Nieruchomości

Airbnb prosi o wsparcie dla właścicieli mieszkań

Kiedy wydawać by się mogło, że w tym roku trudno będzie o bardziej groteskową sytuację niż ta, w której Amazon prosi o wsparcie dla swoich pracowników, to nagle z odsieczą przychodzi Airbnb i przebija stawkę. Platforma znana z pośredniczenia w wynajmie krótkoterminowym prosi o wsparcie dla właścicieli mieszkań, którzy z powodu pandemii stracili możliwość zarobkowania.

Airbnb monopolizuje rynek najmu krótkoterminowego

Niektórzy mogą nie widzieć w tym nic złego, zwłaszcza gdy nie są wtajemniczeni w to, jakie skutki niesie za sobą działalność Airbnb.

Rosalen

Zobacz także: Airbnb w Pradze: wprowadzono ograniczenie liczby noclegów

Z danych Instytutu Badań Strukturalnych wynika, że 1 proc. właścicieli kontroluje aż 25 proc. warszawskich mieszkań dostępnych na platformie Airbnb. Pod tym względem Warszawa jest w europejskiej czołówce. Wyższa koncentracja jest tylko w Barcelonie.

Z kolei z danych DELab UW wynika, że w Warszawie 5 proc. gospodarzy odpowiada za 60 proc. przychodów, 56 proc. rezerwacji i 30 proc. oferowanych miejsc.

Powyższe dane są kluczowe. Pokazują one jak mocno skoncentrowany jest rynek najmu krótkoterminowego, zwłaszcza w Warszawie.  To właśnie właściciele mieszkań z Airbnb w istotnej mierze odpowiadają za wzrost cen nieruchomości, który istotnie przyczynia się do zabijania tkanki miejskiej. Na dodatek bardzo często osoby mieszkające w sąsiedztwie apartamentów na wynajem skarżą się na krzyki, hałasy i libacje alkoholowe. Jakby tego było mało Airbnb przyczynia się bardzo istotnie do pogorszenia się sytuacji finansowej lokalnych biznesów takich jak małe hotele, czy hostele.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w II kwartale 2019 roku aż 42 proc. mieszkań na rynku pierwotnym było kupowane na cele inwestycyjne. To z kolei przyczyniło się do 13 proc. wzrostu cen mieszkań.

Platforma prowadzi do wzrostu cen mieszkań i gentryfikacji

We wspomnianej Barcelonie szczególnie mocno ucierpieli mieszkańcy. W reportażu TVN24 Oriol Casabella ze zrzeszenia sąsiedzkiego dzielnicy Barceloneta podaje, że ceny najtańszych mieszkań potrafiły wzrosnąć z 300 lub 400 euro miesięcznie do 600 lub 700 euro. To wzrost nawet o 100 proc. Jako powód podają właśnie wzrost inwestycji pod najem krótkoterminowy, który winduje ceny nieruchomości, a jednocześnie zwalcza lokalny biznes hotelarski skazując mnóstwo ludzi na utratę źródła utrzymania. To z kolei prowadzi do gentryfikacji, czyli procesu wypychania mniej zamożnych mieszkańców na obrzeża miast.

Zobacz także: Rynek magazynowy w Polsce cały czas rośnie

Wiele miast postanowiło walczyć z procederem Airbnb. Wśród najbardziej znanych przykładów jest Berlin gdzie w latach 2009 – 2014 czynsze urosły o ponad połowę. To skłoniło władze niemieckiej stolicy do drastycznych działań. W 2014 roku została uchwalona ustawa Zweckentfremdungsverbot, która weszła w życie dwa lata później. W jej myśl, właściciele mieszkań nie mogą wynajmować przez internet całych nieruchomości. Możliwy jest wynajem tylko części mieszkania i to pod warunkiem, że właściciel jest obecny w mieszkaniu przez cały czas najmu nieruchomości.

Airbnb zabija tkankę miejską, a teraz prosi o wsparcie dla właścicieli mieszkań

Przedstawione powyżej sytuacje nieco pokazują groteskowość zbiórki na tzw. hostów. Właściciele mieszkań, którzy odpowiadają za istotny wzrost cen nieruchomości, za zabicie tkanki miejskiej i monopolizację rynku mieszkaniowego potrzebują pomocy, bo biznes nie do końca idzie po ich myśli. Ciekawe jak zamierzają sfinansować straty społeczne wynikające z ich działalności, które przyczyniły się do tego, że sytuacja w wielu miastach jest patologiczna?

Filip Lamański

Wynajem krótkoterminowy w Krakowie jest zbyt popularny

Polecane artykuły

Back to top button