Gospodarka

Globalizacja w odwrocie. Czy nadchodzi era deglobalizacji?

Globalizacja to prawdopodobnie najważniejszy proces gospodarczy końca XX i początku XXI wieku. Badania ekonomiczne przypisują globalizacji wyższy wzrost gospodarczy, redukcję ubóstwa, a nawet niską inflację, która przecież cechowała większość stabilnych gospodarek aż do 2021 roku. Jednak ostatnie wydarzenia geopolityczne sprawiają, że coraz częściej w dyskusjach mówi się o nadchodzącym procesie deglobalizacji. Czy deglobalizacja jest możliwa? Jeżeli tak, to w jaki sposób miałaby przebiegać? 

Geopolityka największym zagrożeniem dla globalizacji

Główny dziennikarz ekonomiczny „Financial Times” Martin Wolf postawił tezę, że geopolityka jest największym zagrożeniem dla globalizacji. Wskazuje on, że „zerwanie więzi gospodarczych będzie zarówno konsekwencją, jak i przyczyną pogłębienia się globalnej niezgody”. To zaś oznacza, że czeka nas bardziej destrukcyjny koniec globalizacji, zwany procesem deglobalizacji. Nie tylko czeka nas rekonfiguracja bloków handlowych na Wschód i Zachód, ale również burzliwe napięcia geopolityczne związane z takowymi przemianami.

Teza ta opiera się na argumencie, że handel jest determinowany pokojem. Jeżeli panuje pokój, wówczas mocarstwa zawężają współpracę gospodarczą. Warto jednak zaznaczyć, że niekoniecznie zależność ta działa w drugą stronę. Słowem wyjaśnienia, niekoniecznie silna integracja handlowa pomiędzy krajami może wpływać na pokój pomiędzy nimi, co widzimy zwłaszcza dziś, gdy Chiny mają konflikt z USA, a Rosja z wiadomych przyczyn z UE.

Szczególnie historia przeczy takiej tezie. Zauważmy, że przed I wojną światową globalna wymiana towarowa wzrosła, a mimo to powstała linia niezgody pomiędzy mocarstwami doprowadziła do wybuchu interwencji zbrojnych. To właśnie okres I wojny światowej i 20-lecia międzywojennego jest pierwszą w historii współczesnego świata erą deglobalizacji. Okres ten w dziejach świata nie należy oczywiście do szczęśliwych. Załamanie ładu politycznego wzmogło ruchy totalitarne na świecie i wzrost znaczenia protekcjonistycznej polityki gospodarczej, szczególnie w czasie Wielkiego Kryzysu. Wskutek tego napięcia geopolityczne uległy rozrastaniu. Jedynym pozytywnym pokłosiem pierwszej ery deglobalizacji był wzrost znaczenia państwa opiekuńczego, niemniej to raczej była konsekwencja Wielkiego Kryzysu, którego zwalczenie przypisuje się skutecznej polityce interwencjonizmu państwowego.

Wykres 1. Udział światowego handlu towarami w PKB (%)

Źródło: Our World in Data

Zobacz także: Deglobalizacja szansą dla Polski! Możemy stać się produkcyjnym hubem Europy

Okres po II wojnie światowej to wzrost znaczenia globalizacji z punktem kulminacyjnym w latach 80. XX wieku. Rozrost chińskiej gospodarki napędził współpracę handlową między Wschodem i Zachodem, w którą weszła Rosja ze swoimi surowcami energetycznymi, gdy do władzy doszedł Putin. Lata po połowie XX wieku można nazwać okresem względnego pokoju (nie można tym samym zapominać o zimnej wojnie), który determinował proces globalizacji. Każdy zna historię Phila Knight’a założyciela firmy Nike, który zaledwie po przeszło 20 latach od zrzucenia przez Amerykanów bomby na Hiroszimę podbijał rynek japoński.

