodarcza kierowana przez nasz rząd będzie musiała stawić czoła. Ponowne osiągnięcie długotrwałego i stabilnego wzrostu gospodarczego notowanego w ostatnich trzech dekadach może okazać się karkołomnym zadaniem, zważywszy na okoliczności geopolityczne, uwarunkowania gospodarcze oraz zagrożenia, które przed nami czyhają.

Czempion wzrostu gospodarczego. Polska pokazała jak się rozwijać

Po upadku systemu komunistycznego pod koniec lat 80. XX wieku i poddając się transformacji ustrojowej, Polska stała się gospodarką względnie kapitalistyczną opartą o paradygmat demokratyczny. Demony komunizmu — oby na zawsze — opuściły nasz kraj. Jak jednak wskazuje M. Piątkowski (2019), komunizm mimo swoich licznych wad stworzył społeczeństwo inkluzywne, egalitarne, wykształcone oraz otwarte, co było niezwykle istotnym czynnikiem w dynamicznym rozwoju gospodarczym w kolejnych trzech dekadach.

Wszelkie wskaźniki mierzące rozwój ekonomiczny, dobrostan, jakość życia oraz szczęście wskazują jednoznacznie, że Polska po transformacji na początku lat 90. dokonała cudu, stając się najszybciej rozwijającą gospodarką na tle regionu oraz krajów o podobnym poziomie rozwoju. Dochód per capita mierzony w stałych cenach według parytetu siły nabywczej wzrósł w okresie 1990-2019 z 10,3 tys. dolarów do niemal 30 tys. dolarów. W 1989 roku przeciętny Polak zarabiał około 1/10 pensji przeciętnego Niemca, natomiast w 2020 roku było to już ok. 1/3.

Wykres 1. Zmiana PKB per capita w okresie 1989-2016 (1989=100).

Zobacz także: Jakie są perspektywy gospodarcze dla Rosji? [ANALIZA]

Polski wzrost gospodarczy do wybuchu pandemii charakteryzował się długotrwałością oraz niskimi wahaniami. Polska rozwijała się nieprzerwanie w okresie 1992-2019, czyli przez 27 lat. Pobiliśmy rekordy szybko i długotrwale wzrastających rynków wschodzących tj. Korei Południowej, Singapuru oraz Japonii. Pokonaliśmy także rekord europejski. Holandia rozwijała się nieprzerwanie w latach 1983-2008, a więc przez 25 lat. Co więcej — obok Australii — uzyskaliśmy najbardziej długotrwały wzrost gospodarczy spośród krajów o średnich i wysokich dochodach. Jak wskazuje M. Piątkowski (2019), wzrost gospodarczy w Polsce był mniej zmienny, aniżeli w innych krajach. Odchylenie standardowe wzrostu polskiego PKB jest mniejsze niż w Niemczech, Irlandii, Rumunii, Brazylii czy w gospodarkach wschodzących: Singapurze, Malezji oraz Korei Południowej. Mniejsze wahania PKB obniżają premię za ryzyko inwestycyjne, co także pozwala cieszyć się bardziej stabilnym wzrostem. Bowiem stabilizacja makroekonomiczna powoduje, że nasz kraj staje się przyjaznym miejscem dla inwestorów, którzy chętniej lokują swój kapitał, nie oczekując przy tym wyższego oprocentowania za ponoszone ryzyko.

Wykres 2. Długość wzrostu realnego PKB (w latach).

Źródła sukcesu gospodarczego należy upatrywać w zwiększaniu wydajności pracy, która stanowi składową iloczynu, za pomocą którego można w dużym uproszczeniu zmierzyć poziom PKB. Innymi słowy, wydajność pracy jest głównym elementem rozwoju gospodarczego w danym kraju.

W największym uproszczeniu można przedstawić PKB jako iloczyn wydajności na pracownika i liczby pracujących — wskazuje ekspert ING Banku Polskiego Adam Antoniak

Wydajność pracy na roboczogodzinę w Polsce na przestrzeni ostatnich dekad uległa znaczącemu zwiększeniu. Co więcej, gospodarka Polski charakteryzowała się wyższą dynamiką wzrostu wydajności pracy od Niemiec, Stanów Zjednoczonych czy krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej (poza Rumunią). Wzrost efektywności wykonywanej pracy to efekt zmiany strukturalnej naszej gospodarki, a innymi słowy, realokacji zasobów z sektorów o niskiej wydajności do sektorów o wysokiej bądź wyższej wydajności. Udział rolnictwa (sektor o niskiej wydajności i niskim poziomie innowacji, szczególnie w Polsce) w zatrudnieniu spadł z ponad 25 proc. w 1991 roku do lekko ponad 9 proc. w 2019 roku.

Integracja z Europą Zachodnią ułatwiła przepływ kapitału, czego skutkiem był napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Nowo powstałe firmy charakteryzowały się wysoką produktywnością, a przedsiębiorstwa krajowe przy wykorzystaniu zachodnich technologii i innowacji zaczęły zwiększać swoją efektywność. Ponadto, położenie geograficzne i bliskie położenie względem europejskiego hegemona, czyli Niemiec, niskie koszty pracy oraz wysoka jakość ludzkiego kapitału spowodowały, że Polska stała się ważnym subregionem z punktu widzenia europejskich łańcuchów dostaw.

Wykres 3. Wzrost wydajności pracy na roboczogodzinę w okresie 1995-2015.

