Komentarze I Analizy

G.W. Kołodko: Spodziewałem się upadku muru berlińskiego

Jakie miał Pan odczucia po upadku muru berlińskiego, czy to wydarzenie dało prawdziwą nadzieję na budowę bezpiecznego świata, świata pokoju bez wzajemnej nieufności, zimnych wojen i brutalnych sposobów rozwiązywania konfliktów międzynarodowych?

Spodziewałem się upadku muru berlińskiego, nawet zapowiadałem nieuchronność tego na jednej z konferencji naukowych, które organizowałem wtedy jako dyrektor Instytutu Finansów. Wówczas mówiłem, że to istotnie zmieni zewnętrzne uwarunkowania polskiej transformacji ustrojowej, która już wtedy była w toku. Później powiadałem, że to właśnie my – Polacy – obaliliśmy Mur Berliński już wiosną 1989 roku. Stałby on bowiem jeszcze przez jakiś czas, gdyby nie wielkie zmiany zapoczątkowane sukcesem polskiego Okrągłego Stołu, w którego obradach uczestniczyłem od lutego do kwietnia tamtego roku.

Co do oczekiwań, to moje myśli wtedy skupiały się przede wszystkim na systemowej transformacji, na ukierunkowaniu posocjalistycznych przemian w stronę budowy społecznej gospodarki rynkowej. Jesienią 1989 roku poszukiwaliśmy sposobu na przezwyciężenie strukturalnego i systemowego kryzysu gospodarki socjalistycznej, dróg utworzenia ekonomicznego modelu umożliwiającego odejście od gospodarki niedoborów i wyrwanie się z dewastującego efektywność gospodarczą i jakość życia syndromu shortageflation.  

Bynajmniej nie sądziłem, że mój kraj – Polska – szybko z sojusznika Związku Radzieckiego stanie się wręcz wrogiem Rosji, co niestety ma obecnie miejsce. Nie myślałem też o tym, że wkrótce możemy stać się członkiem NATO, gdyż interesowała mnie ekonomiczno-społeczna strona przemian, a nie polityczno-militarna. Rozważałem raczej wizję odległego w czasie przyłączenia się do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. 

Z pewnością zmiany już po kilku latach zaszły znacznie dalej, niż tego oczekiwałem 9 listopada 1989 roku. Choć nie miałem złudzeń, że nie jest to żaden „koniec historii” (wtedy jeszcze nie funkcjonowało to pojęcie; Francis Fukuyama wprowadził je, ze znakomitym skutkiem, nieco później), to z pewnością nie oczekiwałem nadejścia świata tak podzielonego i skłóconego, jak to teraz ma miejsce.

Jaki jest Pana punkt widzenia jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe, szczególnie w odniesieniu do stosunków między Wschodem a Zachodem, gdzie panują dosyć duże napięcia i nieufność, a siła jest głównym sposobem rozwiązywania konfliktów międzynarodowych?

Niektóre kraje, a ściślej politycy w tych krajach, nie są w stanie uwolnić się od tęsknoty za dominacją nad innymi, a przynajmniej pragną wywierać na nich wpływ. Skrajnym przykładem takiej postawy jest obecnie amerykański prezydent Donald Trump ze swoim amerykocentrycznym i egoistycznym hasłem Make America Great Again! Inni nie chcą zaakceptować faktu nieodwracalnej utraty wpływów, także Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina, zarówno w regionach ją otaczających, jak i daleko od niej.

