Komentarze I Analizy

„Możemy podnieść podatki od najwyższych dochodów” [WYWIAD]

O podatkach w Polsce i możliwości ich podwyżki z dr. Pawłem Doligalskim rozmawiał Filip Lamański

Filip Lamański: Ponoć chce Pan podnosić podatki dla najbogatszych. Skąd takie wnioski?

Paweł Doligalski: W raporcie podatkowym, który napisałem w ramach grupy eksperckiej Dobrobyt na Pokolenia, policzyłem jaka jest maksymalna „rozsądna” stopa opodatkowania najwyższych dochodów.  Przez najwyższe dochody w tym opracowaniu rozumiem dochody powyżej 200 tys. zł, co w przybliżeniu odpowiada 1% najlepiej zarabiających Polaków. Natomiast stopa opodatkowania jest „rozsądna” jeśli jej lekkie zmniejszenie nie doprowadzi do zwiększenia przychodów budżetowych. Innymi słowy, posługując się popularnym konceptem krzywej Laffera, policzyłem gdzie znajduje się szczyt krzywej Laffera dla opodatkowania najwyższych dochodów. W obliczeniach tych wziąłem pod uwagę najnowsze oszacowania rozkładu dochodów oraz reakcji podatników na podwyżki podatków, pochodzące z artykułów naukowych polskich ekonomistów. W szczególności, biorę pod uwagę to, że podwyżki podatków od dochodów zniechęcają do pracy oraz mogą skłaniać do zmiany jej formy (np. z zatrudnienia na samozatrudnienie) lub do przeprowadzki za granicę. 

Jakie są wyniki?

Maksymalna „rozsądna” stopa opodatkowania nadwyżki dochodów powyżej 200 tys. zł wynosi 48% dla pracowników oraz 45% dla samozatrudnionych. Dla porównania, obecnie te grupy są opodatkowane stopami 38% i 19%, uwzględniając podatek PIT i składki. To pokazuje, że możemy podnieść podatki od najwyższych dochodów, szczególnie w przypadku działalności gospodarczej. O tym czy należy tak zrobić możemy podebatować. Na pewno moglibyśmy wykorzystać dodatkowe wpływy budżetowe z dużą korzyścią dla wszystkich Polaków w takich kategoriach jak edukacja, zdrowie lub przeciwdziałanie zmianom klimatycznym.

Z tego co Pan mówi, najmocniej zostałyby podniesione podatki dla samozatrudnionych. Skąd w ich przypadku pewność, że nie wytransferują przychodów za granicę? Np. do Estonii, czy też na Cypr? Przedsiębiorcy wydają się bardzo mobilną grupą społeczną.

Moje oszacowania uwzględniają ten efekt. Podnoszenie podatków zwiększa zachęty do przeprowadzki za granicę, zarówno dla pracowników jak i dla przedsiębiorców, co ma negatywny wpływ na przychody budżetowe. Jednak jeśli stopy podatku nie przekroczą wyżej wspomnianego poziomu (45% dla pracowników, 48% dla samozatrudnionych), te negatywne efekty będą mniejsze niż bezpośredni wzrost przychodów podatkowych od osób które nie wyemigrowały. Bez uwzględnienia efektu migracji podatkowej szczyt krzywej Laffera oczywiście byłby wyższy i wynosiłby 58% dla pracowników i 50% dla samozatrudnionych. 

Czy podwyższenie podatków dla samozatrudnionych oznacza de facto likwidację podatku liniowego? Jak wiemy najchętniej korzystają z niego najbogatsi, a dokładniej 3 proc. najbogatszych. Tak wynika przynajmniej z danych Ministerstwa Finansów.

Zgadza się, podniesienie stopy podatku dla najlepiej zarabiających samozatrudnionych przy jednoczesnym zachowaniu obciążenia podatkowego na niższych poziomach dochodu wymaga porzucenia podatku liniowego.

Ale w myśl neoliberalnej doktryny to jest karanie przedsiębiorców za ich ciężką pracę, czy to jest sprawiedliwe?