Warto zaznaczyć, że wzrost gospodarczy po transformacji ustrojowej w naszym kraju był wyjątkowy ze względu na swoją specyfikę, uwarunkowania oraz okoliczności. Po pierwsze, cytując ekonomistę Marcina Piątkowskiego „Polska nie osiągnęła sukcesu na sterydach długu”. W okresie 1995-2015 całkowite zadłużenie w Polsce rosło najwolniej spośród krajów Unii Europejskiej oraz innych regionów na świecie. W 2019 r. nasz dług publiczny jako procent PKB był poniżej średniej unijnej (46 proc. wobec 79,3 proc.). Zadłużenie prywatne jako proc. PKB wyniosło w 2019 roku 119,4 proc. i było mniejsze m.in. od zadłużenia w Niemczech (167 proc.), USA (218 proc.), Czechach (142 proc.) oraz na Węgrzech (129 proc.).

Po drugie, polski wzrost gospodarczy nie jest oparty o sektor wydobywczy, czyli bogate złoża surowców naturalnych, takich jak ropa naftowa czy gaz ziemny. Co prawda, na terenie tzw. Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego znajdują się bogate złoża węgla kamiennego, jednak ze względu na transformację energetyczną, wydobycie tego surowca przynosi więcej strat, aniżeli korzyści. Z kolei, w regionie Dolnego Śląska wydobywane są bogate złoża miedzi, jednak w znikomym stopniu wpływają one na polski PKB. Tak więc Polska jest importerem netto energii, sprowadzając niemal 100 proc. zapotrzebowania na ropę naftową z zagranicy.

W odróżnieniu od rynków wschodzących gospodarka Polski nie była napędzana dominacją Chin na światowym rynku. Korea Południowa, Malezja czy Singapur, czyli tzw. azjatyckie tygrysy osiągały dobre wyniki gospodarcze głównie ze względu na kierunek swojego eksportu na chiński rynek. Dla porównania eksport do Chin w 2014 r. dla Korei Płd. stanowił 24 proc. całkowitego eksportu, podczas gdy w Polsce w tym samym okresie 1,2 proc. Tak czy inaczej, polski eksport w okresie 1989-2016 wzrósł niemal 16-krotnie z wartości 16,5 mld dolarów do prawie 260 mld dolarów. Wzrosło także znaczenie naszego kraju dla światowej gospodarki. Udział polskiego eksportu w handlu światowym wzrósł ponad czterokrotnie z 0,4 proc. (1990) do 1,7 proc. (2019).

M. Piątkowski w książce pt. „Europejski lider wzrostu: polska droga od ekonomicznych peryferii do gospodarki sukcesu” podkreśla, że wyjątkowość sukcesu Polski wynika także z uwarunkowań politycznych. Po pierwsze od 1989 roku, Polską rządziło aż siedemnaście rządów, czego skutkiem mogła być co chwilę zmieniana polityka gospodarcza i w efekcie niestabilność. Po drugie, sukces gospodarczy osiągnięty został w kraju pełni demokratycznym, co nie jest regułą. W literaturze odnoszącej się do historii gospodarczej wskazuje się na casus sukcesów gospodarczych krajów azjatyckich oraz Europy Południowej w ubiegłym wieku (Tajwan, Singapur, Korea Płd., Hiszpania, Portugalia oraz Grecja), gdzie częstokroć dochodziło do ograniczania swobód oraz autokratycznych technik rządzenia państwem. Polska jest przykładem kraju, który pokazał, że demokracja może walnie przyczynić się do wzrostu gospodarczego oraz dobrobytu społeczeństwa.

Wreszcie, Polska w ostatnich trzech dekadach zmniejszyła straty do Europy Zachodniej. Dochód Polski według parytetu siły nabywczej w stosunku do krajów Europy Zachodniej w 2017 r. wyniósł 57 proc. i w historii gospodarczej nigdy nie był na tak wysokim poziomie. Nawet w XVI w., czyli w tzw. złotym wieku dla Polski, stosunek ten był niższy.

Wykres 4. Dochód Polski jako procent dochodów Europy Zachodniej według parytetu siły nabywczej.

Co istotne, w okresie postkomunistycznym udało się zbudować gospodarkę inkluzywną, w której ze wzrostu gospodarczego korzysta całe społeczeństwo. Jak wynika z danych Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, dochody całego społeczeństwa rosły w Polsce szybciej niż w krajach G-7 w okresie 1989-2016. Spośród krajów postkomunistycznych takim samym sukcesem mogą się pochwalić jedynie Białoruś, Turkmenistan oraz Armenia. Idąc dalej, mediana dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych w Polsce zwiększyła się w latach 1999-2013 o 39 proc., podczas gdy w Czechach o 34,2 proc., na Węgrzech – 20,2 proc., we Francji – 17,6 proc. z kolei w Niemczech oraz USA mediana ta uległa zmniejszeniu o kolejno 0,3 proc. oraz 0,9 proc. Należy jednak nadmienić, że dochody najbogatszych 10 proc. mieszkańców Polski zwiększyły się o ok. 135 proc., podczas gdy dochody najbiedniejszych 10 proc. Polaków zwiększyły się jedynie o 30 proc. w okresie 1999-2016.

Mimo transformacji ustrojowej, w wyniku której doszło do zmiany systemu komunistycznego — promującego egalitaryzm — na system kapitalistyczny, Polska utrzymała nierówności społeczne mierzone współczynnikiem Giniego na niskim poziomie. Nierówności wzrosły z poziomu 27 pkt. w 1990 roku do poziomu 30,1 pkt. w 2019 roku i był to mniejszy wzrost niż w większości gospodarkach regionu EŚW (Słowacja, Czechy, Węgry, Bułgaria i Rumunia). Ponadto, znacznie zmniejszył się wskaźnik ubóstwa. Ubóstwo w Polsce jako procent populacji o dochodach mniejszych niż 3,20 dolarów dziennie, zmniejszyło się z poziomu ok. 2,5 proc. w 1990 roku do poziomu 0,2 proc. w 2018 roku.

