Komentarze I Analizy

Wynagrodzenie minimalne nie powoduje bezrobocia i wysokiej inflacji

Wynagrodzenie minimalne zrodziło się z walki klasy robotniczej o dobre warunki życia. W wielu przedsiębiorstwach dochodziło do wielogodzinnej pracy ponad ludzkie możliwości za pensje, które nie pozwalały na przeżycie. Problem ten dotyczył szczególnie kobiet i dzieci. Ówcześni kapitaliści płacili im mniej niż mężczyznom, uważając ich pracę za gorszą. Idea płacy minimalnej powstała więc jako środek, który miał temu wszystkiemu zaradzić.

Związki zawodowe zażądały ustanowienia wynagrodzenia, poniżej którego nie mógł zatrudnić żaden pracodawca, aby upewnić się, że nikt nie będzie pracował, otrzymując głodowe pensje. Walka pracowników zaczęła przynosić efekty. W 1896 roku w stanie Victoria w Australii zostało po raz pierwszy ustanowione prawnie wynagrodzenie minimalne. Od tamtego momentu stała się ona jedną z bardziej kontrowersyjnych działań państwa. W Polsce nie cieszy się ona szczególnym uznaniem. Pod artykułami o podniesieniu pensji minimalnej zawsze pojawia się sporo malkontentów, krytykujących jej istnienie. Jednak czy istnieją dowody na to, że podniesienie płacy minimalnej zawsze będzie powodować więcej zła niż dobra? W tym artykule postaram się odpowiedzieć na to pytanie i rozwiać kilka mitów związanych z minimalnym wynagrodzeniem.

Inflacja, bezrobocie, wzrost i wynagrodzenie minimalne

Może zacznę od kwestii, która nie schodzi ostatnio z ust debaty publicznej, a jest nią inflacja. Tok rozumowania przeciwników powiększenia płacy minimalnej jest prosty i klarowny. Pensje stanowią najważniejszy koszt produkcji przedsiębiorstwa, więc jeśli podniesiemy wynagrodzenie minimalne, przedsiębiorstwa zatrudniające ludzi będą musiały płacić im więcej, więc wzrosną koszty produkcji. Wzrost kosztów produkcji pociągnie za sobą wzrost cen. Rozumowanie jest proste i z pozoru logiczne, jest jednak z nim mały, malutki problem. Nie ma praktycznie żadnych dowodów empirycznych na to, że wzrostowi płacy minimalnej towarzyszy odpowiednio duża inflacja. Badanie Upjohn Institute, analizujące podwyżki płacy minimalnej w konkretnych stanach amerykańskich w latach 1978-2015, wykazało, że wzrost płacy minimalnej o 10% odpowiada za około 0,36% wzrostu cen [Daniel MacDonald, Eric Nilsson, The Effects of Increasing the Minimum Wage on Prices: Analyzing the Incidence of Policy Design and Context]. Do tego autorzy zaobserwowali, że niewielkie podwyżki płacy minimalnej mogą wręcz doprowadzić do obniżki cen! Inne badania empiryczne wskazują na równie słabą korelację między podniesieniem płacy minimalnej a inflacją. Sara Lemons przeanalizowała wiele badań – prowadzonych w różnym czasie i przy wykorzystaniu różnej metodologii – na ten temat. Swój artykuł konkluduje pisząc:

„Większość badań wykazała, że 10% wzrost płacy minimalnej w USA podnosi ceny żywności o nie więcej niż 4%, a ceny ogółem o nie więcej niż 0,4%.

Badania jasno wskazują na to, że przedsiębiorstwa tylko w niewielkim stopniu przerzucają koszty zatrudnienia pracowników na konsumentów.

Zobacz także: Płaca minimalna na poziomie 60% mediany. Pomysł na walkę z ubóstwem wśród pracowników

No dobrze, inflacja nie rośnie, ale pewnie dlatego, że pracodawcy zmniejszają produkcję i dokonują redukcji zatrudnienia. Pozwolę sobie zacytować tutaj pewien artykuł, który skłonił mnie do napisania całego tego wywodu:

„Jeśli pracodawca zatrudnia pracownika dla osiągnięcia własnego zysku, to nie może zapłacić mu więcej niż ten zysk wyniesie. Przymus wyższego wynagrodzenia niż produktywność pracownika prowadzi do jego zwolnienia”.

