Komentarze I Analizy

Spirala marżowo-cenowa to wynik racjonalnych decyzji, a nie chciwości firm [ANALIZA]

W raporcie opublikowanym dwa tygodnie temu na naszym portalu (link tutaj: Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową [RAPORT OG]) Gabriel Chrostowski przyjrzał się temu, czy w Polsce mamy do czynienia ze spiralą marżowo-cenową czy spiralą płacowo-cenową. Po przeanalizowaniu znacznej ilości danych doszedł on do wniosku, iż obecnie w Polsce inflację napędza raczej ta pierwsza. Z tego powodu, w tym artykule postanowiłem objaśnić na prostym, nieco zmodyfikowanym przeze mnie, modelu opracowanym przez polskiego ekonomistę Wojciecha Paczosa, jak spirala marżowo-cenowa działa, jak powstaje, a przede wszystkim, w jaki sposób ją zatrzymać. 

Założenia, czyli szok, sztywne ceny oraz istnienie marż

Model, który tutaj skonstruuję jest oparty na kliku całkiem racjonalnych założeniach. Po pierwsze na potrzeby modelu zakładam, iż marże w ogóle istnieją. Co warto zaznaczyć, nie jest to wcale takie oczywiste, jak może się wydawać. Choćby wielu ekonomistów podczas prowadzenia badań wykorzystuje model konkurencji doskonałej. W takowym, co do zasady, nie istnieją zyski, gdyż krańcowy koszt wyprodukowania danego dobra jest równy jego cenie. Skoro nie istnieją zyski, nie istnieją również marże. Z tego powodu założę, że przedsiębiorstwa mają moc monopolistyczną, czyli są w stanie ustalać ceny i narzucają na sprzedawane przez siebie dobra marże. Do tego przyjmę, iż ustalając je firmy postępują racjonalnie.

Zobacz także: FED: Monopolizacja napędza inflację w USA [BADANIE]

Ponadto na potrzeby modelu zakładamy sztywność/lepkość cen. Oznacza to, że przedstawionym przeze mnie modelu przedsiębiorcy na zmiany popytu czy wzrost bądź spadek kosztów będą reagować podwyżkami, bądź obniżkami cen po jakimś czasie. Do tego będą oni starali się unikać częstych zmian cen. Co warto zaznaczyć w realnie istniejącej gospodarce, przedsiębiorcy faktycznie mogą być do robienia tego niezbyt chętni, gdyż wiąże się to z kosztami. Choćby trzeba zmienić ceny w materiałach marketingowych, na stronach, na półkach itd., co określenia się mianem tzw. kosztów zmiany menu.

Na samym końcu załóżmy, że analizujemy gospodarkę, w której doszło do negatywnego szoku podażowego bądź pozytywnego szoku popytowego. Oznacza to, że na skutek choćby znacznego wzrostu wydatków rządowych albo wybuchu wojny doszło do wzrostu inflacji do poziomu, dla uproszczenia, 10 proc. Mając już to wszystko ustalone jesteśmy w stanie stworzyć model.

Firmy podnoszą ceny, aby uchronić marże przed inflacją

Na początku wyobraźmy sobie stan początkowy. W nim przedsiębiorstwa postanawiają ustalić ceny swoich produktów, w które zgodnie z naszymi założeniami wliczają się marże. Co warto zaznaczyć, ze względu na to, że w gospodarce już ma miejsce 10 proc. inflacja, przedsiębiorstwa podczas kształtowania cen muszą wziąć to pod uwagę. Jeśli ustalą je za nisko, to jak wskazuje Wojciech Paczos w kolejnych okresach marże zje im rosnąca inflacja. Z tego powodu firmy podniosą ceny „na zapas”, doprowadzając tym samym do tego, że bezpośrednio po ich ustaleniu marże im wzrosną.