Wzrost gospodarczy o charakterze inkluzywnym opartym na demokratycznych dogmatach spowodował, że aspekty, których PKB nie mierzy, a więc dobrobyt, jakość życia oraz poczucie szczęścia uległy znaczącej poprawie. W 2015 roku 80 proc. polskiego społeczeństwa wskazywało na zadowolenie ze swojego życia. Dla porównania w 1992 roku odsetek ten stanowił ok. 55 proc. Integracja ze światem Zachodnim spowodowała, że uzyskaliśmy dostęp do nowych technologii, samochodów, smarftonów, dóbr kultury i rozrywki. Mimo znacznej różnicy w dochodach i trwającej konwergencji gospodarczej, czyli doganiania europejskich tuzów (Niemcy, Francja, Luksemburg) pod względem PKB per capita, w aspekcie jakości życia oraz poczucia szczęścia już nie odstajemy. W badaniu Eurostatu z 2019 r. wynika, że 69 proc. Polaków deklarowało zadowolenie z życia w ostatnich 4 tygodniach. W Niemczech było to 65 proc., a we Francji 68 proc. Natomiast średnia dla UE wyniosła 62 procent.

Wykres 5. Procent Polaków zadowolonych z życia w okresie 1992-2015.

Zobacz także: OECD: Wojna w Ukrainie zmniejszy wzrost światowego PKB o ponad 1 pkt procentowy

Po stagnacji gospodarczej, bankructwie i kryzysie ekonomicznym pod koniec lat 80. XX wieku Polska przez kolejne lata – mimo początkowych problemów w czasie transformacji gospodarczej (m.in. hiperinflacja) – wyróżniała się długotrwałym oraz stabilnym wzrostem gospodarczym. Wzrosła wydajność pracy, jakość środowiska uległa poprawie, zwiększyły się zarobki całego społeczeństwa, zmniejszył się współczynnik ubóstwa, a co ważniejsze i czego wskaźniki ekonomiczne nie mierzą, wzrosła liczba Polaków zadowolonych z życia. Bez wątpienia lata 1992-2019 to złoty okres w polskiej historii gospodarczo-społecznej.

„Czarne Łabędzie”

W październiku 2019 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) standardowo opublikował perspektywy dla polskiej gospodarki. Wzrost realnego PKB w 2020 roku miał wynieść 3,1 proc., zaś średnioroczna inflacja – 3,5 proc., a stopa bezrobocia – 3,8 proc. Złoty Okres w polskiej gospodarce miał trwać. MFW szacował, że co najmniej do 2024 roku PKB będzie rósł w tempie ok. 3 proc. rocznie. Jednak wybuch pandemii COVID-19 na początku 2020 roku spowodował, że wszelkie prognozy i scenariusze wzrostu należało wyrzucić do kosza. Polska i inne gospodarki stanęły w obliczu kryzysu, który finalnie doprowadził do 2,8 proc. recesji w Polsce oraz 3,3 proc. recesji na świecie.

Mówiąc kolokwialnie, gospodarki stanęły w miejscu. Około 3 mld ludzi zostało poddanych covidowym ograniczeniom, 188 krajów zdecydowało się zamknąć szkoły, niecałe 1,5 mld uczniów przeszło na naukę zdalną, co stanowi ok. 90 proc. wszystkich uczniów na świecie. Wstrzymano ruch lotniczy, zamknięto granice, sklepy, restauracje, miejsca kultury, zakazano zgromadzeń i finalnie ograniczono funkcjonowanie wszelkiej działalności gospodarczej. W pierwszym półroczu tzw. roku pandemicznego amerykańskie, europejskie oraz azjatyckie indeksy giełdowe runęły o ok. 30 proc.

Co ciekawe rynek, już w pierwszym miesiącu 2020 roku „przeczuwał” wystąpienie kryzysu gospodarczego, kiedy światowy rynek akcji spadł o 26,4 proc. Załamanie popytu, szok podażowy oraz załamanie globalnych łańcuchów wartości spowodowało, że ceny surowców energetycznych spadły do rekordowo niskich poziomów. W kwietniu 2020 roku za baryłkę ropy naftowej na światowych rynkach płacono zaledwie 19,63 dolarów. Ceny na polskich stacjach paliw spadły poniżej 4 zł/litr. Polityka gospodarcza w czasie pandemii – oparta o stymulację fiskalną rządów oraz luzowanie ilościowe banków centralnych w postaci ujemnych realnych stóp procentowych oraz programu skupu aktywów – spowodowała, że globalny dług wzrósł do rekordowo wysokiego poziomu 226 bln dolarów. Globalne zadłużenie jako procent światowego PKB wzrosło z 227 proc. PKB do 256 proc. PKB. Wobec tego roczny wzrost długu światowego wyniósł 27 pkt. proc., co oznacza największą eskalację zadłużenia od czasów II wojny światowej. Jednak pandemia COVID-19 to przede wszystkim skutki zdrowotne. W wyniku zarażenia się wirusem SARS-CoV-2 zmarło ponad 6 mln osób na świecie (stan na 28.03.2022 r.).

