Polska

Reforma Polskiego Ładu to pompowanie inflacji i ograniczanie samorządów

Reforma Polskiego Ładu to kolejna łatka w głośno zapowiadanej reformie systemu podatkowego, która finalnie okazała się podatkowym bublem. Nowy Nowy (Polski) Ład ma nieco naprawić błędy popełnione za pierwszym razem. Niektóre pomysły są jednak krytykowane przez ekonomistów.

Reforma Polskiego Ładu, czyli kolejna łatka w nieudanym projekcie

Paweł Doligalski z Dobrobytu na Pokolenia opublikował stanowisko, w którym odnosi się do najnowszej reformy Polskiego Ładu. W swojej publikacji wskazuje zarówno na dobre jak i złe zmiany. Wśród pozytywnych zmian wskazuje na likwidację tzw. ulgi dla klasy średniej. Ulga ta jego zdaniem komplikowała system podatkowy oraz była selektywna. Niemniej jednak negatywnie jest nastawiony do samej obniżki podatków.

Wbrew nazwie, ulga dla klasy średniej jest bardzo selektywna: w oryginalnym projekcie ustawy stosowała się jedynie do pracowników na umowie o pracę, z biegiem czasu rozszerzono ją również o osoby prowadzące działalność gospodarczą, które rozliczają się za pomocą skali podatkowej. Nie uwzględnia ona natomiast na przykład osób na umowach cywilno-prawnych (umowa-zlecenie, umowa o dzieło), emerytów lub rencistów, mimo że tym grupom również mogą wzrosnąć obciążenia. Wprowadzenie ulgi dla klasy średniej oznacza zatem dość arbitralne rozdzielenie skali podatkowej na dwa różne wersje w zależności od źródła dochodów. Takie mnożenie bytów mocno komplikuje system podatkowy i rodzi wiele pytań, na przykład: ile podatku zapłacić, jeśli ma się dochody jednocześnie z umowy o pracę i umowy o dzieło?, albo: jak rozliczać się wspólnie z emerytowanym małżonkiem? – komentuje naukowiec.

Alternatywą dla tego rozwiązania miała być modyfikacja skali podatkowej. Jest to pomysł zaproponowany przez ekonomistów z CeNEa. Ci jednak proponowali skalę podatkową z jednym progiem. W tym przypadku mamy do czynienia z dwoma progami podatkowymi, jednak jest to zmiana spójna z obecnym systemem bez jego zbędnej komplikacji.

Ekonomista zaznacza jednak, że likwidacja ulgi dla klasy średniej i zastąpienie jej niższym progiem podatkowym jest de facto ulgą dla klasy średniej i wyższej. Zdaniem Pawła Doligalskiego obniżenie stopy podatku w dolnym progu z 17% do 12% oznacza bowiem:

  1. brak jakichkolwiek korzyści, jeśli dochody plasują nas poniżej kwoty wolnej od podatku (ok. 3 tys. brutto miesięcznie i mniej),
  2. korzyści 375 zł miesięcznie (4500 zł rocznie) dla podatników w górnym progu podatkowym, zarabiających powyżej 12 500 zł brutto miesięcznie.

Pozostali podatnicy, a więc ci z dolnego progu podatkowego, zyskują zaś tym więcej, im wyższe mają zarobki. Zmiany w opodatkowaniu działalności gospodarczej (podatek liniowy i ryczałtowy) są analogiczne, choć nieco mniej szczodre. Możliwość odliczania składki zdrowotnej obniża roczne obciążenie podatkowe liniowców do 140 zł miesięcznie, a największe kwotowe korzyści z reformy uzyskują ci z wysokimi dochodami. Zmiany można zatem podsumować następująco: podatki są obniżane wszystkim poza najmniej zarabiającymi.

Wraca rozliczanie się samotnego rodzica z dzieckiem

Polski Ład zniósł możliwość wspólnego rozliczenia samotnego rodzica z dzieckiem i wprowadził w zamian ulgę dla samotnych rodziców w wysokości 1500 zł. Jak wskazuje autor stanowiska, jest to rozwiązanie kontrowersyjne: choć najubożsi samotni rodzice zyskali, to ci lepiej zarabiający zostali zaskoczeni znacznie wyższym podatkiem.

Ponadto, w wielu przypadkach samotny rodzic z dzieckiem musi płacić podatki wyższe niż bezdzietne małżeństwo z identycznymi dochodami, w którym jeden z małżonków nie pracuje, co godzi w podstawowe poczucie sprawiedliwości. Reforma przywraca możliwość wspólnego rozliczenia samotnego rodzica z dzieckiem, co oceniamy dobrze. Natomiast w dłuższym okresie warto się zastanowić nad reformą wsparcia dla samotnych rodziców, gdyż wspólne rozliczenie z dzieckiem jest rozwiązaniem bardzo regresywnym (korzyści rosną z dochodami, a rodzic o dochodach do 3 tys zł. nie zyskuje nic) i wrażliwym na modyfikacje skali podatkowej – komentuje Paweł Doligalski.

Obniżka PIT to większa centralizacja państwa i uzależnienie samorządów

Autor zwraca jednak uwagę za aspekty, na które już wcześniej zwracaliśmy uwagę w naszych tekstach. Mianowicie, polityka fiskalna prowadzona przez rząd jest niespójna z polityką monetarną prowadzoną przez NBP. W efekcie działania NBP mogą mieć dużo mniejszy wpływ na rzeczywistość. W momencie kiedy NBP podwyższa stopy procentowe i zapowiada kolejne w celu zbicia inflacji, rząd obniża stopę podatkową i de facto zostawia w gospodarce więcej pieniędzy. To natomiast jest działania proinflacyjne, co przy inflacji wynoszącej w marcu blisko 11% jest działaniem co najmniej niezrozumiałym. Ponadto planowane jest zwiększenie wydatków na obronność, a dodatkowo mamy w Polsce ok. 2 mln uchodźców, co również wiąże się z potężnymi wydatkami. W tym samym czasie obniżane są jednak podatki.

Ponadto obniżka PIT ma jeszcze jedną dużą wadę. Źle wpływa na sytuację samorządów. To właśnie PIT jest podatkiem, który bardzo mocno zasila kasę samorządów, a także organizacji pozarządowych. Obniżenie PIT-u to obniżenie wpływu do kasy tych instytucji. Ma to na celu uzależnienie od siebie samorządów i centralizację, co z perspektywy skutecznego zarządzania państwem jest złym rozwiązaniem.

W związku z tym reforma Polskiego Ładu jest oceniana przez ekspertów z Dobrobytu na Pokolenia neutralnie. Naukowcy wskazują zarówno na pozytywne zmiany, jak i te negatywne.

Inflacja: Rząd dolewa oliwy do ognia, podczas gdy NBP próbuje ugasić pożar

Polecane artykuły

Back to top button