W ogromnym uproszczeniu, możemy rozważyć dwie perspektywy. Według pierwszej perspektywy każdy jest kowalem własnego losu i sam jeden jest odpowiedzialny za swoje sukcesy i porażki. Według drugiej perspektywy, nasze sukcesy i porażki są wynikiem szczęścia, losowości. Naturalnie, posługując się pierwszą perspektywą nie będziemy skłonni zabierać dochodów bogatym, którzy muszą być pracowici, aby dać biednym, którzy z kolei muszą być leniwi. Z kolei druga perspektywa będzie nas dużo mocniej skłaniać do redystrybucji dochodów, podnoszenia podatków dla najbogatszych i obniżania ich dla ubogich, gdyż w ten sposób możemy się ubezpieczyć przed tą losowością i pechem. 

Która z tych dwóch perspektyw jest bliższa prawdzie?

To bardzo trudne pytanie. Na pewno wiemy, że losowość ma bardzo duży wpływ na nasze życiowe osiągnięcia. Widać to na przykład poprzez oszacowania mobilności międzypokoleniowej, które pokazują że dzieci dobrze wykształconych i wysoko zarabiających są średnio lepiej wykształcone i mają średnio wyższe zarobki od pozostałych. W tym przypadku losowością jest poziom wykształcenia i zarobki rodziców, za które przecież dzieci nie mogą być odpowiedzialne. Inny ciekawy przykład pochodzi z niedawnego artykułu Krzysztofa Karbownika z Emory University w Atlancie. Zbadał on zarobki osób w USA które, będąc jeszcze w brzuchu matki, doświadczyły huraganu. Okazuje się, że takie doświadczenie zmniejszało ich przyszłe dochody jako dorosłych ludzi o średnio 5% w porównaniu do podobnych osób które huraganu nie doświadczyły. Choć sam efekt może się wydawać niewielki, pamiętajmy że jest tylko jeden z wielu „szoków” których możemy doświadczyć w czasie życia.

Czy podwyżka dla podatków dla najbogatszych wiązałaby się z obniżką dla najbiedniejszych? Jak wiemy Polski system podatkowy niespecjalnie jest progresywny.

Dodatkowe wpływy podatkowe jak najbardziej można wykorzystać do zmniejszenia opodatkowania słabiej zarabiających. Trzeba to tylko zrobić rozsądnie. 

W ubiegłym roku rząd podwyższył koszty uzyskania przychodu oraz zmniejszył stopę opodatkowania dochodów w dolnym progu podatkowym z 18% do 17%. Reformę oficjalnie uzasadniano potrzebą sprawiedliwego rozłożenia obciążenia podatkowego. Jak zmiana obciążenia podatkowego będzie wyglądała w praktyce? Osoby w dolnym progu faktycznie będą płacić niższe podatki, w przypadku osoby z wynagrodzeniem minimalnym będą to dodatkowe 504 zł rocznie w kieszeni. Ale największymi beneficjentami reformy są ci lepiej zarabiający, z dochodami powyżej 85,5 tys. zł. Ich podatek zmniejszy się o największą kwotę, 855 zł rocznie. Paradoksalnie, reforma motywowana sprawiedliwością społeczną najbardziej ulżyła najlepiej zarabiającym. A wystarczyło obniżyć poziom dochodu od którego zaczyna się górny próg podatkowy ze stawką 32% aby „odizolować” najlepiej zarabiających od niższych stawek na niższych poziomach dochodu. Rząd się jednak na to nie zdecydował. 

Ciekawe rozwiązanie na większe transfery dla uboższych zaproponowała za to Koalicja Obywatelska. Jest to „premia za aktywność” z ich programu na wybory parlamentarne. Zgodnie z tym pomysłem, na niskich poziomach dochodu wielkość transferów otrzymywanych od państwa rosła by z poziomem dochodu, co dawałoby silne bodźce do pracy. Takie rozwiązania są powszechnie stosowane w innych krajach np. Earned Income Tax Credit w USA. 

Jak Koalicja Obywatelska definiowała osoby uboższe? Jaki to był poziom dochodów? Poza tym, co jak przekroczymy poziom dochodu kwalifikujący nas jako uboższych? Nasze świadczenie ze strony państwa pozostają już bez zmian? Czy to będzie zachęcać do dalszego rozwoju?