Pandemia COVID-19 była szokiem endogenicznym oraz egzogenicznym dla funkcjonowania systemu społeczno-gospodarczego w latach 2020-2021. Celowo niniejszy rozdział nazwany został „Czarne Łabędzie”, gdyż w dyskusji ekonomicznej pojawił się dylemat, czy pojawienie się pandemii koronawirusa można zdefiniować jako zjawisko „Czarnego Łabędzia”. Otóż przywołując definicję twórcy teorii „Czarnego Łabędzia”, nowojorskiego ekonomisty Nassima Nicholasa Taleba który stwierdza, że „Czarne Łabędzie to nieprzewidywalne i nieregularne zdarzenia o ogromnej skali i potężnych konsekwencjach dla każdego obserwatora” i dodaje „historię tworzą przede wszystkim zdarzenia o randze Czarnych Łabędzi, podczas gdy my skupiamy się na jak najdokładniejszym zrozumieniu tego, co zwyczajne, dlatego nasze modele, teorie i interpretacje nie mogą wychwycić ani zmierzyć możliwowści wystąpienia tego” można wysunąć tezę, iż pandemia jest „Czarnym Łabędziem”. Co ciekawe, zdaniem Taleba, pandemia COVID-19 takim zjawiskiem nie jest, gdyż on sam ostrzegał przed pojawieniem się takich zagrożeń. Epidemie rzeczywiście cechują się pewną powtarzalnością, jednak nie da się przewidzieć konkretnego miejsca ich wybuchu, cech danego wirusa oraz skali rozprzestrzeniania się, a to sprawia, że pandemia koronawirusa może być nazywana „Czarnym Łabędziem”.

Gdy gospodarki rozwinięte, rozwijające się oraz rynki wschodzące, w tym Polska, na dobre weszły w fazę postpanedmicznego ożywienia, a głównym tematem w mediach ekonomicznych była szalejąca inflacja doszło do wydarzenia zmieniającego o 180 stopni stosunki międzynarodowe, uwarunkowania gospodarcze, układ sił geopolitycznych oraz sytuację światowej gospodarki. Rosja na czele z Władimirem Putinem 24 lutego 2022 roku barbarzyńsko zaatakowała Ukrainę w celu obalenia panującego rządu. W Europie pierwszy raz od zakończenia II wojny światowej doszło do tak intensywnych działań militarnych, a na horyzoncie pojawiło się widmo wybuchu III wojny światowej, w której naprzeciw sobie w wojnie militarnej, ekonomicznej, cybernetycznej oraz informacyjnej staną blok Zachodni (kraje NATO) oraz Rosja. Co istotne, Polska wówczas stałaby się krajem frontowym, szczególnie narażonym na ewentualne działania zbrojne.

Oczywiście wybuch III wojny światowej jest scenariuszem „najczarniejszym” z możliwych. Niemniej jednak przed 2020 rokiem trudno było przypuszczać, że świat stanie w obliczu pandemii, w wyniku której umrą miliony osób, a następnie w obliczu wojny, w której ginie tysiące cywilów na obszarze ukraińskich miast – mimo że takie ryzyko wzrosło po aneksji Krymu. Wojna w Ukrainie już wywołała turbulencję na rynkach walutowych, w tym silną dewaluacje złotego oraz gwałtownie podniosła ceny surowców rolnych i energetycznych. W wyniku wojny pogorszyły się także nastroje polskich producentów i konsumentów, co odzwierciedlają marcowe wskaźniki koniunkturalne. Konkludując, pandemia COVID-19 zakończyła złoty okres w Polsce, natomiast wojna w Ukrainie rozpoczęła – najprawdopodobniej – lata niepewności i silnych napięć geopolitycznych w wyniku, których – biorąc pod uwagę także wcześniej dostrzeżone już zagrożenia, m.in. nadchodzący kryzys demograficzny oraz kosztowną transformację energetyczną – ponowne osiągnięcie długotrwałego, stabilnego i inkuzywnego wzrostu gospodarczego będzie niezwykle trudne. Czy jest światełko w tunelu? Czy polityka gospodarcza może zapobiec czyhającym zagrożeniom? Czy doczekamy się kolejnego złotego okresu i długoletniego wzrostu gospodarczego? Wiele zależeć będzie od zaimplementowania niezbędnych reform gospodarczych. Jedna – reforma – już zakończyła się fiaskiem (Polski Ład).

Zobacz także: Poczta Polska inwestuje w taśmociągi, aby zoptymalizować pracę kluczowych sortowni

Zagrożenia, które już na nas czyhają, czyli gdzie gospodarka może się potknąć

Rok 2021 zakończyliśmy z przytupem. Już w II kw. osiągnięty został poziom realnego PKB sprzed pandemii. W IV kw. wzrost realnego PKB r/r wyniósł aż 7,3 proc., natomiast wzrost gospodarczy w całym roku wyniósł 5,7 proc. Oczywiście, wyniki makroekonomiczne, nie oddają w pełni sytuacji koniunkturalnej, gdyż wystąpił tzw. efekt bazy. Niemniej jednak ożywienie postpandemiczne było silne, aczkolwiek miało swoje drugie dno. Na horyzoncie pojawiły się zagrożenia, które w krótkim terminie będą silnie oddziaływać na koniunkturę w Polsce.

Poniższy wykres przedstawia 7 największych zagrożeń dla polskiej gospodarki do 2023 r. zidentyfikowanych na podstawie opinii ekonomistów. Badanie przeprowadzone zostało w grudniu 2021 roku. Wielkość kół obliczana jest jako iloczyn wagi zagrożenia (im wyższa tym większe zagrożenie) oraz prawdopodobieństwa wystąpienia (im bliżej wartości 1 tym większe prawdopodobieństwo). W związku z powyższym im większe koło tym większe zagrożenie dla koniunktury gospoddarczej.

Wykres 6. Głównie zagrożenia makroekonomiczne dla polskiej gospodarki do 2023 roku.