Ogólnie rzecz biorąc, choć handel nie zapewnia pokoju, to pokój jest główną determinantą handlu. Tak więc, napięcia geopolityczne (brak pokoju) rzeczywiście mogą wpływać na proces deglobalizacji. Angielski liberał Norman Angell w Wielkiej Iluzji wskazywał, że kraje nie czerpią z wojny żadnych korzyści, a już szczególnie nie tych ekonomicznych. Mimo to autorytarni przywódcy wszczynają konflikty militarne, choć koszty przeważają nad korzyściami, co widać po skutkach rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Zobacz także: Rosjanie ostrzelali cywilną barkę ze zbożem. Dwie osoby nie żyją

Przesłanki za deglobalizacją

Filip Chybalski i Patrycja Klimas na łamach Rp.pl piszą o zjawiskach hiperturbulencji i deglobalizacji. Wskazują oni, że takie wydarzenia jak atak na World Trade Center, globalny kryzys finansowy z lat 2007-2008, pandemia COVID-19 oraz agresja Rosji na Ukrainę determinują hiperturbulencje współczesnego systemu społeczno-gospodarczego. Tym samym wzrasta znaczenie przesłanek za deglobalizacją. Choć, te przybrały szczególnego znaczenia, gdy za sterami USA stanął Donald Trump, który rozpoczął wojnę handlową z Chinami, która mimo zmiany prezydentury za Atlantykiem przybiera na sile. Niedawno Joe Biden ogłosił kontrolę eksportu z USA półprzewodników i powiązanych technologii do Chin. To krok zdecydowanie groźniejszy dla Pekinu niż wszystkie działania Donalda Trumpa.

Przesłanki za deglobalizacją umocniły się w czasie pandemii COVID-19 w 2020 r. Przerwane łańcuchy dostaw dały do myślenia korporacjom transgranicznym, czy kooperowanie z odległymi geograficznie dostawcami ma sens. Wątpliwości te zwiększyły się po wybuchu wojny na Ukrainie, gdyż firmy musiały w swoich decyzjach brać pod uwagę także czynnik geopolityczny. Wskutek tego, coraz częściej wskazuje się, że powszechne będą procesy od offshoringu do częściowego friendshoringu, aby uodpornić łańcuch dostaw na ryzyko geopolityczne. Obopólna wojna gospodarcza między Rosją i Zachodem dezintegrują powiązania handlowe oparte o import i eksport surowców energetycznych oraz maszyn i technologii, co jest kolejną przesłanką za deglobalizacją. Co więcej, wiele firm z dnia na dzień podjęło decyzję o opuszczeniu rynku rosyjskiego. Tak więc pandemia i wojna na Ukrainie zintensyfikowały podział świata wokół z jednej strony USA i UE a z drugiej strony Chin i Rosji. Tym bardziej że zważywszy na rosnące napięcia na Tajwanie, izolacja USA od Chin prawdopodobnie będzie narastać.

Zobacz także: Nadchodzi polityka austerity, która może doprowadzić do ogromnych kosztów społecznych

Czy deglobalizacja jest możliwa?

Mając na uwadze napięcia geopolityczne, które tak jak wykazywałem wcześniej, determinują współpracę handlową, teza o deglobalizacji nie jest mrzonką, choć proces ten przebiegać będzie powolnie. Gospodarka i biznes nie są w stanie z roku na rok zerwać z filarami, na których się opierały. Zachód czerpał korzyści z integracji handlowej z Chinami w postaci niższej inflacji i wyższych zysków z outsourcingu (niższe koszty produkcji), Natomiast dla Chin i rynków wschodzących, Zachód był gwarantem napływu inwestycji, technologii, a także kupna ich towarów.

W związku z powyższym proces deglobalizacji odczuwalny będzie w długim terminie, gdyż koniec z dotychczasowym ładem gospodarczym wiązać się będzie z wieloma głosami sprzeciwu. Co więcej, zjawiska reshoringu (przenoszenie zakładów produkcyjnych) i nearshoringu (skracanie łańcuchów dostaw) trwają latami, gdyż niewykonalne jest, aby z roku na rok zrewolucjonizować cały ekosystem produkcyjny poprzez przenoszenie fabryk z jednego miejsca do drugiego. Istnieje także ryzyko, iż rachunek ekonomiczny będzie niekorzystny, to znaczy, że koszty transakcyjne deglobalizacji będą za wysokie, wskutek czego biznes nie wykaże chęci do takiej przemiany.

Jesteśmy świadkami początku końca globalizacji. Jak powinna postąpić Europa?

Polecane artykuły

Back to top button