Komentarze I Analizy

System ochrony zdrowia w Singapurze nie taki piękny jak go malują

Pod moim ostatnim wpisem na FB pojawiło się sporo komentarzy stawiających system ochrony zdrowia w Singapurze jako potencjalny wzór dla Polski. Wydaje mi się, że parę rzeczy wymaga wyjaśnienia.

Po pierwsze, system w Singapurze nie jest dobrowolny. Obowiązkowa składka jest wysoka – wynosi 37% wynagrodzenia i obejmuje środki na: emeryturę, ochronę zdrowia i mieszkanie. Środki te są zapisywane na specjalnym koncie.

System ochrony zdrowia w Singapurze jest zupełnie inny niż ten w Polsce

System singapurski od polskiego odróżnia to, że obywatele otrzymują różne standardy opieki zdrowotnej, w zależności od tego, na co ich stać. Osoba o niskich dochodach dostanie losowego lekarza, a w szpitalu położą ją w wieloosobowej sali. W zamian z jej publicznego konta ubędzie mniejsza kwota i z tego konta można spłacać np. ratę za mieszkanie. Osoba o wysokich dochodach dostanie lepszą usługę (np. może wybrać lekarza i dostanie prywatny pokój w szpitalu), ale z publicznego konta zniknie więcej.

Po drugie, placówki medyczne w Singapurze nie są prywatne. Wręcz przeciwnie – większość jest publicznych. Placówki te konkurują między sobą o pacjenta i mogą ustalać różne ceny usług. Btw w Polsce też jest konkurencja o pacjenta między publicznymi placówkami, tylko że mogą one konkurować tylko jakością (cenę za dane świadczenie ustala NFZ i płaci za jego wykonanie placówkom).

Zobacz także: Singapur może odnotować największe załamanie gospodarcze w historii

W Singapurze w tej konkurencji między placówkami bardzo pomaga specyfika państwa. Singapur jest małym powierzchniowo, bardzo gęsto zaludnionym państwem-miastem. Na powierzchni trochę większej od Warszawy mieszka prawie 6 mln osób! To oznacza, że pacjent rzeczywiście ma w zasięgu wiele różnych placówek i może między nimi wybierać. Bo wszystkie są w jednym mieście.

Singapurski system ochrony zdrowia w Polsce nie ma racji bytu

W kraju takim jak Polska – o dużej powierzchni i rzadkim zaludnieniu – taki system nie ma racji bytu. W większości miejscowości szpital jest jeden lub dwa. A kolejna miejscowość jest oddalona o kilkadziesiąt kilometrów. Pozwalając dowolnie kształtować ceny, sprawilibyśmy, że niektóre placówki mogłyby windować ceny, a pacjenci z braku możliwości i tak decydowaliby się na wykonanie świadczenia.

Dlatego idea skopiowania systemu singapurskiego do Polski 1 do 1 jest strasznie naiwna. Dziwi, że proponują ją wolnościowcy (mówią o tym m.in. przedstawiciele Konfederacji), bo system w Singapurze jest silnie regulowany. Jak cała gospodarka zresztą. Wysoka składka, publiczne placówki zdrowotne, ograniczona swoboda wyboru jakości usługi (klasa świadczenia zależy głównie od dochodu, a nie wyboru jednostki, a liczba najlepszych jakościowo usług jest ograniczana przez państwo). Do tego państwowy system mieszkalnictwa.

Jeśli już, to zastanówmy się nad wyciągnięciem z systemu singapurskiego paru ciekawych elementów – współpłacenie albo wspólne konto emerytalne, zdrowotne i mieszkaniowe – w tych miejscach widzę pole do dyskusji.

Dr Jakub Sawulski

Autor tekstu prowadzi bloga edukacyjnego o ekonomii na facebooku: link

Polecane artykuły

Back to top button