Szczególnym zagrożeniem jest wysoka i utrwalająca się inflacja. Silny popyt konsumpcyjny na krajowym rynku oraz zewnętrzne szoki podażowe w postaci rosnących cen energii oraz żywności wpłynęły na rekordowe odczyty inflacyjne. Pod koniec 2021 roku inflacja CPI w Polsce wyniosła aż 8,6 proc. Należy wskazać, że istotnym elementem wystąpienia wysokiej inflacji jest nieumiejętnie prowadzona polityka przez Narodowy Bank Polski. Prezes NBP zakładał, że czynnikami inflacjogennymi są szoki zewnętrzne, niezależne od polityki monetarnej. W związku z powyższym bank centralny nie zaostrzał polityki monetarnej. Realne stopy procentowe pozostawały na poziomie ujemny przy jednoczesnym boomie konsumpcyjnym. Efekt mógł być tylko jeden. Z miesiąca na miesiąc inflacja w Polsce coraz bardziej napędzana była szokiem popytowym. Mimo tarcz antyinflacyjnych, wiele wskazuje na to, że inflacja nie wyhamuje. Skutki wojny w Ukrainie silnie wpływają na presję inflacyjną. Sam NBP szacuje, że średnioroczna inflacja konsumencka w Polsce ma wynieść 10,8 proc. w obecnym roku, ze szczytem na poziomie 12,1 proc. Badania wskazują, że wzrost stopy inflacji jest ujemnie skorelowany ze wzrostem gospodarczym. Baranowski i Raczko określili, że w latach 1971-2000 w krajach Unii Europejskiej, wzrost inflacji o 10 proc. wpływał na zmniejszenie się PKB per capita o 1,41 pkt. proc.

Ponadto, odbicie aktywności gospodarczej wywołało obawy o pojawienie się spirali cenowo-płacowej. Zgodnie z przywołanymi już prognozami, inflacja ma być na poziomie dwucyfrowym, podczas gdy polski rynek pracy zmaga się z niedoborem pracowników – od kilku lat w Polsce istnieje wyższy popyt na pracę, aniżeli podaż pracy. W związku z powyższym, pracownicy, oczekując wysokiej inflacji, wymuszają na pracodawcach wzrost ich pensji, aby utrzymać swoje realne zarobki na tym samym poziomie. Tak więc, wysoka presja inflacyjna oraz niedobory na rynku pracy wzmagają wzrost płac. Wzrost płac to wyższe koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa, które oczywiście przenosi się na konsumenta w postaci wyższych cen na sklepowych półkach.

Kolejnym zagrożeniem są szybko rosnące stopy procentowe. Rada Polityki Pieniężnej za wszelką cenę chce w średnim terminie stłumić inflację. Opóźniona reakcja powoduje, że stopniowe zaostrzanie polityki monetarnej jest niemożliwe, ponieważ inflacja jest prawie dwucyfrowa. Od października ubiegłego roku, stopa referencyjna wzrosła z 0,1 proc. do 3,5 proc. Stanowi to spore ryzyko dla kredytobiorców. Szacowana rata kredytu na 300 tys. zł na 25 lat wzrosła od października już o 803 zł.

Rosnące ceny surowców energetycznych stanowiły zagrożenie jeszcze przed wystąpieniem wojny w Ukrainie. Od 1 stycznia URE przyjął nowe stawki. Wobec tego ceny za energię i prąd wzrosły średnio o 24 proc. dla gospodarstw domowych. Obecne napięcia geopolityczne i wojna sankcyjna wpływają na dalszy wzrost cen ropy naftowej oraz gazu ziemnego na światowych rynkach. Obecnie ropa WTI notowana jest na poziomie 106 dolarów za baryłkę. Nie zapominajmy również, że Polska jest krajem opartym energetycznie o węgiel oraz gaz ziemny, co podnosi koszty tzw. transformacji energetycznej UE. To będzie jednak przedmiot rozważań w późniejszej części.

Mimo obecnej konsolidacji zachodniej w wyniku wydarzeń na Ukrainie, a tym samym polepszeniem się stosunków polsko-unijnych, to warto pamiętać, że konflikt z UE „nie wyparował”. Jeżeli czegoś nie widać, to nie oznacza, że tego nie ma. Takie problemy jak, praworządność w Polsce, która w opinii unijnych urzędników pozostawia wiele do życzenia, środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) czy spór o Turów wkrótce powrócą. Fundusze unijne odegrały niebagatelną rolę w naszym niemal 30-letnim wzroście gospodarczym. Według szacunków Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z 2013 roku, fundusze UE wpływały na przyspieszenie wzrostu PKB o 0,5 pkt procentowego.

Niewiarygodna polityka pieniężna, opóźniona normalizacja poziomu stóp proc., niespójna polityka informacyjna NBP oraz utrwalona inflacja stwarzają poważne zagrożenia w sektorze finansowym. Dodatkowo, złoty jest narażony na tzw. ostrzał na rynkach finansowych, ze względu na silne napięcia geopolityczne. Pogorszenie się sytuacji kredytobiorców i jednoczesna silna dewaluacja złotego pogarsza wartość i jakość portfela kredytowego. Na ryzyko narażeni są także frankowicze. Frank szwajcarski to waluta uchodząca za tzw. bezpieczną przystań w przypadku wystąpienia globalnych perturbacji, z jakimi mamy do czynienia teraz. W związku z powyższym polska waluta szczególnie silne osłabia się względem franka, w którym zdenominowane są kredyty frankowiczów.

Wykres 7. Główne zagrożenia dla polskiego systemu finansowego do 2023 roku.