Rozumowanie znowu proste i „logiczne”, empiria ponownie kontrintuicyjna i z nim sprzeczna. Badania prowadzone przez Davida Carda i Alana Krugera dowodzą, że podniesienie płacy minimalnej nie przyczynia się do zwiększenia bezrobocia wśród osób pracujących na stanowiskach niskopłatnych. W swoich dziełach udowadniają, że badania wykazujące, że wraz ze wzrostem pensji minimalnej o 10% dochodzi do redukcji zatrudnienia nastolatków na poziomie od 1%-3%, wynikały ze zbyt małej ilości danych i ze złych metod używanych przez ekonomistów. Na koniec tego akapitu, w ramach ciekawostki, przytoczę wyniki badań dotyczące tego jak na fast-foody w Teksasie, w których pracuje wiele osób, otrzymujących minimalne wynagrodzenie, wpłynęła podwyżka federalnej płacy minimalnej. Wnioski z ich badań są dwa:

„(1) zatrudnienie wzrosło bardziej w tych firmach, dla których podwyżka płacy minimalnej w 1991 r. powinna być najbardziej odczuwalna, a (2) zmiany cen nie były związane z obowiązkowymi zmianami płac”.

Wspomniałem też o spadku produkcji i problemach z wzrostem gospodarczym i tutaj historia odnośnie empirii zatacza koło, choć sam przyznaję, że w tym wypadku sytuacja jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. Badania używające modeli udowadniające to, że wzrost płacy minimalnej nie wpływa negatywnie na wzrost gospodarczy jak najbardziej są dostępne, jednak w mojej opinii temat ten musi być rozpatrzony w bardziej teoretyczny sposób ze względu na wieloaspektowość wzrostu gospodarczego, którego nie powinno się sprowadzać tylko do rzeczy tak banalnej jak wzrost wskaźnika PKB w roku podwyżki płacy minimalnej. Wymieniłem tutaj sporo empirycznych dowodów wskazujących na to, że strach przed podniesieniem płacy minimalnej jest irracjonalny. Jednak trzeba przyznać, że argumenty przeciwników podnoszenia płacy minimalnej wydają się naprawdę trafne, więc należy się przyjrzeć temu, dlaczego mimo prostoty i pozornej logiczności są oni w błędzie. 

Dobrze płatna praca to praca efektywna

Argumenty ludzi niechętnych płacy minimalnej często opierają na mniej lub bardziej milcząco wypowiedzianych założeniach, które pozwolę sobie przeanalizować. Po pierwsze – „Praca ludzka jest dobrem jak każde inne”. Kiedy kupujemy w sklepie mleko, cena, jaką za nie płacimy, nie ma żadnego wpływu na jego smak. Z pracą ludzką jest jednak inaczej. Zachęcam tutaj czytelnika do prostego eksperymentu myślowego. Wyobraźmy sobie, że mamy młodego nastolatka (a jeśli mamy naprawdę to możemy przenieść ten eksperyment z myśli do rzeczywistości) i płacimy mu 5 zł za posprzątanie salonu. Teraz wyobraźmy sobie, że płacimy mu za to samo zadanie 50 zł. Jak myślicie, w której z tych dwóch sytuacji dziecko wykona zadanie dokładniej, porządniej i szybko? Oczywiście, że w tej drugiej. Ten sam proces ma miejsce w zakładzie pracy, jeśli pracownik jest opłacany dobrze za swoją pracę, bardziej się do niej przykłada, bo po pierwsze ma poczucie, że się go ceni, a po drugie, zdaje sobie sprawę z tego, że, jeśli straci pracę, będzie to dla jego portfela bardziej odczuwalne (różnica między płacą a zasiłkiem dla bezrobotnych będzie większa). Nieprawdą jest więc, że płaca nie ma wpływu na to, jak wykonywana jest praca, jak dobrze ujmuje to ludowe przysłowie „Jaka płaca, taka praca”.

