Polska

Pod koniec tego roku ceny w Polsce będą o 50% wyższe niż w 2015 roku

Jak bardzo zmieniły się ceny w Polsce w ciągu ostatnich lat? Wiele wskazuje na to, że pod koniec roku będą one o połowę wyższe niż w 2015 roku. Warto jednak pamiętać, że w ciągu ostatnich lat rosły nie tylko ceny, ale i wynagrodzenia Polaków.

Ceny w Polsce mogą być pod koniec roku o połowę wyższe niż na początku kadencji obecnego rządu. Jak zmieniały się ceny w ciągu ostatnich lat? W jakich krajach Unii Europejskiej inflacja rosła po 2015 roku najszybciej?

Od deflacji do dwucyfrowej inflacji w zaledwie kilka lat

Jeszcze w 2016 roku mieliśmy w Polsce do czynienia ze zjawiskiem spadku cen — deflacją. Rok 2022 przypomniał nam, jak wygląda dwucyfrowa inflacja. Jak stwierdził w czasie rozmowy w TVN Sławomir Dudek — prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych — wzrost cen jest obecnie tak wysoki, że życie w Polsce może być pod koniec tego roku o połowę droższe niż w 2015 roku. Jak  Ile jest w tym prawdy i jak wypadamy na tle innych państw? Sprawdzamy.

Ceny w Polsce rosną bardzo szybko

Grudniowa inflacja (najnowsze dostępne dane Eurostatu) w Polsce wyniosła 15,3%. Był to jeden z najwyższych wzrostów w całej UE. Wyprzedzają nas głównie państwa z naszego regionu — w Czechach jest to 16,8%, w Estonii 17,5%, na Litwie 20% a na Łotwie 20,7%. Niekwestionowanym liderem są (znane z polityki regulacji cen) Węgry. Tam życie jest aż o 25% droższe niż jeszcze rok temu.

inflacja w Polsce w grudniu
Eurostat

A jak wygląda skumulowany wzrost cen od 2015 roku? Eurostat udostępnia dane pokazujące ceny w porównaniu do 2015 roku. Średni poziom cen w 2015 roku = 100. W przypadku Polski, indeks cen w grudniu wyniósł 136,8. Oznacza to, że są one o 36,8% wyższe niż 8 lat temu. Liderem ponownie są Węgrzy. Tam koszty życia wzrosły o 53,1%. Drugie miejsce zajęła Litwa, gdzie jest o 46,8% drożej. W Estonii ceny są o 44,3% wyższe. Wyprzedza nas także Łotwa (40,6%) oraz Czechy (37,1%). Zaraz za Polską uplasowała się Rumunia (35,6%), Słowacja (31,3%) oraz Bułgaria (29,7%). Trudno nie zauważyć, że czołówkę dominują kraje postkomunistyczne.

Zobacz też: Inflacja na świecie w odwrocie? Czy ceny w Polsce spadną?

Ta zależność nie jest zresztą przypadkowa. Jest to w pewien sposób naturalne zjawisko. Ceny będą wzrastać szybciej w krajach, gdzie wzrost gospodarczy jest wyższy, a ogólny poziom cen niższy. Południe Europy charakteryzuje się najwolniejszym wzrostem cen. Najwolniej ceny urosły na Cyprze (11,9%), w Grecji (12,8%), Malcie (14,1%) i w Irlandii (15,2%).

Poziom cen w UE, grudzień 2022 (100 = poziom cen z 2015 r.)

Wiele wskazuje jednak na to, że niedługo awansujemy w niechlubnym rankingu wzrostu cen. Według ekspertów z Komisji Europejskiej, ceny w czwartym kwartale 2023 roku będą o 9,9% wyższe niż w czwartym kwartale 2022 roku. Jeśli do poziomu cen z grudnia dodamy prognozowany wzrost w ostatnim kwartale, to możemy obliczyć poziom cen na koniec 2023 roku. Choć metoda nie jest doskonała, to może pokazać, jak duże ceny będą nas czekać za rok.

Prognozy wzrostu inflacji KE
KE

Zobacz też: Ceny mieszkań w Polsce spadną, ale jedynie nieznacznie

Tutaj niestety zła wiadomość — 9,9% to drugi najszybszy (po Słowacji) wzrost cen w czwartym kwartale 2023 roku. Nawet Węgry będą notować niższy wzrost cen. W tym miejscu warto zaznaczyć, że inflacja w Polsce byłaby obecnie wyższa, gdyby nie obniżki podatków. Eurostat udostępnia szacunki inflacji przy stałym opodatkowaniu. Pozwala to lepiej obserwować procesy zachodzące w gospodarce. To, że rząd obniża VAT na żywność, nie znaczy, że presja podażowa czy popytowa zmalała. Inflacja po uwzględnieniu zmian podatkowych wynosiła w grudniu nie 15,6%, a 18,4% w ujęciu rocznym. Tym samym, ceny rosły szybciej niż w Czechach i Estonii. Wyprzedziły nas trzy kraje — Litwa (20%), Łotwa (20,6%) i Węgry (25%). Różnica, jaką robią podatki, jest w Polsce najwyższa w całej UE.

Pod koniec roku będzie w Polsce o połowę drożej niż w 2015 roku?