Dotychczas opisane zagrożenia stanowią poważne wyzwania dla polskiej gospodarki w krótkim terminie. Ryzyka makroekonomiczne oraz finansowe będą eskalować ze względu na wojnę w Ukrainie i związaną z nią niepewność. Rosnąca awersja do ryzyka, napięcia geopolityczne, szoki podażowe wynikające z rosnących cen energii, silna presja infacyjna oraz płacowa, chaos podatkowy spowodowany nieudaną reformą podatkową w ramach tzw. Polskiego Ładu, coraz gorsza sytuacja finansowa kredytobiorców to problemy „tu i teraz”, które zmuszają do przyjęcia odpowiedniej polityki gospodarczej. Narzędzia policy mix muszą ze sobą współdziałać i hamować narastanie nowych zagrożeń. Mam szczere wątpliwości, czy jednoczesne prowadzenie restrykcyjnej polityki monetarnej (rosnące stopy proc.) i ekspansywnej polityki fiskalnej (silna obniżka PIT) to dobry kierunek.

Naturalna rekomendacja dla obecnej polityki wewnętrznej w naszym kraju to przede wszystkim bardziej przejrzysta polityka informacyjna NBP oraz przewidywalna polityka monetarna, która odbuduje wiarygodność naszego banku centralnego. Mając na uwadzę wahania złotego, bardzo ważna będzie także polityka kursowa, której celem powinien być kurs złotego z jednej strony na poziomie wspierającym konkurencyjność naszego eksportu, a z drugiej strony niewpływającego na nadmieny wzrost inflacji importowanej oraz rat kredytów dla frankowiczów. Cele polityki fiskalnej w krótkim terminie to przede wszystkim naprawa Polskiego Ładu w kierunku jasnych ram podatkowych.

Demografia, system podatkowy, inwestycje i klimat to wyzwania, którym musimy stawić czoła

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że Polska do 2030 roku będzie się silnie konwergować z Zachodem. Polski PKB per capita na koniec trzeciej dekady ma odpowiadać 80 proc. PKB per capita strefy euro. W porównaniu do UE, nasz PKB już stanowi 77 proc. średniej unijnej, a osiągnięcie poziomu 80 proc. to kwestia kilku najbliższych lat. Istnieją jednak czynniki, które mogą wyhamować naszą konwergencję gospodarczą nie tylko do 2030 roku, ale również przez kolejne dekady. Zapaść demograficzna, skomplikowany system podatkowy, który uległ jeszcze większej nieprzejrzystości w wyniku Polskiego Ładu, niski poziom inwestycji oraz kosztowna transformacja energetyczna mogą stłamsić naszą gospodarkę i doprowadzić do wieloletniej stagnacji.

Od lat ekonomiści wskazują na niski poziom innowacji w naszej gospodarce. Ostatnie lata wzrostu gospodarczego nie były efektem wydatków inwestycyjnych, lecz wydatków konsumpcyjnych napędzanych przez prowadzenie polityki prosocjalnej. Problem braku innowacyjności podkreśla ekspert ING Adam Antoniak.

W średniej perspektywie cały czas wyzwaniem pozostaje poprawa innowacyjności polskiej gospodarki. Model bazujący na znaczących zasobach taniej siły roboczej wyczerpuje się z powodu czynników demograficznych (niska podaż krajowych pracowników, starzenie się społeczeństwa). Efekt ten jest częściowo łagodzony przez imigrację i wzrost aktywności zawodowej. Braki pracowników powodują jednak szybki wzrost płac. Z tym drugim czynnikiem jest w Polsce coraz trudniej, więc coraz większą rolę w generowaniu wzrostu gospodarczego musi odgrywać wzrost wydajności. Wymaga to zwiększenia nakładów na inwestycje. Stopa inwestycji jest w Polsce niska na tle krajów regionu i UE — wskazuje ekspert ING Banku Polskiego Adam Antoniak

Silnie rosnąca wydajność pracy, która pozwalała szybko rozwijać się naszej gospodarce po transformacji ustrojowej może wyhamować. Stopa inwestycji w Polsce wynosi zaledwie 16,6 proc. i jest to zdecydowanie mniej niż w innych krajach UE i naszego regionu. Niższy poziom inwestycji jest jedynie w Grecji, która od lat zmaga się ze stagnacją gospodarczą. Wydatki na badania i rozwój stanowią zaledwie 1,4 proc. PKB. Natomiast średnia UE wynosi 2,3 proc. Jeżeli nie uda się pobudzić innowacyjności przez reformę systemu publicznego, która zwiększy chęć sektora prywatnego m.in. poprzez ulgi inwestycyjne i przez automatyzację i robotyzację przedsiębiorstw nie będziemy w stanie zwiększać produktywności pracy, co odbije się na polskim PKB. Jak wskazuje ekonomista Marcin Piątkowski, wzrost produktywności czynników produkcji w przyszłości będzie generować ponad 2/3 wzrostu realnego PKB.

Wykres 8. Inwestycje jako procent PKB w krajach UE.

Jak już wspomniałem, Polska swoją energetykę opartą ma o nieodnawialne surowce energetyczne tj. węgiel oraz gaz ziemny. Jednocześnie Unia Europejska zatwierdziła, że emisja gazów cieplarnianych ma spaść do poziomu 55 proc. do 2030 r. wobec poziomu z 1990 roku. Stanowi to poważne wyzwanie i zagrożenie. Transformacja energetyczna UE powoduje, że każda tona emisji CO2 oznacza koszt dla naszej gospodarki a de facto polskich firm w postaci tzw. ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla, które nieprzerwanie rosną od 2017 roku. W związku z powyższym zmniejsza się międzynarodowa konkurencyjność przedsiębiorstw w Polsce, a szczególnie z sektora produkcyjnego, ponieważ cechą charakterystyczną polskiego przemysłu jest wysoka energochłonność pozyskiwana ze wspomnianych nieodnawialnych źródeł energii.