Okazuje się również, że napięcia międzynarodowe, liczne animozje etniczne i narodowościowe były głęboko uśpione podczas pierwszej zimnej wojny (tak nazywam tę z lat 1945-1989, ponieważ teraz niestety mamy już drugą zimną wojnę). Swego czasu te anse były tłumione przez siły imperialistyczne, ale pokolonialna odwilż polityczna umożliwiła odrodzenie dawnych zadr. Na to nakładają się konflikty wynikające z terytorialnych podziałów świata z epoki kolonialnej, które często ignorowały tożsamość narodową, a dziś skutkują otwartą nienawiścią, konfliktami, a nawet wojnami między sąsiadami. Wystarczy wspomnieć o starciach na granicy między Mjanmą a Bangladeszem, w które uwikłana jest ludność Rohindżów, o eskalacji konfliktu dotyczącego pozycji Kurdów w regionach przygranicznych Turcji, Syrii i Iraku albo o toczonej w Mali walce Tuaregów o wolny stan Azawad. Mocarstwa światowe, zwłaszcza Stany Zjednoczone i Rosja, niekiedy też Wielka Brytania i Francja, choć dalekie w sensie geograficznym, często uważają, że muszą tam interweniować. Co ciekawe, Chiny – oskarżane przez Zachód o imperialistyczne skłonności z powodu ekspansywnej Inicjatywy Pasa i Szlaku – nie. Duże kraje europejskie, głównie Niemcy, również zachowują się w sposób umiarkowany i pragmatyczny.

Ze względu na spuściznę historyczną relacje między, powiedzmy, Japonią i Koreą, Indiami i Pakistanem, Marokiem i Algierią, Grecją i Macedonią Północną czy też Boliwią i Chile są złe. W takich sytuacjach czasami drobne konflikty interesów gospodarczych czy niuanse etniczne są wykorzystywane i wyolbrzymione przez złą politykę, przeistaczając się w poważne kryzysy. Można tego uniknąć, a zagrożenia stąd płynące są do wyeliminowania. Dowodzą tego chociażby doświadczenia Argentyny i Chile czy Namibii i Południowej Afryki. Obecne stosunki polsko-niemieckie są doskonałym przykładem takiego rozwiązania. Kiedyś najgorsze z możliwych, przed obaleniem Muru Berlińskiego wciąż jeszcze skomplikowane, później stały się pragmatyczne i dobrosąsiedzkie, chociaż wciąż zdarzają się politycy, którzy mogą je zepsuć ze względu na polityczną nieodpowiedzialność i po prostu głupotę.

Fakt, że pozytywne oczekiwania się nie ziściły, wynika z błędnych działań polityków oraz geopolityki i nieuchronnej walki o strefy wpływów?

Okazuje się, że niestety tak. Nadzieja w tym, że wszystkie wielkie konflikty współczesnego świata – te związane z nierównościami dochodowymi i majątkowymi, z problemami demograficznymi i wielką wędrówką ludów, z niekompletną globalizacją, która w swym wymiarze ekonomicznym wciąż nie jest dostatecznie inkluzyjna, z kolejnym wyścigiem zbrojeń – są rozwiązywalne. Rozwiązywalne wszak nie oznacza, że będą rozwiązywane w sposób pokojowy, pragmatyczny i służący postępowi cywilizacyjnemu. O to trzeba nieustannie zabiegać.

Tak jak 30 lat temu, kiedy upadał Mur Berliński, tak i obecnie, pokolenie później, wierzę, że rozsądek będzie z czasem brał górę. Pod tym właśnie kątem powstał także mój Nowy Pragmatyzm, zarys nieortodoksyjnej i interdyscyplinarnej teorii ekonomii i polityki gospodarczej, które mają służyć potrójnie – ekonomicznie, społecznie i ekologicznie – zrównoważonemu rozwojowi dla wspólnego dobra. Sądzę – a przemawia za tym wiele przesłanek – że w roku 2039, gdy będziemy obchodzić 50-tą rocznicę obalenia Muru Berlińskiego, świat będzie dużo lepszy. To nie jest pewne, ale jest możliwe.   

Profesor Grzegorz W. Kołodko

Pytania zostały zadane przez redakcję kwartalnika „Mir Pieremien” w związku z 30-leciem obalenia Muru Berlińskiego.

Gdyby każda osoba wchodząca na portal przelewała nam miesięcznie 30 gr, to bylibyśmy w stanie publikować każdego miesiąca kilkadziesiąt jakościowych analiz, które poprawiłyby jakość debaty publicznej w naszym kraju. Możesz się do tego przyczynić udzielając nam wsparcia i przelewając na nr konta 49 1020 4027 0000 1302 1542 2304 dowolną kwotę.

Polecane artykuły

Back to top button