EnergetykaEuropa

Liberalna premierka Wielkiej Brytanii ogłosiła, że zamrozi ceny energii

Zamrożenie cen energii w Wielkiej Brytanii staje się faktem. Tamtejsza nowa, liberalna premierka Liz Truss ogłosiła, że wprowadzi kosztujący 180 miliardów funtów program, dzięki któremu, w ciągu najbliższych dwóch lat gospodarstwa domowe zapłacą za rok dostarczania energii nie więcej niż 2500 funtów. 

Podwyżka rachunków wepchnie miliony w ubóstwo energetyczne

Dwa tygodnie temu regulator rynku energii w Wielkiej Brytanii, Ofgem pozwolił przedsiębiorstwom znacznie podnieść ceny energii dla konsumentów, którym nie udało się podpisać stałej umowy ze swoim dostawcą. Według zapowiedzi rządowej instytucji od 1 października maksymalną kwotą, która firma będzie mogła pobrać za rok dostarczania ogrzewania i energii wyniesie 3 549 funtów, czyli będzie ona wyższa o 80 proc. od obecnej (1 971 funtów). Ponadto analitycy prognozują, że w styczniu Ogfem ustali limit powyżej 5 000 funtów. Oznacza to, że w niecały rok wysokość maksymalnego rachunku za energię i ogrzewanie może wzrosnąć nawet o ponad 179 proc. 

Zobacz także: Ceny energii w Wielkiej Brytanii osiągną niespotykane wartości

Choć, nawet jeśli do podwyżki w styczniu nie dojdzie i tak wielu Brytyjczyków znajdzie się w trudnej sytuacji. Już teraz wiele gospodarstw domowych ma problem z opłacaniem rachunków. Z sondażu, który został przeprowadzony niecały miesiąc temu przez IPSOS, wynika, że w ostatnich trzech miesiącach regulowanie zobowiązań wobec wytwórców energii było dla 11 proc. Brytyjczyków bardzo trudnym zadaniem, a dla kolejnych 22 proc. raczej trudnym. Podwyżka jeszcze pogorszy tę sytuację. Według wyliczeń End Fuel Poverty Coalition w tym roku 12 milionów gospodarstw domowych, czyli prawie co drugie w tym kraju, nie będzie w stanie odpowiednio ogrzać swoich domów ze względu na kwestie finansowe. 

Zamrożenie cen energii w Wielkiej Brytanii staje się faktem

Jednakże tamtejsza premierka Liz Truss nie zamierza pozwolić popaść im w ubóstwo energetyczne. W czwartek ogłosiła ona wprowadzenie programu zamrażającego ceny energii dla gospodarstw domowych od października. Przez najbliższe dwa lata, wedle słów premierki, przeciętne gospodarstwo domowe będzie płacić nie więcej niż 2500 funtów za rok dostarczania tego dobra. Co warto zaznaczyć, niektóre przedsiębiorstwa również będą mogły skorzystać z tego programu, ale nie przez tak długi okres, jak gospodarstwa domowe, bo jedynie przez 6 miesięcy. 

Zobacz także: Pracownicy Amazon w brytyjskim magazynie są gotowi do strajku

Przy czym, jak wynika ze słów Liz Truss, byłej pracowniczki koncernu na Shell, nie zamierza ona opodatkować przedsiębiorstw nieprodukujących energii z gazu w celu sfinansowaniu programu, co proponowała Partia Pracy. W środę po tym, jak została zapytana o to, co sądzi o wprowadzeniu podatku od nadzwyczajnych zysków, odpowiedziała stanowczo, iż:

Jestem przeciwna podatkowi od nadzwyczajnych zysków. Uważam, że to niewłaściwe, aby odciągać firmy od inwestowania w Wielkiej Brytanii w momencie, gdy musimy rozwijać gospodarkę.

Do tego samo funkcjonowanie programu, również w żaden sposób nie wpłynie na dochody wspomnianych przedsiębiorstw. Zamrożenie cen energii w Wielkiej Brytanii będzie polegało na tym, iż rząd będzie dopłacał firmom energetycznym różnicę między ceną rynkową a tą, jaką będą płacić osoby fizyczne oraz prawne. 

Liz Truss chce obniżać podatki oraz podwyższać wydatki

Co warto zaznaczyć, to właśnie kwestia finansowania wywołała najwięcej kontrowersji. Otóż zamrożenie cen energii w Wielkiej Brytanii wedle wyliczeń Deutsche Banku ma kosztować łącznie 180 mld dolarów, czyli ok. 8 proc. PKB tego kraju. Jednakże premierka zamierza nie tylko nie wprowadzić podatku od nadzwyczajnych zysków, ale również chce obniżyć opodatkowanie w Wielkiej Brytanii. Podczas swojego pierwszego przemówienia w środę stwierdziła ona, że:

Obniżę podatki, aby wynagrodzić ciężką pracę i pobudzić wzrost gospodarczy oraz inwestycje. 

Zobacz także: Rewizja danych w Wielkiej Brytanii! Realny PKB w 2020 r. spadł jednak o 11%

Oznacza to, że najprawdopodobniej chce ona w całości sfinansować jego funkcjonowanie z długu, co wedle wielu analityków może skończyć się nie najlepiej dla tamtejszej gospodarki. Inflacja w Wielkiej Brytanii w czerwcu wyniosła 10,1 proc. i była najwyższa od kilku dekad. Wprowadzenie tak mocnego impulsu fiskalnego, jakim niewątpliwie jest zamrożenie cen energii wraz z obniżką podatków, może doprowadzić do tego, że relatywnie szybkie tempo wzrostu wzrost cen nie tylko zostanie z Brytyjczykami na dłużej, ale jeszcze wzrośnie. 

Fala strajków uderza w Wielką Brytanię. „Ludzie są wściekli”

Polecane artykuły

Back to top button