Europa

Niderlandy: robi się niespokojnie i niepraworządnie

W ostatnich tygodniach przed wyborami do parlamentu, które odbędą się 17 marca, w Niderlandach robi się niespokojnie. Rząd premiera Marka Ruttego podał się do dymisji, a przez Niderlandy przetoczyła się fala ulicznych zamieszek, które są reakcją na obostrzenia związane z koronawirusem.

Niderlandy: koronawirus, podpalenie punktu medycznego i starcie z policją

Obecnie rząd Ruttego kontynuuje pracę na życzenie króla Willema-Alexandera jako gabinet tymczasowy.

W Holandii wprowadzono zakaz wychodzenia z domu w godzinach 21.00–4.30. Rząd wprowadził to obostrzenie z powodu rozprzestrzeniania się mutacji koronawirusa i związanego z nią znacznego skoku zakażeń.

Do eskalacji doszło w nocy z soboty 23 stycznia na niedzielę 24 stycznia. Pierwsze sygnały nadeszły już w piątek, gdy w podamsterdamskiej miejscowości Urk miejscowa młodzież podpaliła punkt medyczny, w którym przeprowadzane są testy na koronawirusa.

W Eindhoven doszło do starć z policją w okolicach dworca głównego, na którym wstrzymano ruch kolejowy, także ten międzynarodowy pomiędzy Niderlandami a Niemcami. W położonym blisko granicy z Niemcami Enschede zaatakowano klinikę Medisch Spectrum Twente (MST), strzelając w jej kierunku fajerwerkami. Szczególnie bulwersujące było zachowanie demonstrantów, którzy rzucali kamieniami w okna, gdzie właśnie trwał ostry dyżur. W położonej na południu prowincji Limburg, która w kierunku zachodnim graniczy z Niemcami, na pomoc wezwano żandarmerią wojskową. Zamieszki uspokoiły się dopiero po północy. Aresztowano setki uczestników.

Zobacz także: Kolejne wodorowe Solarisy w Niderlandach

Jak podają holenderskie media, z pierwszych analiz przeprowadzonych przez policję wynika, że w gronie bojówkarzy znaleźli się antycovidowcy, pseudokibice i neonaziści. Kontaktowano się i nawoływano do uczestnictwa w zamieszkach przez sieci społecznościowe.

Protesty nie mają nic wspólnego z walką o wolność

– Te protesty nie mają nic wspólnego z walką o wolność. Jest to całkowicie nie do przyjęcia. U każdego normalnego człowieka budzi to tylko obrzydzenie – powiedział Mark Rutte w poniedziałek, komentując sytuację z weekendu.

Zakłócenia porządku publicznego i wzrost zakażeń koronawirusem nie są jedynymi problemami, z którymi zmagają się obecnie Niderlandy. W styczniu wybuchł głośny skandal związany z zasiłkami na dzieci. Wcześniej holenderskie urzędy domagały się od tysięcy rodziców zwrotu tych płatności. Kwoty, których zwrotu żądano od rodzin, jak się wkrótce okazało, całkiem bezprawnie, sięgały wielu tysięcy euro. Zdarzały się sytuacje, gdzie żądania urzędów doprowadziły do zadłużenia się i znacznego spadku stanu posiadania niesłusznie oskarżonych o nadużycia osób.

Szczególnie skandaliczne okazało się to, że urzędy kierowały oskarżenia i podejrzenia na podstawie tzw. profilowania rasowego (Racial Profiling). Na celowniku pojawili się także posiadacze podwójnego obywatelstwa. Tylko w tego powodu zarzucono wyłudzanie świadczeń 11 000 osób. Jak wykazała komisja parlamentarna, która zajęła się tą sprawą, naruszono podstawowe zasady praworządności. Odpowiedzialność za to spoczywa głównie na ówczesnym rządzie, który stworzył system walki z nadużyciami stosujący swoistą odpowiedzialność zbiorową. Skargi były zbyt często ignorowane.

Zobacz także: Holandia wprowadza zakaz palenia w samochodach ciężarowych

Niderlandy: rząd postanowił poddać się do dymisji rządu

W połowie stycznia skandal ten doprowadził do dymisji rządu. Już wtedy w ramach protestów przeciwko rządowi Ruttego pojawiały się ostre akcenty związane z obostrzeniami. Podobnie jak w przypadku niemieckiego ruchu antycovidowego, protestujący kierują się narracją przypominająca ruch oporu w państwie autorytarnym.

Sondaże przedwyborcze nie zapowiadają jednak większych niespodzianek. Z dużym prawdopodobieństwem partia Ruttego VVD (Volkspartij voor Vrijheid en Democratie) może liczyć na spory sukces wyborczy. Przeprowadzony 26 stycznia sondaż pokazuje, że VVD może zdobyć 40 posłów w liczącym 150 miejsc parlamencie. Wynik ten oznaczałby, że partia zdobędzie o 7 posłów więcej w porównaniu do wyborów z 2017 roku. Na drugim miejscu w sondażach znajduje się populistyczna Partij voor de Vrijheid (PVV) z Geertem Wildersem na czele.

Eksperci wychodzą z założenia, że koalicja, która do niedawna tworzyła rząd, może zostać po wyborach kontynuowana, tyle ze znacznym wzrostem znaczenia VVD. Koalicja Ruttego składała się z czterech partii o profilu chrześcijańsko-demokratycznym i liberalnym. Po stronie opozycji znaleźli się holenderscy Socjaliści (SP) i Socjaldemokraci (PvdA). Ci ostatni muszą się teraz tłumaczyć z zarzutów związanych z powyżej opisanym skandalem. Szef partii, Lodewijk Asscher, wycofał się z polityki, bo jak się okazało wiedział znacznie wcześniej o tym, co się działo w holenderskiej administracji, ale nie zrobił nic, aby temu zapobiec.

Aleksandra Fedorska

Wybory w Niderlandach i skręt w kierunku lewicowo-liberalnym

Polecane artykuły

Back to top button