Doskonała wolność

Kolejnym ukrytym założeniem jest to o doskonałej konkurencji na rynkach i o równej sile przetargowej pracodawców oraz pracowników. Może zacznijmy od tego drugiego założenia, według którego liberalni ekonomiści mówią o wolności wyboru, z którego korzysta robotnik podczas zatrudniania się w danym miejscu pracy. Twierdzą oni, że skoro ludzie pracują w wybranym miejscu, to tego chcą i nie powinniśmy się wtrącać w ich dobrowolne decyzje. Jestem w stanie się z nimi zgodzić, że nie powinno się ingerować w wybory ludzkie, jednak czy w przypadku wyboru pracy zawsze jest on dobrowolny? Ludzie muszą pracować, aby móc żyć, wielu z nich jest bardzo zdesperowanych, decydując się na jakąś pracę. Katarzyna Duda w swojej książce pokazuje ludzi głównie starszych, pracujących w branży ochroniarskiej. Pracowali oni często nawet 500 godzin w miesiącu za pensję rzędu 3,70 zł na godzinę w okropnych warunkach, aby uzbierać np. na potrzebne leki. Czy ktoś o zdrowych zmysłach powiedziałby, że zrobili to z własnej woli, a nie zostali do tego zmuszeni przez okoliczności życia. Pracodawcy mogą wykorzystać takie osoby i płacić im mniej niż wynosi faktyczna wartość ich pracy. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu może to brzmieć jak marksistowskie brednie, ale sytuację taką opisują nawet podręczniki do mikroekonomii czytane przez studentów na całym świecie. Za przykład wezmę „Mikroekonomię” Davida Begga.

Zobacz także: Płaca minimalna zaczyna się robić problematyczna dla młodych firm [FELIETON]

Begg w swoim podręczniku zauważa, że faktycznie wzrost bezrobocia jest logicznym wynikiem rozumowania przedstawionego w tej części, ale tylko w warunkach doskonałej konkurencji. Z kolei w wypadku monopsonu (monopson to przedsiębiorstwo, które jest jedynym kupującym danego towaru, w naszym wypadku pracy) sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Na początku przeanalizuję sytuację w wypadku przedsiębiorstwa, które zatrudnia na konkurencyjnym rynku pracy. Wówczas cena pracy jest daną dla danego przedsiębiorstwa, czyli może ono zatrudnić tyle pracowników, ile chce po rynkowej cenie. Takie przedsiębiorstwo stanowi małą część rynku i nie może swoimi decyzjami wpłynąć na rynkową cenę pracy. W wypadku monopsonisty sprawa wygląda inaczej, bowiem jest on najważniejszym graczem na rynku pracy i to on ustala cenę płacy. Monopsonista podczas zatrudniania musi podwyższać stawkę płac, aby zachęcić nowych pracowników do pracy u niego. Jednak kiedy podwyższa pensje, aby zachęcić nowych pracowników, równocześnie powoduje, że każdy zatrudniony przez niego pracownik dostaje wyższą pensję. Powoduje to sytuację, w której koszt zatrudnienia dodatkowego pracownika jest większy niż tylko sama pensja, którą musi zapłacić nowemu pracownikowi. W tym wypadku koszt krańcowy pracy (koszt zwiększenia nakładu pracy o jedną jednostkę) jest większy niż w wypadku konkurencji doskonałej. Przekłada się to na to, że szybciej dochodzi do sytuacji, w której koszt krańcowy pracy zrównuje się z przychodem krańcowym. Tłumacząc z języka ekonomicznego na ludzki, oznacza to, że takowe przedsiębiorstwo zatrudnia mniej i za gorsze pensje niż w wypadku konkurencji doskonałej. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, przedsiębiorstwo takie używa siły ekonomicznej, by poprawiać swoją sytuację kosztem pracowników. Begg używa w takim wypadku dosyć mocnych słów:

„Takie zjawisko często nazywamy wyzyskiem”.

W takiej sytuacji państwo, ustanawiając pensję minimalną (wyższą od tej oferowanej przez monopsonistę, mniejszą bądź równą, od tej która wytworzyłaby się na wolnym rynku), zwiększa zatrudnienie! Nie dochodzi już do tego, że krańcowy koszt pracy jest większy niż płaca zaoferowana ostatniemu pracownikowi. Dla przedsiębiorstwa koszt zatrudnienia nowego pracownika jest do poziomu płacy minimalnej równy jego płacy. 

Wynagrodzenie minimalne nie zmniejsza zysku!

Jeśli jednak ekonomia neoklasyczna i jej wyjaśnienie Cię nie przekonują (znam to z własnego doświadczenia), mam prostsze i logiczniejsze rozwiązanie problemu, jak to się dzieje, że płaca minimalna może rosnąć bez zwiększania bezrobocia. Odpowiadając na to pytanie, sięgnę do prac uznanego polskiego ekonomisty Michała Kaleckiego, które obalają kolejne ukryte założenie –

„jeśli pracownicy zarabiają więcej, oznacza to, że zysk przedsiębiorcy maleje”.