Najbliższe lata dla polskiej gospodarki i społeczeństwa będą wiązały się z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą transformacja energetyczna. Jej koszt liczony będzie w setkach miliardów złotych. Do jej sfinansowania niezbędny będzie silny sektor bankowy, a ten był przez ostatnie lata bardzo osłabiany. Inwestycje w bardziej zieloną gospodarkę mogą być tym elementem, który z jednej strony wypełni lukę po słabnących napływach środków z UE, a z drugiej strony dostarczy bodźców do wzrostu innowacyjności w gospodarce — wskazuje dla naszego portalu dr SGH Marcin Czaplicki

Według prognoz ekspertów i analityków, ceny uprawnień do emisji CO2 w obecnej dekadzie będą rosnąć i mogą dojść aż do poziomu 90 euro za tonę. Jak wskazuje dyrektor PIE Piotr Arak, konieczne są negocjacje z Brukselą w ramach których powstanie europejski fundusz sprawiedliwej transformacji.

Ponadto, Polska jako kraj opierający swoją energetyką na węglu oraz gazie będzie mieć problem ze spełnieniem celów klimatycznych UE. Warunkiem koniecznym będzie takie wynegocjowanie i stworzenie europejskiego funduszu sprawiedliwej transformacji, które umożliwi dostosowanie się regionów dotkniętych zmianami takimi jak Śląsk, który utraci 75 tys. miejsc pracy w górnictwie. Potrzebne są na to fundusze, które sięgają poziomu 450-750 mld euro do 2050 r. tylko dla Polski. Wyzwaniem jest więc doprowadzenie do jakiejś formy kompromisu z Brukselą, który nie ograniczy szans rozwojowych Polski i pozwoli ograniczać stopniowo emisje – podkreślał ekonomista Piotr Arak na łamach Business Insider

Warto zaznaczyć, że przed nami okres uniezależniania się od rosyjskich surowców, co również niesie za sobą koszty.

Przed energetyką stoi wyzwanie uniezależnienia się od rosyjskich surowców, a także ograniczenie emisyjności. To oznacza wysokie koszty energii na lata, a także konieczność poniesienia gigantycznych nakładów inwestycyjnych. Koszty te będą musieli ponieść ostatecznie odbiorcy. Szczególnie dotkliwe może być to dla przemysłu, prowadząc do pogorszenia jego konkurencyjności – wskazuje dla nas ekspert ING Banku Polskiego Piotr Popławski

Wykres 9. Ceny uprawnień do emisji CO2.

Istnieje także potrzeba reformy podatkowej w kierunku zwiększenia progresji w klinie podatkowym. Z danych OECD wynika, że polski system podatkowy w 2021 charakteryzował się jednym z największych klinów podatowych w porównaniu do innych krajów OECD. Polski Ład w teorii miał zmniejszyć opodatkowanie dla najmniej zarabiających i wprowadzić progresywność w polskim systemie podatkowym. Jednak zaimplementowanie reform podatkowych okazało się fiaskiem, w wyniku czego Polski Ład stał się Polskim „Nieładem”.

Należy jednak podkreślić, że w ostatnich latach rosną dochody z sektora finansów publicznych, co świadczy o uszczelnieniu podatku VAT czy CIT i ograniczeniu działania tzw. szarej strefy. W tym kontekście polski system podatkowy zmienił się in plus a działania w tym kierunku powinny być kontynuowane.

Wykres 10. Klin podatkowy jako procent pełnych kosztów pracodawcy dla polskiej płacy minimalnej w 2021 roku.

Jednak najpoważniejszym zagrożeniem oraz wyzwaniem dla Polski będzie kryzys demograficzny. Według prognozy OECD proces starzenia się społeczeństwa będzie w obecnej dekadzie zmniejszał tempo wzrostu gospodarczego na osobę o 0,2 pkt proc. rocznie.

Najbardziej oczywistym wyzwaniem dla polskiej gospodarki w jakimkolwiek horyzoncie czasowym jest demografia. W 2030 w naszym kraju będzie żyło o blisko 0,5 mln mniej Polaków w wieku 18-65 niż w 2021. W połączeniu z większą gospodarką oznacza to, że luka na rynku pracy powiększy się jeszcze bardziej. Można będzie ją zredukować na kilka sposobów: pierwszym jest rosnąca aktywność zawodowa. Z jednej strony wzrost jej stopy wspomaga fakt, że starsze (mniej aktywne) pokolenia są zastępowane przez młodsze, bardziej aktywne. Z drugiej strony jednak, młodsze pokolenia coraz bardziej cenią czas wolny, co oznacza, że z biegiem czasu będzie coraz mniejsze przyzwolenie na tak zwane nadgodziny. Oznacza to, że musi wzrosnąć produktywność pracy, a do tego potrzebne są inwestycje i dobra, nowoczesna edukacja. Są to dwa kolejne wyzwania dla polskiej gospodarki – wskazuje dla naszego portalu dr SGH Marcin Czaplicki

Struktura demograficzna z tzw. „pulchnej damy”, w której dominuje liczba osób w wieku produkcyjnym może zmienić się w kształt „kebabu”, gdzie uwidacznia się większa dominacja osób starszych. Jak wskazuje Piątkowski (2019), starsze społeczeństwo to nie tylko utrata konkurencyjności gospodarki, negatywny wpływ na stan finansów publicznych (utrzymanie systemu emerytalnego) i popyt krajowy, ale również wzrost znaczenia starszych wyborców, którzy opowiadają się za polityką redystrybucji i socjalną korzystną dla emerytów, a niekorzystną chociażby dla wspomnianej innowacyjności oraz robotyzacji, co przyniesie szkody młodszemu społeczeństwu. Warto zaznaczyć, że kryzys demograficzny to problem całej Europy, na co wskazuje poniższy wykres.