Według tego pomysłu „premia” rośnie na niskich poziomach dochodu, osiąga maksimum w okolicach płacy minimalnej i potem jest stopniowo wygaszana, tak że osoby z przeciętnymi bądź wysokimi zarobkami płacą już podatki normalnie. Takie rozwiązanie pozwala na wspomożenie uboższych, dając im jednocześnie silne bodźce do partycypacji na rynku pracy. Oczywiście, to konkretne rozwiązanie trafiło do kosza w momencie ogłoszenia wyników wyborów, ale sam koncept jest warty rozważenia.

Polski Instytut Ekonomiczny przedstawił na Forum w Davos raport z którego wynika że z Unii Europejskiej wypływa każdego roku 170 mld euro tylko dzięki unikaniu opodatkowania. Myśli Pan że można tę dziurę jakoś załatać czy jest to bardziej myślenie życzeniowe? 

Tę dziurę można, przynajmniej częściowo, załatać. Na pewno będzie to wymagało wzmożonej współpracy międzynarodowej, także na poziomie Unii Europejskiej. Tym bardziej, że raje podatkowe mamy też w Uni Europejskiej, i nie są to tylko malutkie Malta i Luksemburg, ale również Holandia.

Dużo możemy jednak też zrobić bazując na polityce krajowej. Emmanuel Saez i Gabriel Zucman, czołowi ekonomiści zajmujący się podatkami i ich unikaniem, w opublikowanej niedawno książce „Triumph of Injustice” oferują zestaw przepisów na zahamowanie wypływania zysków firm do rajów podatkowych. Najciekawszą propozycją jest ustanowienie minimalnej stopy podatku od zysków które firmy płacą globalnie. Jeśli, powiedzmy, polska firma przesuwa część zysków do raju podatkowego z zerową stopą podatku, zyski tej firmy raportowane w Polsce mogłyby być opodatkowane wyżej niż zazwyczaj aby zapewnić globalną stopę opodatkowania na ustalonym, minimalnym poziomie. Podobne rozwiązanie zostało niedawno wprowadzone w Stanach Zjednoczonych, choć minimalną stopę opodatkowania zysków ustalono tam na dość niskim poziomie 10.5%. 

Skoro takie proste wprowadzić podatki, to dlaczego jeszcze tego nie zrobiono? Mówiono o exit tax, mówiono o podatku cyfrowym, a efektów jak nie było tak nie ma.

Mówimy o podatkach, które uderzą w najmajętniejszych tego świata. Choćby z tego powodu wprowadzanie ich nie jest proste. Jako społeczeństwo powinniśmy wywrzeć presję na polityków aby zajęli się tym tematem oraz żeby wybrali najlepsze rozwiązanie.

Nie odnosi Pan wrażenia, że Polsce brak cywilnej odwagi na wprowadzenie takich obostrzeń? Politycy boją się nagonki ze strony społeczeństwa, a wydaje się, że to właśnie Kowalski będzie największym beneficjentem opodatkowania międzynarodowych korporacji.

Nie spodziewałbym się, aby przeciętnemu Polakowi przeszkadzało sprawniejsze opodatkowanie zysków korporacji i powstrzymanie ich przed wyprowadzaniem zysków z kraju. Podejrzewam, że takie rozwiązanie może zwiększyć przychody budżetowe przy aplauzie wyborców.

Dziękuję za rozmowę.

Paweł Doligalski – makroekonomista badający redystrybucję dochodów. Absolwent SGH, odbył pobyt badawczy na Uniwersytecie Pensylwanii w Filadelfii i obronił doktorat w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. Obecnie wykłada Finanse Publiczne na Uniwersytecie w Bristolu. W swoich badaniach zajmuje się między innymi redystrybucją dochodów w gospodarkach z szarą strefą oraz dualnym rynkiem pracy. 

Chcesz rzetelnego dziennikarstwa? Wesprzyj nas na Patronite!

patornite2

Polecane artykuły

Back to top button