Gospodarka

Czy NBP może zwalczyć inflację bez wywoływania recesji? [ANALIZA]

Banki centralne, w tym nasz NBP, na całym świecie podnoszą stopy procentowe, aby przeciwdziałać obecnemu wzrostowi cen. Z tego względu pojawiają się obawy o koniunkturę, gdyż negatywne konsekwencje wojny, lockdown w Chinach oraz zacieśnianie polityki monetarnej w połączeniu mogą wywołać recesję w polskiej gospodarce. Ekonomiści zadają sobie podstawowe i chyba najważniejsze dziś pytanie: Czy NBP może zwalczyć inflację bez wywoływania recesji?

Polska gospodarka: Obawy o recesję

Polska gospodarka poddana jest obecnie wielu bodźcom, z czego niektóre wpływają na jej silny wzrost, a inne ten wzrost hamują. Wojna w Ukrainie, której konsekwencją są bardzo wysokie ceny surowców energetycznych oraz rolnych, osłabiają polskie przedsiębiorstwa oraz konsumentów determinując wzrost ich niepewności. Z ankiety NBP przeprowadzonej na początku bieżącego roku wynika, że polskie firmy jako główną barierę rozwoju wskazują właśnie na koszty surowców.

W kwietniowym Szybkim Monitoringu NBP podkreślono, że popyt konsumpcyjny (będący głównym stymulantem polskiej odbudowy postpandemicznej) zacznie spowalniać w kolejnych kwartałach. Gospodarkę osłabia również lockdown i recesja w Chinach. Świat ponownie stanął w obliczu zaburzeń z łańcuchami dostaw, co powoduje, że surowce oraz towary sprowadzane są ze sporym opóźnieniem. Pojawiają się więc zakłócenia po stronie podażowej.

W końcu polską gospodarkę hamuje i w dalszym ciągu będzie hamować restrykcyjna polityka monetarna prowadzona przez Narodowy Bank Polski. Kreacja pieniądza przez banki komercyjne została osłabiona. Wykazuje się coraz mniejszy popyt na kredyty ze strony konsumentów oraz przedsiębiorstw. Analitycy Pekao wskazują, że popyt na kredyty inwestycyjne spadł o dobre kilkadziesiąt procent. Szczególną uwagę trzeba zwrócić jednak na sytuację kredytobiorców, u których podwyżki stóp procentowych obniżają dochód rozporządzalny, czego efektem w skali makroekonomicznej jest spadek popytu krajowego. Ponadto jastrzębia polityka amerykańskiego banku centralnego FED oraz wojna mogą powodować dewaluację PLN wobec USD, który stanowi walutę rozliczeniową w wielu międzynarodowych transakcjach.

Nie ma co ukrywać, że podwyżki stóp procentowych NBP w połączeniu z szokami podażowymi mogą wywołać co najmniej techniczną recesję (dwa kwartały z rzędu spadku PKB) w polskiej gospodarce. Jednak zdaniem ekonomisty Pulsu Biznesu Ignacego Morawskiego banki centralne mogą przywrócić inflację do stabilnego poziomu bez wywoływania recesji. Jednocześnie polski ekonomista podkreśla, że będzie to trudne. Wiele zależy od oczekiwań co do kształtowania się przyszłej inflacji.

Co wpływa na inflację?

Aby opisać schemat, dzięki któremu możliwa będzie obniżka inflacji do stabilnego poziomu bez kosztownej recesji, ekonomista najpierw wyznaczył trzy podstawowe czynniki, które decydują o inflacji. Po pierwsze jest to różnica między popytem a zdolnościami wytwórczymi gospodarki. Efektem silnego odbicia popytu odłożonego w czasie pandemii oraz załamanych łańcuchów dostaw jest niedobór rynkowy lub, innymi słowy, nadwyżka popytu, czego skutkiem jest wzrost cen.

Po drugie są to oczekiwania inflacyjne, które wpływają na proces decyzyjny konsumentów lub przedsiębiorstw. Te na przykład w oczekiwaniu wyższej inflacji są bardziej skłonne podnosić ceny swoich towarów/usług. Źle prowadzona polityka komunikacyjna NBP w poprzednim roku (w tym roku jest nieznacznie lepsza) niestety podburzyła oczekiwania inflacyjne. Więcej o tym, dlaczego oczekiwana inflacyjne są tak ważne dla NBP oraz gospodarki pisaliśmy tutaj. Trzeci czynnik to szoki zewnętrzne niemające nic wspólnego z krajową sytuacją gospodarczą, np. obecne wzrosty cen surowców energetycznych oraz rolnych. W dużym uproszczeniu takie są przyczyny inflacji. W zależności od skali ich oddziaływania wzrost cen może być mniejszy bądź większy. Obecnie wszystkie trzy czynniki oddziałują bardzo silnie.

Twitter Ignacy Morawski

Zobacz także: Europejski Bank Centralny chce zacieśnić politykę monetarną. Podwyższy on stopy jeszcze w tym roku

Czy NBP może zwalczyć inflację bez wywoływania recesji?