Z kolei to jak, bardzo podniosą oni ceny zależy głównie od ich oczekiwać inflacyjnych. Jak widać na zamieszczonym poniżej wykresie z symulacji przeprowadzonych przez Wojciecha Paczosa wynika, że im wyższa jest oczekiwana inflacja, tym silniej rośnie średnia marża w gospodarce (na osi X oczekiwana inflacja, na osi Y średnia marża w gospodarce). Do tego im sztywniejsze są ceny (ich lepkość obrazuje współczynnik lambda), tym przedsiębiorstwa reagują mocniejszymi podwyżkami cen na oczekiwaną przez nich inflację. Co interesujące, jak podkreśla ekonomista model ten ukazuje, że niska inflacja powoduje, że przedsiębiorstwa jedynie w niewielkim stopniu decydują się na podniesienie cen.

Zależność między sztywnością cen, a inflacją
Źródło: Twitter, Wojciech Paczos

Zobacz także: Ceny paliwa okrętowego i smarów rosną w zawrotnym tempie

Na skutek podwyżek cen, inflacja w gospodarce wzrasta, jeszcze bardziej. Powoduje to, że oczekiwania inflacyjne przedsiębiorców rosną, co jest zupełnie racjonalne. Skoro wcześniej inflacja przyspieszała, to rozsądne jest założyć, iż w najbliższej przyszłości wzrost cen dalej będzie przyspieszał. To z kolei spowoduje, że przy następnej okazji podniosą oni ceny jeszcze bardziej i w taki oto sposób powstała spirala marżowo-cenowa.

Co warto podkreślić, w opisanym przeze mnie modelu wzrost marż bynajmniej nie jest wynikiem chciwości firm, a ich racjonalnych decyzji. Przedsiębiorstwa rzadko podnoszą ceny, gdyż chcą minimalizować koszty, co z kolei powoduje, że te zaczynają być sztywne. Firmy podnoszą marże nie po to, aby odrzeć konsumentów ze środków, ale po to, aby inflacja nie doprowadziła do spadku ich rentowności, a nawet do powstania strat. Wynika z tego również inny ciekawy wniosek. Otóż racjonalne decyzji na poziomie mikro mogą doprowadzić do nieracjonalnej sytuacji na poziomie makro.

Spirala marżowo-cenowa i jak ją zatrzymać

Wiedząc już, w jaki sposób powstaje spirala marżowo-cenowa, jesteśmy w stanie ustalić, jak doprowadzić do jej zatrzymania. W skrócie mamy trzy możliwe rozwiązania. Po pierwsze rząd może podjąć działania na rzecz zwiększenia konkurencji w danych branżach. Dzięki temu przedsiębiorstwa nie będą w stanie znacznie podnieść ceny ponad koszty, gdyż będą one musiały konkurować z innymi firmami. W taki sposób z rosnącą inflacją zaczął zwalczać choćby Joe Biden pod koniec zeszłego roku (jego działania zostały opisane tutaj: Biden obwinia monopole za wzrost cen i rozpoczyna z nimi walkę)

Można również działać na rzecz obniżenia oczekiwań inflacyjnych firm. Z odpowiednio niezależnym i budzącym zaufanie bankiem centralnym, obniżyć je można nawet odpowiednimi gestami i słowami. Choćby w opinii analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, swego czasu Bankowi Anglii udało się coś takiego osiągnąć.

Ostatnim rozwiązaniem tego problemu jest obniżenie zagregowanego popytu w gospodarce. Otóż jeśli ten spadnie, firmy nie będą już tak chętnie podnosić cen, gdyż będzie to prowadzić do jeszcze większego obniżenia zapotrzebowania na ich produkty, co z kolei przyczyni się do spadku rentowności. Sposobów na obniżenie zagregowanego popytu jest wiele, a obecnie stara się zbić Narodowy Bank Polski podnosząc stopy procentowe. Jednakże obniżyć go można również polityką fiskalną. Co więcej, niektórzy ekonomiści w Polsce optują właśnie za takim rozwiązaniem. Jak stwierdził na Twitterze jeden z założycieli Polskiej Sieci Ekonomii Michał Możdżeń:

IMO [skrót od w mojej opinii] obecny poziom inflacji i CAB [skrót od salda obrotów bieżących], jeśli nie zdecydujemy się na reglamentację (sic!) konsumpcji, wymaga zacieśnienia polityki fiskalnej. Uważam, że lepiej poprzez precyzyjną politykę podatkową.

Ceny żywności na Węgrzech rosną najszybciej w regionie! Polityka krajowa Orbána to przestroga

Polecane artykuły

Back to top button