Jak będą wyglądać ceny pod koniec roku? Gdy dodamy do obecnego poziomu cen wspomniane 9,9%, to okaże się, że ceny będę właśnie o połowę wyższe niż w 2015 roku. Dodatkowo wyprzedzać nas będą jedynie dwa kraje UE — Litwa i Węgry. Zaraz za Polską uplasuje się Estonia, Słowacja, Rumunia, Łotwa i Czechy. Poniższy wykres pokazuje, że choć wynik Polski należy do największych na tle całej UE, to nie jest to wartość odbiegająca od innych państw w regionie. Prawdą jest więc, że ceny mogą być o połowę wyższe, lecz poza Węgrami przed Polską uplasuje się także Litwa.

Poziom cen w UE pod koniec 2023 roku na podstawie prognozy KE

Tak duży wzrost uderza w gospodarstwa domowe w Polsce. Jak zauważa Sławomir Dudek, niskie oprocentowanie depozytów dodatkowo uderza w oszczędności Polaków.

Jest to szczególnie istotne w przypadku polski ponieważ jesteśmy krajem w którym gospodarstwa domowe najwięcej swoich aktywów finansowych trzymają w postaci gotówki bądź nieoprocentowanych lub niskooprocentowanych depozytów, czyli koszty skumulowanej inflacji najbardziej w Unii Europejskiej uderzają właśnie w polskie gospodarstwa domowe.

Nie powinno to specjalnie dziwić. Inflacja w Polsce była historycznie bardzo podobna do tej w krajach regionu. Poniższy wykres prezentuje inflację w krajach UE po 2015 roku. Zaznaczone na niebiesko są kraje o podobnym poziomie PKB do Polski (republiki bałtyckie, kraje grupy Wyszehradzkiej i Bułgaria). Wykres pokazuje, że inflacja w Polsce nie jest historycznie wysoka na ich tle. Jedynie w latach 2020-2021 nasz kraj wybijał się na tle tej grupy. Jeśli prognozy się sprawdzą, to także rok 2023 będzie czasem relatywnie wysokiej inflacji w Polsce.

Inflacja w Polsce na tle UE i państw regionu (na czerwono Polska, na niebiesko kraje bałtyckie, V4 i Bułgaria)

Dlaczego ceny rosną tak szybko?

Jak zauważa Sławomir Dudek, zdecydowana większość inflacji przypada na ostatnie (i przyszłe) lata. To właśnie okres po 2020 roku jest główną przyczyną tak dużej skumulowanej wartości inflacji. Podobnego zdania jest inny ekonomista — Jan Zygmuntowski. Za tak wysoki wzrost cen obarcza on głównie działania Rosji i skutki pandemii.

Wzrost inflacji w ostatnich latach jest efektem problemów związanych z podażą. Najpierw mieliśmy do czynienia z kryzysem pandemicznym i zerwaniem łańcuchów dostaw na świecie. Problemy z dostępnością towarów przyczyniły się do wzrostu ich cen. Skorzystały na tym firmy. Rentowność przedsiębiorstw wzrosła wtedy do rekordowych poziomów. W 2021 roku doszły także problemy sektora energetycznego. Szantaż gospodarczy Rosji spowodował gwałtowny wzrost cen prądu, paliwa czy gazu. To pośrednio wpływa na praktycznie wszystkie ceny w kraju.

Opisywane zjawisko wzrostu cen przez wyższe marże firm, Zygmuntowski nazywa spiralą marżowo-cenową. W myśl tej teorii, w ostatnim czasie to właśnie wyższe marże były przyczyną tak znacznego wzrostu cen. Tematowi szerzej przyjrzeliśmy się w analizie „Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową„.

Ekonomista krytykuje zwalczanie inflacji przez dalsze podwyżki stóp procentowych. Jego zdaniem kolejny wzrost rat kredytu może utrudnić transformację energetyczną. Termomodernizacja czy inwestycje w nowe moce wytwórcze wymagają dostępu do taniego kapitału. Wzrost stóp procentowych może być skuteczną metodą zwalczania inflacji w przypadku presji popytowej. Dziś problemem jest niewystarczająca podaż. Dodatkowo, jak zauważa ekonomista, wyższe oprocentowanie długu może sprawić, że część przedsiębiorców przeniesie rosnące koszty na klientów. To paradoksalnie może utrudnić walkę z inflacją.

Nie tylko ceny w Polsce rosną. Coraz wyższe są także wynagrodzenia

Zdaniem Zygmuntowskiego, skumulowana inflacja jest jedynie jedną stroną medalu. Nie można zapominać, że zmieniały się także wynagrodzenia. W 2015 roku średnie wynagrodzenia w kraju wynosiło 3900 zł brutto. Grudniowe średnie wynagrodzenie to już 7300 zł brutto. W ciągu ostatnich lat, realne wynagrodzenia rosły przeważnie o 4% w ujęciu rocznym. Co prawda obecny kryzys uderza w siłę nabywczą pensji Polaków, ale w ujęciu kilkuletnim nadal jesteśmy sporo na plusie.

Ceny w Polsce a pensje - realny wzrost wynagrodzeń
Pekao

Należy też pamiętać, że szoki podażowe powoli ustają. Gaz tanieje, a ceny frachtu nadal spadają. Wiele wskazuje na to, że najbliższe lata będą czasem dezinflacji. Część ekspertów uważa nawet, że czeka nas nie tylko dezinflacja, a nawet deflacja. Jest to jednak nadal mało popularny pogląd.

Inflacja w Polsce w grudniu spadła, ale już w lutym osiągnie 20%

Polecane artykuły

Back to top button