Wykres 11. Prognoza struktury demograficznej w Unii Europejskiej.

Z danych Instytutu Emerytalnego wynika, że do 2080 populacja Polski zmniejszy się o ponad 7 mln osób. Tylko w obecnej dekadzie liczba mieszkańców w Polsce zmniejszy się o ok. 0,5 mln osób. Jeżeli wskaźnik dzietności (1,4) nie wzrośnie czeka nas zapaść demograficzna.

Coraz mniejsza liczba ludności sprawi, że spadnie zapotrzebowanie na nowe mieszkania i inwestycje budowlane. Mniejsza liczba ludności determinować będzie także mniejsze zapotrzebowanie na powierzchnię użytkową biur czy sklepów. Można spodziewać się opustoszałych galerii handlowych, czy dzielnic biurowych, które z powodu braku najemców nie będą w stanie się utrzymać. Mniejsza liczba ludności w wieku produkcyjnym obniży także popyt na transport oraz konieczność inwestowania w infrastrukturę transportową. Efektem tych zjawisk będzie mniejsza liczba i wartość inwestycji budowlanych – wskazują eksperci Instytutu Emerytalnego w swoim raporcie

Wykres 12. Prognoza wielkości populacji w Polsce.

W związku z powyższym niezbędne jest wdrożenie polityki społeczej oraz migracyjnej, która stopniowo będzie zwalczać problem depopulacji. Eksperci Instytutu Emerytalnego postulują zaimplementowanie działań, które zwiększa poziom znajomości języka polskiego wśród obcokrajowców, gdyż ma to wymierny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw i gospodarki. Ponadto imigranci powinni mieć większą możliwość zrzeszania się w związkach zawodowych, co przyczyni się do ich integracji z polskim rynkiem. Ponadto obcokrajowcy mający rodziny powinni mieć możliwość korzystania z Mieszkania+, natomiast sektor bankowy musi umożliwić większą dostępność korzystania z kredytów hipotecznych dla imigranów z Europy Wschodniej.

Obecny napływ uchodźców przy odpowiedniej polityce fiskalnej i migracyjnej może okazać się „zbawieniem” dla polskiego kryzysu demograficznego. Należy jednak zaznaczyć, że przeważająca część imigrantów ze wschodniej granicy to matki z dziećmi, które obecnie wymagają opieki socjalnej.

W krótkim terminie na główne wyzwanie wyrasta problem uchodźców z Ukrainy. Będzie to pociągało za sobą wymierne koszty fiskalne. Rząd musi zapewnić finansowanie zwiększonych wydatków socjalnych, ale także wydatków na usługi publiczne takie jak edukacja i ochrona zdrowia. Jednocześnie obecna fala imigracji to też szansa dla Polski. Krajowy rynek pracy jest napięty i boryka się z brakami pracowników. Dodatkowa podaż pracy może wydatnie zwiększyć potencjał polskiej gospodarki – odpowiada ekspert ING Banku Polskiego Adam Antoniak

Instytut Emerytalny zaleca także zmniejszenie transferów socjalnych jako walki z zapaścią demograficzną, które demotywują społeczeństwo do pracy na rzecz zwiększenia wsparcia dla osób zatrudnionych w formie propagowania i finansowania podnoszenia kompeencji zawodowych.

W opinii eksperta ING, ostatnie wydarzenia to także szansa dla polskiej gospodarki, która może stać się europejskim centrum produkcyjnym.

W świetle ostatnich zaburzeń w łańcuchach dostaw (pandemia, wojna na Ukrainie) firmy w coraz większym stopniu powinny być skłonne do skracania łańcuchów dostaw i dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia. Polska ma szansę stać się europejskim hubem produkcyjnym. Część firm może przenosić produkcję z Rosji i Azji do UE — wyjaśnia dla naszego portalu ekspert ING Banku Polskiego Adam Antoniak

Ogólnie rzecz biorąc, przed polską gospodarką stoją poważne wyzwania i zagrożenia, które mogą zakłócić powrót na ścieżkę wieloletniego wzrostu gospodarczego sprzed pandemii. Konwergencja gospodarcza z państwami zachodnimi silnie zależeć będzie od prowadzenia polityki gospodarczej, w tym szczególnie społecznej oraz migracyjnej, gdyż zapaść demograficzna stanowi czołowe wyzwanie. Model wzrostu na najbliższe lata powinien zakładać m.in. zwiększenie progresji opodatkowania (w tym reforma Polskiego Ładu), zwiększanie zatrudnienia przy szczególnym wykorzystaniu potencjału młodych, otwarych i wykształconych osób oraz imigrantów z Ukrainy, zwiększenie innowacyjności, która będzie odgrywać główną rolę we wzroście PKB oraz wzmocnieniu sektora finansowego m.in. poprzez prowadzenie wiarygodnej polityki monetarnej. To tylko niektóre z wielu niezbędnych reform i zmian. Powrót do złotej ery jest możliwy, jednak wymaga stawienia czoła wyzwaniom i zagrożeniom.

Polska w strefie euro. Perspektywy przystąpienia w obliczu wojny [RAPORT]

Polecane artykuły

Back to top button