Jak tłumaczy ekonomista Ignacy Morawski, niezwykle ważną rolę odgrywają oczekiwania inflacyjne. Mianowicie, jeżeli podmioty gospodarcze oczekują, że inflacja w przyszłości będzie lekko dodatnia, czyli w okolicach celu inflacyjnego: 2-3%, wówczas bank centralny ma bardzo łatwe zadanie. Musi poczekać, aż szoki zewnętrzne i chwilowe wzrosty cen wygasną, a następnie stopniowo i powoli podwyższać stopy procentowe, aby ustabilizować dynamikę popytu, w efekcie czego popyt zbliży się do poziomu zdolności wytwórczych (podaży).

Taką sytuację ekonomista nazwał „różowym światem”. Wtedy NBP o przyszłą inflację nie musiałby się martwić. Wystarczyłoby przeczekać obecne napięcia geopolityczne, które wywołują wzrost cen surowców energetycznych, a następnie obniżyć popyt, który obecnie jest wyższy od podaży o ok. 2%. Skończyłoby się obniżonym wzrostem PKB w okolicach 2-3% przez dwa lata bez kosztownej recesji. Jaki jest problem z różowym światem? Ekonomista wyjaśnia:

Kłopot polega na tym, że po takim skokowym wzroście inflacji oczekiwana ludzi dotyczące przyszłej inflacji mogły się zmienić. Może nie jesteśmy już w świecie, w którym ludzie oczekują spadku inflacji w końcu do 2-3%, tylko trwałego jej utrzymania na przykład na poziomie 8%?

Tak jest więc różnica między „różowym” a „czarnym” światem: oczekiwania inflacyjne wysoko powyżej celu. Wówczas bank centralny wykorzystując taką samą strategię jak w różowym świecie: przeczekanie szoku i obniżenie popytu do poziomu zdolności produkcyjnych, spowoduje spadek inflacji jedynie do 8%. Co wówczas bank centralny musiałby zrobić, aby zahamować wzrost cen do stabilnego poziomu? Jeszcze bardziej i głębiej zredukować popyt, co skończy się recesją. Finalnie, oczekiwana inflacyjne spadną do 2-3% kosztem wysokiego bezrobocia.

Twitter Ignacy Morawski

Oczekiwania inflacyjne

Opierając się na danych ankietowych, można stwierdzić, że oczekiwania inflacyjne są zdecydowanie powyżej celu. Z badania CBOS wynika, że 99% dostrzega wzrost cen. Natomiast aż 92% ankietowanych jest przekonanych, że w bieżącym roku ceny jeszcze wzrosną, w tym 62% osób wskazuje, że ceny wzrosną znacznie.

Zobacz także: Lockdown w Chinach utrudnia odbudowę łańcucha dostaw

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku przewidywania przyszłej inflacji wśród przedsiębiorstw. W marcu 2022 roku 65,1% ankietowanych podmiotów wskazywało, że ceny będą rosły szybciej niż bieżąca inflacja, natomiast ponad 11% było zdania, że będą rosły w takim samym tempie, jak obecny wzrost cen. Zaledwie 0,3% badanych wskazało, że ceny w ciągu najbliższych 12 miesięcy spadną.

Z drugiej strony badania ankietowe mogą nie oddawać pełnego obrazu rzeczywistości. Najważniejsze jest to, jak bardzo firmy podnoszą lub planują podnieść ceny. Tego z ankiet się nie dowiemy. Można się jeszcze sugerować wycenami rynkowymi. Te jednak również mają pewną wadę.

Wyceny rynkowe oczekiwań też mają ograniczone znaczenie: to nie inwestorzy decydują o cenach/płacach — stwierdza Morawski

W jakim żyjemy świecie: różowym czy czarnym?

Dla banków centralnych zmorą jest pojawienie się w świecie czarnym. Pochodną walki z inflacją będzie wówczas recesja. Ignacy Morawski sugeruje, że w Polsce panuje przekonanie, iż znajdujemy się w świecie różowym. W związku z powyższym NBP zacieśnia politykę monetarną w taki sposób, aby zmniejszyć popyt bez kosztownej recesji, co po skończeniu się zewnętrznego szoku cenowego ustabilizuje inflację.

Więc w jakim świecie żyjemy? Różowym, czy czarnym? Mierzone ankietowo oczekiwania inflacyjne sugerują, że nie nastąpiło ich jakieś znaczące odkotwiczenie. Ale z kolei trwające długo podwyżki cen niezwiązanych z energią i przyspieszenie płac wskazują na odkotwiczenie oczekiwań — wskazuje ekonomista na swoim Twitterowym koncie

Panujące przekonanie, że żyjemy w świecie różowym przy jednocześnie odkotwiczonych oczekiwaniach inflacyjnych, może zwieść jednak NBP na manowce. Wtedy inflacja ulegnie jeszcze większemu utrwaleniu, a do obniżenia cen niezbędne będą silniejsze podwyżki stóp procentowych, czyli przejście ze świata różowego do czarnego. Wielce prawdopodobne jest, że będziemy balansować gdzieś pomiędzy tymi dwoma światami, czego skutkiem będzie niewielka techniczna recesja. Taki scenariusz wydaje się najkorzystniejszym z możliwych.

„Efekt drugiej rundy” i polityka rządu: Dwie zmory NBP w walce z inflacją [ANALIZA]

Polecane artykuły

Back to top button