EuropaGospodarka

Unia wprowadza graniczny podatek węglowy! Import stali i żelaza podrożeje!

Unijny graniczny podatek węglowy sprawi, że import niektórych dóbr między innymi stali i żelaza spoza UE podrożeje

Unijny graniczny podatek węglowy wymusi na europejskich przedsiębiorstwach kupowanie specjalnych certyfikatów za sprowadzanie dóbr takich jak stal, żelazo czy cement z krajów, w których emisja CO2 nie jest tak kosztowna, jak w UE. Tym samym importowanie dóbr z państw, które nie przykładają tak wielkiej wagi do środowiska, stanie się droższe, co z kolei uderzy w gospodarki niektórych pozaeuropejskich państw. Jak informują analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), szczególnie mocno na tym rozwiązaniu stracą Chiny. 

Przedsiębiorcy uciekali przed EU ETS, obniżając jego skuteczność

Unia Europejska już od wielu lat wprowadza rozwiązania, które mają na celu zatrzymać ocieplanie się klimatu. Choćby w 2005 roku wprowadzono Europejski System Handlu Emisjami w skrócie EU ETS. W jego ramach na specjalnie stworzonym do tego rynku sprzedaje się określoną odgórnie pulę pozwoleń, które upoważniają kupujących do wypuszczania do atmosfery dwutlenku węgla. System ten w założeniu ma uczynić wysokoemisyjne technologie znacznie mniej opłacalnymi i tym sam zachęcić przedsiębiorstwa do inwestowania w takie zielone. Jednakże szybko pojawił się poważny problem, gdyż niektóre firmy zaczęły obchodzić EU ETS w szkodliwy dla klimatu sposób. 

Zobacz także: Rosyjska inwazja udowodniła, że ceny emisji w UE są zależne od spekulacji

Otóż faktycznie koszt związany z zakupem pozwoleń może zachęcić przedsiębiorstwo do zainwestowania w zielone technologie. Jednakże równie dobrze może on skłonić je do zamknięcia swoich europejskich zakładów, a następnie do otworzenia fabryk w krajach, w których zanieczyszczanie środowiska kosztuje znacznie mniej. Tym samym nie dojdzie do zmniejszenia globalnego poziomu emisji, a jedynie do przeniesienia miejsca ich wytwarzania. Zjawisko to określa się mianem ucieczki emisji i to właśnie niemu UE postanowiła zaradzić, wprowadzając nowy podatek. 

Europejski graniczny podatek węglowy ma zapobiec ucieczce emisji

Jak donoszą analitycy PIE, zgodnie z uzgodnieniami Rady Unii Europejskiej i Parlamentu Europejskiego wraz z nadejściem 2023 roku zacznie obowiązywać graniczny podatek węglowy (Carbon Border Adjustment Mechanism – CBAM). Ten wymusi na przedsiębiorstwach importujących określona dobra spoza krajów członkowskich zakup specjalnych certyfikatów CBAM w liczbie odpowiadającej emisjom powstałym przy ich wyprodukowaniu. Ich cena zaś będzie wyznaczana przez różnicę między ceną uprawnienia do emisji w systemie EU ETS a ceną wytworzenia dwutlenku węgla w kraju, z którego produkt jest sprowadzany. Tym samym przenosząc fabrykę do państwa, w którym regulacje odnośnie zanieczyszczania środowiska są znacznie mniej restrykcyjne, przedsiębiorcom nie uda się uniknąć uiszczenia opłaty za wytworzone emisje. 

Zobacz także: UE planuje opodatkować emisje z żeglugi. Co z kosztami frachtu?

Nowy podatek uderzy w Chiny. Import stali i żelaza podrożeje

Jednakże graniczny podatek węglowy nie tylko uderzy w europejskie firmy obchodzące EU ETS, ale również w podmioty zagraniczne. Przy czym szczególnie mocno ucierpią te chińskie. Otóż na początku funkcjonowania systemu dobrami obłożonymi granicznym podatkiem węglowym będą żelazo, stal, niektóre produkty powstałe ze stali (na przykład śruby i wkręty), cement, aluminium, nawozy i energia elektryczna. Z kolei tak się składa, jak zaznaczają eksperci PIE, że to właśnie Chiny mają największy udział w międzynarodowych rynkach tych produktów. Choćby z danych Observatory of Economic Complexity wynika, że w 2019 roku pod względem wartościowym 10,8 proc. globalnie wyeksportowanej stali oraz żelaza pochodziło właśnie z Państwa Środka.

Przy czym akurat w kraju tym funkcjonuje odpowiednik naszego EU ETS, ale emitowanie CO2 jest znacznie tańsze niż w UE. Jak donoszą ekonomiści Instytutu, produkcja jednej tony dwutlenku węgla w Chinach wiąże się z kosztem na poziom 8-10 dolarów. Dla porównania obecnie za emisję jednej tony tego gazu cieplarnianego w UE trzeba zapłacić aż ok. 96 dolarów, czyli nawet ponad 10-razy więcej niż w Państwie Środka! Oznacza to w praktyce, że importując na przykład stal w nowym roku z Chin europejski przedsiębiorca będzie musiał ponieść dodatkowy koszt związany z kupnem certyfikatów CAPM. Tym samym jej cena w UE wzrośnie, konsumenci otrzymają mocną zachętę do zrezygnowania z jej kupna, co z kolei doprowadzi do spadku sprzedaży stali wytworzonej w najludniejszym państwie świata. 

Zobacz także: Środki z EU ETS są marnowane, a Polska stosuje kreatywną księgowość

Choć warto zaznaczyć, że na skutek wdrożenia analizowanego rozwiązania mocno stracą również inne azjatyckie kraje przodujące w produkcji analizowanych dóbr takie, jak Korea Południowa, czy Japonia. Jak możemy wyczytać w tygodniku PIE:

W Korei Płd. ETS pokrywa sześć sektorów, wliczając przemysł i budynki, co odpowiada ok. 67 proc. całości emisji w gospodarce. Jednak cena emisji także jest na kilkukrotnie niższym poziomie niż w UE i wynosi ok. 12 USD/t CO2. Z kolei w Japonii i Singapurze wprowadzony podatek węglowy jest na jeszcze niższym poziomie: odpowiednio 2 USD/t CO₂ i 3,7 USD/t CO₂. W takiej sytuacji istniejące systemy ETS lub mechanizmy podatkowe nie uchronią eksporterów do Unii po wprowadzeniu CBAM

Mimo wysiłków ekologów, emisje UE nadal rosną

Polecane artykuły

Back to top button