Kalecki tworzy prosty model, w którym są tylko dwie klasy społeczne robotnicy i kapitaliści oraz nie ma państwa. Zakłada również, że pracownicy konsumują tyle, ile zarabiają, co z pewnością nie odbiega daleko od prawdy w wypadku ludzi zarabiających pensję minimalną. Skoro pracownicy konsumują cały swój dochód to w skali całej gospodarki wynagrodzenia wracają do kapitalistów jako przychód. Z kolei każdy wydatek kapitalisty, czy to inwestycja, czy jego prywatna konsumpcja, przekłada się na zysk całej klasy. Gdy kapitalista kupuje dobra produkcyjne, przyczynia się to do zysku przedsiębiorstwa, które je tworzy (koszt pracy neutralizuje się w całej gospodarce, a koszt materiałów potrzebnych do produkcji danego dobra inwestycyjnego to zysk innych kapitalistów). W tak skonstruowanej gospodarce, gdy pensje się zwiększają, nie dochodzi do zmniejszenia się zysków, ze względu na to, że – jak udowadniał Kalecki – zyski zależą tylko od inwestycji i konsumpcji kapitalistów. Jest jeszcze jeden powód, dla którego taka zmiana może nie powodować bezrobocia, ale o popycie efektywnym dopiero w następnej części.

Wynagrodzenie minimalne wspiera wzrost gospodarczy

Artykuł jest już długi, więc ostatnią kwestię omówię w sposób błyskawiczny. Jak to się dzieje, że odpowiednio wysoka pensja minimalna może się przyczynić do wzrostu gospodarczego. Sposoby są trzy: wzrost popytu efektywnego w gospodarce, napędzenie zmiany technologicznej oraz wzrost kapitału społecznego. Osoby o niskich dochodach mają wysoką skłonność do konsumpcji, oznacza to, że jeśli taka osoba dostanie podwyżkę to najprawdopodobniej całą tę podwyżkę skonsumuje. Osoby bogate w większości swoje pieniądze oszczędzają, kupienie dziesiątego jachtu nawet ludziom nieziemsko bogatym wydaje się bez sensu. W ostatnich dziesięcioleciach gospodarki zachodu zaczęły znacznie wolniej rosnąć między innymi dlatego, że dochody biedniejszej części populacji były w stagnacji albo nieznacznie się zmniejszały. Przedsiębiorca nie ma powodu wypuszczać nowych produktów, kiedy zdaje sobie sprawę, że nikt ich nie kupi. W taki sposób decyzja o zwiększeniu płacy minimalnej może spowodować wzrost produkcji, a jak produkcja rośnie to bezrobocie się zmniejsza. Gdy wynagrodzenie minimalne rośnie, koszt pracy w wypadku indywidualnego kapitalisty może rosnąć, przez co przedsiębiorca taki, ma dodatkowe powody do inwestycji. Żaden kraj nie może być prawdziwie bogaty, jeśli swój rozwój opiera na taniej pracy, a nie na szeroko pojętych inwestycjach. Kapitał społeczny jest niezwykle ważny w rozwoju społeczeństw. Jeśli osoba zarabia mało, skupia się tylko na przeżyciu, bierze dodatkowe nadgodziny, pracuje sporo i kombinuje, gdzie można przyoszczędzić, rozwój osobisty ma niezwykle utrudniony. Gdyby zarabiała więcej, mogłaby się mniej przejmować tym, jak związać koniec z końcem. Dzięki temu mogłaby zacząć chodzić na szkolenia, aby znaleźć lepszą pracę, poświęcić więcej czasu dzieciom, zapewniając im lepsze wykształcenie, mogłaby też bardziej zaangażować się w politykę i głosować na partie, które lepiej reprezentują jej interesy.

Czy uważam, po przytoczeniu tych wszystkich argumentów, że każde podnoszenie płacy minimalnej jest dobrym pomysłem? Oczywiście, że nie. Gospodarka jest bardzo skomplikowanym systemem, w którym jednocześnie zachodzi wiele różnych procesów. Obecnie podwyżka płacy minimalnej w Polsce ze względu na niesprawiedliwy system podatkowy może wyrządzić więcej szkód niż pożytków. Jednak warto pamiętać, że dobre zastosowanie płacy minimalnej jest w stanie dać nam lepsze, bardziej równe społeczeństwo.

 Adam Suraj

Polecane artykuły

Back to top button