Uncategorized

Krach na ropie to zdrowa konkurencja, której brakuje na tym rynku

Wczorajszy dzień – 9 marca 2020 roku przejdzie do historii. Na początek warto odnotować, że koniunktura giełdowa się załamała. W Polsce można mówić już o technicznej bessie, którą umownie definiuje się jako spadek głównego indeksu giełdowego o co najmniej 20%. Indeks WIG w skali miesiąca spada już ponad 20%, zatem witamy rynek niedźwiedzia.

Indeks WIG20 stracił tylko wczoraj 7,9%, dzięki czemu przetarł poziomy niewidziane od 2009 roku. Indeks średnich spółek mWIG40 tracił 6,2%, natomiast sWIG80 aż 7,8%.

Na Wallstreet po spadkach o 7% zatrzymano notowania. Mechanizm został wprowadzony w 1987 roku po drastycznych spadkach (Black Monday), aby uchronić rynek przed destabilizacją, gdy aktywowane są automatyczne zlecenia i giełda pędzi w dół jak lawina. Ostatni raz tego typu przerwanie notowań miało miejsce w grudniu 2008 roku podczas kryzysu finansowego.

W niedzielę pojawiła się informacja, że Arabia Saudyjska rozpoczyna wojnę cenową z Rosją na rynku ropy. Otwarcie rynku nastąpiło poprzez potężną lukę bessy. Spadki przekroczyły 30%. Ostatni taki jednosesyjny spadek miał miejsce w 1991 roku podczas wojny w Zatoce Perskiej. Notabene wówczas był to największy spadek w historii notowań. Wczorajsze załamanie było drugim największym.  

Ropa brent notowana była rano po 31,25 USD za baryłkę, ropa WTI osiągnęła poziom 30,07 USD.

Arabia Saudyjska od kwietnia ma zwiększyć swoje wydobycie do maksimum.

Dlaczego tak się stało?

OPEC od 2016 roku współpracuje z Rosją, tworząc tak zwany OPEC+. Jednak w zeszłym tygodniu (w piątek) w Wiedniu  kraje eksportujące ropę  nie dogadały się. Rosja nie zgodziła się na cięcia wydobycia, które były planowane ze względu na rozprzestrzeniającego się koronawirusa, co powoduje spadek popytu na ropę. Takie zmniejszenie wydobycia w odpowiedzi na spadający popyt ma zabezpieczać interesy eksporterów, oczywiście kosztem nabywców ropy. Bez konsensusu odnośnie wydobycia obowiązują tylko do końca marca.

Saudyjska państwowa firma Saudi Aramco zaproponowała już swoim odbiorcom w Azji, Europie i USA zdecydowanie niższe ceny ropy naftowej. Wygląda na to, że Sadowie zdecydowali się na otwartą wojnę cenową. Być może Arabia Saudyska (w imieniu USA?) chce zmusić Rosję do ustępstw i ponownego powrotu do rozmów z OPEC+.

Ministerstwo Finansów Rosji i tamtejszy bank centralny uspokajają i zapowiadają, że mają wystarczające środki do rekompensowania spadających cen ropy. W Funduszu Dobrobytu Narodowego mają znajdować się środki zdolne do pokrywania strat, nawet jeśli ceny czarnego złota utrzymają się w przedziale 25-30 USD za baryłkę od 6 do 10 lat. W specjalnym funduszu zgromadzono na koniec lutego 124 mld USD rezerw, które Rosjanie odkładali, gdy ropa była droższa.

W mediach krąży teoria, że Rosja chciała zrewanżować się na USA za blokowanie gazociągu Nord Stream 2 w Europie i obniżając ceny ropy zniwelować rentowność wydobycia złóż łupkowych w USA, których próg rentowności wynosi około 50 USD za baryłkę ropy.

Rosja w teorii ma bać się spadku cen ropy, ponieważ stanowi ona ok. 50% dochodów budżetowych, zatem jest ona pod tym względem kluczowa. Rosyjski budżet równoważy się przy cenie ropy w przedziale 50-60 USD, natomiast budżet Arabii Saudyjskiej dopiero przy cenie baryłki ropy na poziomie 80 – 90 dolarów. Zatem nie jest jasne, kto wyjdzie na konfrontacji lepiej.

Następne spotkanie OPEC+ jest zaplanowane na 18 marca. Zatem teoretycznie możliwe jest, że do porozumienia dojdzie przed faktycznym zwiększeniem wydobycia. Z drugiej strony, aktualne spadki cen umożliwiają rafineriom zabezpieczenia kontraktami terminowymi aktualnych niższych cen. Zatem wpływ na ceny paliw może okazać się dość trwały, jeśli podmioty odpowiednio zabezpieczą sobie te ceny za pomocą instrumentów finansowych.

Zgodnie z prognozami analityków e-petrol w najbliższych dniach ceny paliw mogą spaść o 15-20 groszy za litr, nawet przy utrzymaniu wysokich marż.

Na koniec chciałbym napisać, że to, co się teraz dzieje jest nazywane wojną cenową, ale w praktyce jest zwykłą konkurencją. To co obserwujemy dziś, powinno być standardem. Kartel OPEC jest kartelem w pełnym, negatywnym tego słowa znaczeniu. Broni on interesów eksporterów ropy, ustalając sztuczne ograniczenia wydobycia, a płacimy za to my – jej konsumenci. Rosja, kraje arabskie i inne naftowe mocarstwa bogacą się kosztem reszty świata przez zmowę cenową i osobiście dziwi mnie tak małe potępienie tego procederu przez światową opinię publiczną.

Mam nadzieję, że to co zapoczątkowała Rosja przez wyłamanie się z kartelowych ustaleń, pomoże zrozumieć większej liczbie osób, w jaki sposób działa bandycki OPEC i dlaczego należy rozbijać jego jedność i zwalczać wszystkimi instrumentami.

Wojciech Świder

Chcesz rzetelnego dziennikarstwa? Wesprzyj nas na Patronite!

patornite2

Polecane artykuły

Sprawdź również
Close
Back to top button